W imię bydła!

Każda wojna wybucha z jakiegoś powodu. Najczęściej rozchodzi się o urażoną dumę, poszerzenie wpływów czy też po prostu chęć posiadania władzy. Ale historia pamięta też śmieszne i absurdalne przyczyny zbrojnego konfliktu. Jakie? Śpieszę z odpowiedzią!

Zły somsiad

Zima 1468 roku. Pewien mieszkaniec osady Nemmin (w powiecie świdwińskim) ma problem z przezimowaniem swej wiernej krowy. Postanawia poprosić swojego przyjaciela z Białogardu o przechowanie zwierzaka w zamian za możliwość czerpania świeżego mleka. Ten zgadza się i zajmuje się krasulą jakby była jego. Wiosną 1469 r. prawowity właściciel krowy upomina się o zwrot jego własności, lecz spotyka się z odmową. Prośby, błagania i lamenty nie przyniosły żadnego rezultatu, doszło więc do kłótni i zerwania przyjaźni. Odrodziły się też dawne zatargi między obiema miejscowościami.

Jak Kuba Bogu…

Wściekły chłop, nie mógł pogodzić się z utratą krowy. Zorganizował sporą grupę odwetową, która pod osłoną nocy odbiła zwierzę. Gdy do białogardzianina dotarło, to co się wydarzyło, natychmiast zrobił śledztwo i dowiedział się kto odpowiada za kradzież. Zebrał kilku opryszków i udał się po krasulę. Tym razem nie przywłaszczył sobie tylko jednej krowy. Do gospodarstwa przyszło razem z nim kilka sztuk bydła. Spodziewał się też ponownego natarcia, więc dzień i noc jego chałupa była patrolowana przez znajomych. Świdninianie znowu byli wściekli, ale nie chcieli od razu atakować. Postanowili udać się do swojego wójta Jakoba von Polenza, który wysłuchał swoich poddanych i podjął decyzję o udzieleniu im pomocy. Von Polenz pojechał do wójta Białogardu, Joachima von Wopersnowa i zażądał zwrócenia bydła. Jednak ta wizyta nic do sprawy nie wniosła i wszystko zostało po staremu.

Do broni!

Rozgoryczony Jakob von Polenz wydał dekret, w którym można było przeczytać, że wszystkie skradzione przez białogardzian krowy, mają wrócić do swojego właściciela. Chętnych do zrealizowania tego zadania nie brakowało. Kilkunastu mężczyzn natychmiast podjęło się misji sprowadzenia bydła z wrogich terenów. Ruszyli przed zachodem słońca, ale gdy dotarli na miejsce było ciemno i nie było wiadomo, które krowy należą do świdninian – więc zabrali wszystkie. Gdy o tym zajściu dowiedział się Joachim von Wopersnow, to wpadł w szał i wydał rozkazy, które zmuszały każdego mężczyznę do wyruszenia z bronią w ręce na nieprzyjaciela. Ostatecznie zebrano prawie 500 zbrojnych, którzy wymaszerowali, aby odbić krowy i odzyskać honor. Jakob von Polenz nie przestraszył się wrogich wojsk i wystawił swoje siły. Bitwa trwała niemal trzy godziny i skończyła się klęską białogardzian.

Złe dobrego początki

W latach 60-tych XX wieku narodził się turniej miast Białogardu i Świdwina, który nazywa się „Bitwa o krowę”. Przedstawiciele obu miast rywalizują ze sobą o trofeum jakim są krowie rogi, a na końcu dochodzi do pokojowej biesiady. Po dziś dzień to wydarzenie jest organizowane i uznawane za jedno z najważniejszych imprez kulturalnych tego regionu.

Avatar

Krzysztof Zawalski

Pasjonat gier komputerowych, historii Polski, esportu i sportu. Miłośnik sprawiania problemów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *