“Największą frajdą była dla nas zabawa w sianie!” – jak wyglądają święta u poseł Marty Wcisło?

Święta – czas jedności i zakończenia sporów, również tych politycznych. Opowiadając o tym wyjątkowym okresie, poseł Marta Wcisło pokazuje oblicze nieznane z sejmowej mównicy. W rozmowie z Coś Nowego wspomina Wigilię u swojej babci, mówi o kulinarnych umiejętnościach, a także zdradza, do jakiej muzyki będzie bawić się w Sylwestra. 

Adam Szymański, Coś Nowego: Za oknem biało, a przed lubelskim ratuszem świeci piękna choinka; muszę więc zapytać o to, czy prezenty na gwiazdkę już kupione. 

Marta Wcisło, Poseł na Sejm RP: Niestety, prezenty jeszcze nie są kupione, ponieważ bardzo dużo pracuję. Co tydzień posiedzenia sejmu, a między nimi spotkania z mieszkańcami, jednak zawsze pamiętam o moich bliskich. Uwielbiam również angażować się w pomoc dla najmłodszych. W tym roku wspólnie z kolegą odwiedzimy dzieci w Szpitalu Neuropsychiatrycznym i wręczymy im prezenty. 

Poseł Marta Wcisło na świątecznym spotkaniu z dziećmi
źródło: Facebook Marty Wcisło

AS, CN: Zostając przy temacie prezentów i zakupów, proszę zdradzić, czy jest Pani typem zakupoholika, którego porywa przedświąteczny szał kupowania? A może większy nacisk kładzie Pani na to duchowe przeżywanie świąt?  

MW: Przeżywanie duchowe przede wszystkim, bo jestem osobą wierzącą. Nie ma dla mnie piękniejszych świąt, od tych z rodziną i wspólnym kolędowaniem przy choince. Mam dużą rodzinę – rodzice, troje rodzeństwa razem z dziećmi, mój mąż, córka i syn. U mnie na Wigilii będą 23 osoby. Od kiedy pamiętam, święta spędzaliśmy w dużym gronie. Do dziś wspominam Wigilię u moich dziadków, na Roztoczu, w małym drewnianym domku. Były kolędy; siano pod obrusem; wspólne gotowanie z babcią; lepienie uszek; choinka, którą przynosił mój dziadzio z lasu; wykonywanie ozdób. Oczywiście prezenty wówczas były zupełnie inne – skromne, ale niesamowicie przyjemne. Pamiętam do dziś, największą frajdą dla nas, wnuków, było to, że dziadzio przynosił do kuchni bardzo dużo siana i my w tym sianie się bawiliśmy. Pamiętam piec chlebowy, w którym moja babcia piekła chleb na święta, piekła piróg z kaszy gryczanej. Fantastyczne czasy, aż się łezka w oku kręci.  

AS, CN: Zorganizowanie Wigilii dla tylu osób to nie lada wyzwanie. Zanim siądziemy do stołu, trzeba to wszystko ugotować. Jak radzi sobie Pani w kuchni z przygotowaniem świątecznych potraw?  

MW: Nie chwaląc się, jestem dobrą organizatorką. Wcześniej przygotowuję niektóre rzeczy, jak np. bigos; ale bardzo pomagają mi córka i mąż, no syn trochę mniej. (śmiech) W tym roku wypadła moja kolej i święta dla całej rodziny będą u mnie w domu. Wczoraj rozmawiałam z moją siostrą i ustalałyśmy szczegóły, która co zrobi. Podzieliłyśmy się rolami. Ja upiekę mięsa, zrobię bigos, ugotuję barszcz, a moja siostra zrobi uszka; córka upiecze ciasta, bo bardzo dobrze piecze. Wspólnie, całą rodziną, pokroimy sałatkę wielowarzywną, bo trzeba się jednak nakroić. A ja zawsze robię jej trochę więcej, po to, bo każdy, kto wychodzi ode mnie z domu dostaje słoiczek sałatki – taki mam zwyczaj.  

AS, CN: Wspomniała Pani o dużej rodzinie i spotkaniach wigilijnych. Niestety, czas pandemii wprowadził do naszego życia strach o najbliższych, o tych najstarszych. Ostatnie miesiące, kiedy mamy dostęp do szczepionek, spowodowały, że trochę mniej możemy się obawiać i pozwolić sobie na spotkania w większym gronie. Jak ten trudny czas pandemii wpłynął na postrzeganie przez panią świąt i spotkań rodzinnych?  

MW: W ubiegłym roku spędzaliśmy Wigilię oddzielnie, każdy w swoim domu. Ja ze swoimi dziećmi, które są już dorosłe i z mężem; moi rodzice zostali u siebie. Tak, jak w tym powiedzeniu, czasami, żeby coś docenić, trzeba to stracić. Dzwoniliśmy do siebie, łączyliśmy się przez Skype, ale było nam tak strasznie smutno, że nie możemy się spotkać. Moi rodzice są po 70-tce. Wówczas jeszcze nie było szczepionek, więc nie chcieliśmy narażać ich na zagrożenie. W tym roku będziemy się widzieć bezpośrednio, ponieważ wszyscy jesteśmy szczepieni, ale wciąż niezwykle ważne jest przestrzeganie zasad sanitarnych. Nigdy dotąd w święta w domu nie stał płyn do dezynfekcji rąk, ale najważniejsze jest to, że będziemy wszyscy razem. Czuję wielką radość, bo z rodzicami nie widziałam się dość długo.   

Święta u poseł Marty Wcisło
źródło: Facebook Marty Wcisło

AS, CN: Święta to również śpiewanie kolęd, przygotowanie ozdób, dekorowanie domu. Pani jako absolwentka Wydziału Artystycznego na UMCS-ie na pewno swoją artystyczną dusze realizuje w ciekawy sposób.  

MW: Uwielbiam to! Bardzo dużo ozdób wykonuje sama, tnąc oraz wycinając w ogrodzie przyrosty świerków i jodły. Pomaga mi moja córka; zaczynamy od dekorowania drzwi wejściowych, później kominek no i oczywiście choinka. Mój mąż ma zwyczaj, że choinkę zawsze kupuje w Wigilię i od rana wszyscy razem ją ubieramy. Choinka nie może być wcześniej kupiona i wcześniej ubrana. Dziś rano byłam na giełdzie w Elizówce; kupiłam ozdoby, które mogą być na zewnątrz i będę ozdabiać dom – uwielbiam to robić. Naprawdę, proszę mi wierzyć, mało jest rzeczy, które mnie tak wyłączają z tego, co robię, czyli z polityki. Są to na pewno święta – szczególny czas, bo wraca się pamięcią do tego, co kiedyś. Krojąc sałatkę, wspominamy, jak to było kiedyś u babci, gdy nikt nie chciał kroić cebuli. (śmiech) Pamiętam, jak wyjadaliśmy cukierki z babcinej choinki, zawijaliśmy papierki w środku i do końca świąt wszystkie cukierki były puste! A ulubionym naszym cukierkiem była śliwka w czekoladzie i do dziś ten sentyment pozostał. Teraz cukierki na choince to rzadkość, ale my wieszamy tę śliwkę, bo przypomina nam, jak to było kiedyś u babci.   

AS, CN: A zaraz po świętach Sylwester i Nowy Rok –szampańska zabawa. Czy ma pani plany na ten wieczór?  

MW: Tak, plany już są. Spotkam się ze znajomymi, z którymi nie widziałam się od dawna. Wszyscy ustaliliśmy, że spotykamy się w gronie osób zaszczepionych, bądź tych którzy już przechorowali. Jesteśmy odpowiedzialni i nikt nie chce nikogo narażać. Czekam, aż wreszcie się spotkamy i będziemy razem bawić.  

AS, CN: Czy kreacja na tę okazję czeka już u Pani w szafie?  

MW: Tak, kreacja czeka z ubiegłego roku, bo z powodu obostrzeń Sylwester się nie odbył, więc nareszcie będę mogła wyjąć ją z szafy.  

AS, CN: Udana impreza sylwestrowa nie obejdzie się bez dobrej muzyki. Do jakich piosenek bawi się Marta Wcisło? Czy są to taneczne rytmy Zenka Martyniuka, a może bardziej lokalnie, czyli Bajm z Beatą Kozidrak?  

MW: Zdziwię pana, i to mocno, uwielbiam walca, tango – takie klasyczne utwory. Uwielbiam tańczyć z moim mężem, który bardzo dobrze tańczy, bardzo! Moja pracownica może potwierdzić, bo była świadkiem. To jest muzyka trochę bardziej moich rodziców. Uwielbiam stare utwory Anny Jantar, Czerwonych Gitar, Skaldów, Maryli Rodowicz… Nie lubię disco polo. No niestety, ale jak jadę autem i puszczają tę muzykę w radio, to natychmiast przełączam. (śmiech) Nie lubię tej muzyki wcale nie dlatego, że jest niemodna, czy w złym takcie jest jej słuchać, ale słowa niektórych tekstów są dla mnie, delikatnie mówiąc, niefajne.   

AS, CN: Rozumiem, że udział w Tańcu z Gwiazdami stoi przed Panią otworem.  

MW: Nie, nie. (śmiech) Kiedyś Dziennik Wschodni proponował mi udział w takim lokalnym tanecznym przedsięwzięciu, ale odmawiałam. Nie czuję się gwiazdą i chyba nigdy czuć się nią nie będę. Miałam wtedy problemy z kręgosłupem i nie byłam w stanie oddać się tańcu w pełni. A jak już coś robię, to staram się mocno angażować.   

AS, CN: Był temat Sylwestra i sukienki, a dopełnieniem każdej kreacji jest fryzura. Pani jest znana ze swojego długiego blond warkocza. Ile czasu zajmuje Pani jego zaplecenie?  

MW: Od razu mówię, że nie będę w warkoczu w Sylwestra! (śmiech) Fryzura zajmuje mi jakieś 15- 20 minut. Jestem już wprawiona. Dziś, jak widać, nie mam warkocza, bo staram się dbać o włosy, więc jeśli nie muszę występować publicznie, to ich nie zaplatam, żeby nie używać lakieru. Nie korzystam z pomocy fryzjera i o fryzurę dbam sama.  

AS, CN: Umiejętności są, inflacja stale rośnie. Może to dobry czas na dodatkowe źródło dochodu? Salon fryzjerski w sejmie? Myślę, że chętne posłanki by się znalazły.  

MW: Chyba raczej nie. (śmiech)  

AS, CN: Kończąc naszą rozmowę, mam prośbę o życzenia dla czytelników gazety Coś Nowego i dla studentów, nie tylko KUL-u, ale wszystkich lubelskich uczelni.  

MW: Chciałabym życzyć młodym ludziom, aby spełniali swoje marzenia i nie zrażali się niepowodzeniami, bo jeżeli coś jest zbyt szybkie i zbyt łatwe, to nie jest doceniane; żeby otaczali się prawdziwymi i życzliwymi ludźmi. Wszystko, co takie piękne, błyszczące i słodkie, nie zawsze jest szczere. Czas studiów jest czasem wyjątkowym i warto z niego korzystać. Byłam ostatnio na pogrzebie 22-latka, który zmarł, bo był niezaszczepiony. Więc zachęcam do korzystania z uroków studiowania i młodości tak, aby nie narażać siebie i innych. Przede wszystkim życzę zdrowia, spotykania super ludzi oraz fajnych, wyjątkowych chwil, które zapamięta się na zawsze.  

Adam Szymański

Student II roku dziennikarstwa w języku angielskim. Optymista i marzyciel. Miłośnik podróży oraz włoskiej kuchni i muzyki.

2 komentarze do ““Największą frajdą była dla nas zabawa w sianie!” – jak wyglądają święta u poseł Marty Wcisło?

    • 17 grudnia, 2021 o 15:30
      Permalink

      dziękuję:) zrobię wszystko, by nie zawieść oczekiwań;)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *