Festiwal Cringe’u

W zeszłą sobotę w Browarze Perła Lublin odbył się Festiwal Kolorów. Jednym z organizatorów była firma Maomam, która przyciągnęła wielu ludzi, głównie dzięki konkursom z nagrodami. Na wydarzenie zaproszono Jakuba Flasa, rapera znanego pod pseudonimem Kubańczyk. Wybrałam się na ten festiwal wraz z koleżanką i siostrą. Słodkości, raper nowej generacji i mnóstwo kolorów. Brzmi świetnie? Jakże się myliłam.

Ogólna atmosfera festiwalu pozostawiła dobre wrażenie. Jak wiadomo, takie zgromadzenia to nie tylko występy, knajpy, konkursy, tańce i zabawy, ale przede wszystkim ludzie. Głównie dzieci. Nie jestem jakoś mocno starsza od średniej wieku, która tam mogłaby wynosić 17 lat. Pojawiłyśmy się godzinę przed występem Kubańczyka. Miejsca pod sceną było sporo, więc podeszłyśmy jak najbliżej barierek. Już w tłumie nastolatków zaczęłam wyczuwać, że jest inaczej niż kiedyś. Zapach alkoholu i wyrobów tytoniowych od młodych osób. „Taki wiek” pomyślałam. Oczy przymrużone, twarze bez wyrazu, komunikacja mocno przeciętna, ogromne ilości wulgaryzmów. Czułam się niekomfortowo. Zaczęłam się zastanawiać, czy AŻ TAK stara jestem, czy to różnica wynikająca ze środowiska, wychowania i pokolenia. Patrzyłam na te młode, wymalowane twarze, chcąc ustalić, jaki faktycznie mają wiek. Dzieci niezbyt wysokie, chyba mają mniej niż 15 lat. Pijane, palące, odurzone? Gdzie jest błąd? Co poszło nie tak? Przecież to dzieci. Dlaczego dzieci są pijane? Skąd mają alkohol na festiwalu, i to z barowego, plastikowego kubka?

Autor zdjęcia; xusenru; Pixabay

Na scenę wyszedł facet, wybierając osoby z tłumu do konkursu. Po wylosowaniu kandydatów, z tyłu głowy usłyszałam „wygląda jak dziwka”. Na scenie stała po prostu dziewczyna, normalna, z krwi i kości, młodzieżowo ubrana, dodatkowo obsypana kolorowym proszkiem. Odwróciłam się, za mną stoi inna dziewczyna, której wieku nie potrafiłam określić, ale na pewno młodsza ode mnie, a już na pewno młodsza mentalnie. Zniesmaczona przyglądałam się konkursowi. Pięciu uczestników, nagrody – słodycze Maomam. Nic szczególnego, tak jak rzucanie w tłum innych łakoci oraz proszków Holi. Przez niezłapanie żadnego z fantów, a starałam się mocno, nastrój nie opadł, tylko leżał.

Przed występem głównej gwiazdy zaplanowany był kolejny wyrzut kolorów. Nie chciałyśmy być obsypane, więc zapytałyśmy się ludzi wokół, czy będzie im przeszkadzać parasol. W końcu jesteśmy tu dla Kubana, kimkolwiek jest. Obok nas stały dwie dziewczyny, które również nie chciały być obsypane. Po krótkiej wymianie zdań do naszej rozmowy wtrącił się chłopak. A raczej chłopaczek, który nie przeszedł mutacji, co zdradziło jego potencjalny wiek. Z ich kłótni wynikło, żeby „wyp***dalały, skoro nie chcą się obsypywać”, gdyż samo przyjście dla danego artysty nie wchodzi w grę na Festiwalu Kolorów. Po kilku takich soczystych epitetach jedna dziewczyna zaczęła bójkę, gdyż w ciągu jakże kulturalnej dyskusji została obsypana różem i zwyzywana od szmat. Wtedy nagle obudził się kolega chłopaczka, który dołączył się do dyskusji. Owy kolega powiedział coś, co ścięło mnie mentalnie. „Odpuść, n***bał się”, zabrzmiało ciężko w mojej głowie, co potwierdziło przypuszczenia. Normalne, że na festiwalach się pije, że są bójki, ale wśród dzieci? Wszystko działo się pod sceną, pod nosem prowadzącego. Nikt nie zareagował bardziej, jak moja ekipa i uczestnicy kłótni. Nikt nie chciał się mieszać. Myśląc o dalszym ciągu tego festiwalu, czy występ Kubańczyka będzie dobry, rozłożyłam parasol, by uniknąć kolorów.

Autor zdjęcia; xusenru ; Pixabay

I wtedy wchodzi on, cały na… czarno, tylko jeansy miał niebieskie. Podszedł entuzjastycznie do występu, muzyka dobra. Nie mój typ, ale na jakieś plenerowe spotkania ze znajomymi, grille i tym podobne w porządku. Tekstu nie znałam, więc po prostu byłam i obserwowałam. Czekałam na coś, co zburzy spokój. I stało się. Dzieciarnia zaczęła rzucać na scenę cukierki – najpierw pojedynczo, później leciały całe paczki., Kuba kilka razy dostał w głowę. Zapowiedział, że jeszcze jeden taki incydent i przerwie koncert. Słodycze leciały jeszcze dłuższą chwilę, jednak koncert odbył się bez problemów. Kolejnymi rzeczami, które poleciały na scenę były: buty, torebki, czapki i staniki. Najzabawniejsze było to, że artysta po zakończeniu jakiegoś utworu podniósł buta, nagle wszyscy zaczęli rzucać na scenę losowe przedmioty. Pod koniec występu na scenie poleciała bielizna damska. Kubańczyk zakomunikował widowni, że mówiono mu o spokojnym koncercie dla dzieci, a nie o latających biustonoszach. „Może jakaś 17 latka rzuciła?” – pomyślałam.

Wychodząc z Browaru minęłyśmy grupkę dzieci, na oko do 10 lat. Palące zwykłe papierosy. „Daj szluga”, „Wcale się nie najebałem” i setki wulgaryzmów leciało od takich istot. Najgorsze usłyszałyśmy od jednej z dziewczynek „*imię* rzuciła stanik na scenę? Ja pie*dolę… Ale dziwka, szmata jaka”. Co się stało z kwiatem polskiej młodzieży? Dlaczego młode osoby zachowują się w taki sposób? Dlaczego dzieci, które ledwo nauczyły się pisać, spożywają alkohol, wyroby nikotynowe i używają naprawdę karygodnego słownictwa jakby to było powszechnie używane słowo przez każdego i wszędzie? Skwitowałyśmy to jednym z wypowiedzianych wulgaryzmów. Może nieodpowiednie słowo, ale w odpowiednim kontekście. Wygrane słodycze nie były w stanie osłodzić gorzkich refleksji po festiwalu cringe’u.

Edyta Skrzypczak

Studentka pierwszego roku dziennikarstwa. Skończyłam szkołę średnią jako architekt krajobrazu. Kocham czytać książki, rysować, słuchać muzyki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.