Piłka nożnaSport

Tango w Paryżu. Walc w Madrycie. Półfinały Ligi Mistrzów 2025/2026.

W przedsionku finału Ligi Mistrzów, który odbędzie się w Budapeszcie, zobaczyliśmy dwa różne spotkania. Paryski „pokój” był chaotyczny, pełen akcji i dynamiki. W Madrycie zobaczyliśmy stonowany i pragmatyczny futbol. Jedyną drużyną, o której można powiedzieć, że jest jedną nogą w finale, jest Paris Saint-Germain.

Paryska „uczta”

Przed meczem najbardziej zagorzali kibice gospodarzy wywiesili kontrowersyjne tifo z Napoleonem podbijającym Europę, co było szeroko komentowane w piłkarskich mediach. Na Parc des Princes obejrzeliśmy jeden z najlepszych meczów ostatnich lat. Obydwie drużyny narzuciły szaloną intensywność, szybkość przenoszenia ciężaru gry spod jednego pola karnego pod drugie. Bayern musiał radzić sobie bez swojego trenera Vincenta Kompany’ego, który został zawieszony za żółte kartki. Przy linii bocznej zespołem kierował jego asystent Aaron Danks.

Większą inicjatywę z piłką pokazywał zespół gości, najważniejsze były skrzydła w postaci Michaela Olise i Luisa Diaza. Na początku meczu obydwie drużyny nieśmiale rozpoznawały plan taktyczny przeciwnika. W 12. minucie w pole karne wpadł Ousmane Dembele i przewrócił się, sędzia uznał jednak ten kontakt za niewystarczający do podyktowania karnego. Niedługo po upływie kwadransa gry bliźniaczą akcję po drugiej stronie boiska wykonał Luis Diaz, w tym przypadku kontakt był wystarczający i z 11. metra piłkę w siatce umieścił Harry Kane. Niedługo później świetną sytuację miał Michael Olise, ale jego strzał został wybity z linii bramkowej przez Marquinhosa. Akcja szybko przeniosła się pod drugie pole karne i strzałem z świetną rotacją piłki wynik wyrównał Khvicha Kvaratshkelia. W 33. minucie po nisko bitym rożnym przez Ousmane Dembele, Joao Neves główką pokonał Manuela Neuera. W 41. minucie obrońcy PSG zaspali z doskokiem i bardzo mocnym strzałem Michal Olise, pokonał Matveya Safonova. W pierwszej zobaczyliśmy jeszcze jedną bramkę, po konsultacji z wozem VAR, sędzia Sandro Scharer podyktował rzut karny dla Paryżan, za rękę Alphonso Daviesa, którą wykorzystał zdobywca Złotej Piłki.

Na drugą połowę za Alphonso Daviesa, który wrócił po poważnej kontuzji, wszedł Konrad Laimer. Austriak w przeciwieństwie do Kanadyjczyka nie słynie ze swojej prędkości, co dało większą swobodę napastnikom zespołu z Paryża. Na początku drugiej odsłony meczu to Bawarczycy przejęli pełną inicjatywę, nie umieli jej jednak wykorzystać.  Po niecałym kwadransie wynik brzmiał 5:2, wszystko dzięki dwóm szybkim wypadom PSG, bramki strzelili Desire Doue i Ousmane Dembele. Od tego momentu spotkania Bayern zamknął przeciwników w hokejowym zamku. W 63. minucie po rzucie wolnym, dogranie Joshuy Kimmicha wykorzystał Dayot Upamecano. Cztery minuty później po świetnym przyjęciu piłki i precyzyjnym strzale, wynik meczu ustalił Luis Diaz. Intensywność tego spotkania dała się we znaki obydwu drużynom, na boisku był widoczny dużo mniejszy pressing. Obydwie drużyny miały jeszcze po jednej znakomitej szansie. Rezerwowy gospodarzy Senny Mayulu trafił mocnym strzałem w słupek. W ostatniej akcji meczu, po zamieszaniu w polu karnym, piłkę z linii bramkowej wybił William Pacho. Na Allianz Arena, PSG przyjedzie z jednobramkową zaliczką. Możemy spodziewać się równie emocjonującego meczu.

Niedosyt w Madrycie

Po drugim półfinale spodziewaliśmy się zupełnie przeciwnego oblicza piłki nożnej. Wydarzenia na boisku pokazały, że niskie oczekiwania wobec tego meczu były uzasadnione. Mecz był pełny taktyki i braku wychodzenia poza rozrysowane przed meczem schematy, najwięcej prób dryblingów miał wprowadzony z ławki Bukayo Saka, który wykonał trzy takie próby.

Dłużej przy piłce utrzymywała się drużyna Arsenalu. Spędzili sporo czasu na połowie rywala, niestety z przodu brakowało im dobrego rozgrywającego, który pomógłby przebić się przez obronę przeciwnika. Jednak to Atletico częściej dochodziło do groźnych sytuacji, największym zagrożeniem był Julian Alvarez. Argentyńczyk oddał świetny strzał z trudnej pozycji, który został wybroniony przez Davida Raye. Pod koniec pierwszej połowy przez błąd w wyprowadzeniu piłki Los Colchoneros, w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Victor Gyokeres, został on jednak sfaulowany przez Davida Hancko. Arbiter wskazał na 11 metr i sam poszkodowany strzelił „gola do szatni”, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Po przerwie gospodarze ruszyli do odrabiania strat. Najpierw precyzyjne uderzenie Juliana Alvareza minęło słupek bramki o kilka centymetrów. W 55. minucie po zagraniu ręką Bena White, został podyktowany rzut karny, na gola zamienił go La Araña. W następnych minutach akcję swojej drużyny napędzał Antoine Griezmann, Francuzowi dwukrotnie brakło niewiele by wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Trzy razy swoich szans nie wykorzystał Ademola Lookman a Julian Alvarez był blisko zdobycia olimpijskiego gola. W 78.p minucie po kontakcie z Davidem Hancko na murawę upadł Eberechi Eze. Sędzia główny wskazał na wapno, jednak po konsultacji z wozem VAR uznał, że kontakt był niewystarczający. Do końca meczu grę kontrolowała drużyna Kanonierów, nie zdołała jednak zdobyć bramki. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, na Emirates Stadium Atletico Madryt będzie jechało z dużym niedosytem.

Obrazek wyróżniający: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *