Betrideildin – z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia

Betrideildin, przez wielu kibiców kojarzona jako zaścianek futbolu i typowa amatorszczyzna, od kilku lat robi postępy, pozwalające patrzeć w przyszłość z wielkim optymizmem. Wkład w rozwój farerskiej ekstraklasy mają polscy piłkarze reprezentujący lokalne kluby.

Rozgrywki o mistrzostwo Wysp Owczych prowadzone są od 1942 roku. Co ciekawe, liga tylko raz w historii zawiesiła swoją działalność. Miało to miejsce w 1944 roku. Powód był dość kuriozalny; brak piłek podczas brytyjskiej okupacji Wysp Owczych. Rozgrywki ligowe prowadzone są w systemie charakterystycznym dla państw skandynawskich, czyli wiosna – jesień, ze względu na warunki atmosferyczne, które nie sprzyjają grze w piłkę podczas miesięcy zimowych. Najbardziej utytułowanym klubem Wysp Owczych jest HB Torshavn. Zespół położony w stolicy kraju ma na swoim koncie aż 23 trofea mistrzowskie. Kolejną ciekawostką jest fakt, iż gwiazdą farerskiej ekstraklasy jest Polak, Łukasz Cieślewicz.

Pociąg do gwiazd

Od kliku dobrych lat farerska ekstraklasa rozwija się nie tylko pod względem organizacyjnym, ale i sportowym. Każdy klub posiada swój stadion, budynki klubowe oraz bazy treningowe. Spotkania rozgrywane są na sztucznej nawierzchni. Mecze Betrideildin transmitowane są poza granicami Wysp Owczych m.in. w Norwegii. Rewolucyjną decyzją była zmiana zasad kontraktowania zawodników. Kluby oferują piłkarzom umowy na zasadach profesjonalnych, a nie jak do tej pory – półprofesjonalnych. Nie zmienia to jednak faktu, iż większość zawodników łączy grę w piłkę nożną z zawodową pracą. Z sezonu na sezon zwiększa się jakość sportowa prezentowana przez kluby. Mecze są coraz bardziej wyrównane, a walka o najwyższe cele toczy się niemal do ostatniej kolejki. Kluby sprowadzają zawodników lub trenerów z przeszłością w najlepszych europejskich ligach. Uprofesjonalnienie ligi nie pozwoliło farerskim klubom na dościgniecie europejskich zespołów. Drużyny z tego regionu słabo prezentują się w eliminacjach europejskich pucharów, odpadając zazwyczaj w początkowych rundach kwalifikacji.

Liga poszła ostatnimi czasy mocno w górę. Są większe pieniądze, kluby dostają fundusze z UEFA z racji występów w Europie, ściągają zawodników z porządnym CV, wcześniej ich testując. W styczniu 2016 roku na testach w HB Torshavn był Sebastian Janik, którego możecie kojarzyć z występów w Wiśle Kraków czy Ruchu Chorzów. Przyjechał prosto z treningu w ekstraklasie i przeżył szok. Nie wyobrażał sobie, że treningi u Farerów są tak intensywne, a poziom ligi tak wysoki. Nie załapał się, znaleźli dwóch lepszych. Trenerzy są już dużo lepiej przygotowani do zawodu, jeżdżą na staże po Europie, dokształcają się – stwierdza Tomasz Przybylski, były piłkarza farerskiej ekstraklasy, w wywiadzie dla laczynaspilka.pl

Młodzież, czyli przyszłość

Kilka lat temu, Związek Piłki Wysp Owczych w porozumieniu z władzami ligi oraz klubów, ustalił plan rozwoju młodzieży. Zakłada on budowanie nowoczesnych baz treningowych, szkolenie trenerów oraz zaangażowanie młodych adeptów futbolu. Co ciekawe, szkoleniowcy pracujący z młodzieżą muszą posiadać licencję UEFA B. Głównym celem tych działań jest zwiększenie poziomu ligi oraz reprezentacji, poprzez dostarczanie do nich młodych i zdolnych piłkarzy.

Łukasz Cieślewicz – farerski Lewandowski

Łukasz Cieślewicz w Betrideildin występuje od stycznia 2011 roku. Właśnie wtedy przeszedł za 250 tys. euro z duńskiego Hvidovre IF do B36 Torshvan. W pierwszym sezonie gry został wybrany najlepszym zawodnikiem ligi. Po owocnych dziewięciu latach spędzonych w B36 postanowił zmienić otoczenie. W styczniu tego roku został zawodnikiem Vikingur Gota. W obu klubach wystąpił łącznie w 248 spotkaniach. W tym czasie zdobył 83 bramki i zanotował 5 asyst. Branżowy portal transfermarkt.pl wycenia jego wartość na 100 tys. euro. Przez wielu ekspertów, dziennikarzy sportowych, a zwłaszcza kibiców porównywany jest do farerskiego Roberta Lewandowskiego.

Oprócz niego, aktualnie w Betrideildin, występuje Michał Przybylski, reprezentujący barwy B36 Torshvan. Co ciekawe, 22-letni pomocnik jest „dzieckiem” farerskiej myśli szkoleniowej.

Piłka klubowa na terenie Wysp Owczych z roku na roku robi postępy. Należy spodziewać się dalszego rozwoju ligi oraz szkolenia. Możliwe, że za parę lat kluby z tego regionu będą odgrywały coraz bardziej znaczące role na arenie międzynarodowej.

Avatar

Kamil Rykaczewski

Student II roku dziennikarstwa. Interesuję się piłką nożną, zwłaszcza w wydaniu egzotycznym. W wolnych chwilach czytam książki o tematyce sportowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *