70. TCS : Kobayashi wygrywa po raz trzeci i jest o „wygraną” od przejścia do historii

Trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni, który ze względu na porywisty wiatr został przeniesiony z Innsbrucka na skocznię w Bischofshofen (HS142), wygrał niesamowity Ryoyu Kobayashi. Japończyk zwyciężył we wszystkich trzech dotychczas rozegranych konkursach 70. edycji turnieju i pewnie zmierza po drugiego Złotego Orła w karierze.

„Turniej Trzech Skoczni”

Z powodu bardzo mocnych porywów wiatru organizatorzy zawodów byli zmuszeniu odwołać zaplanowany na wtorek konkurs na skoczni Bergisel w Innsbrucku. Jury zdecydowało się jednak przenieść konkurs na skocznię im. Paula Ausserleitnera w Bischofshofen i rozegrać go w środę. Drugi raz w historii Turnieju Czterech Skoczni zawody w Innsbrucku nie doszły do skutku i tak jak w 2008 roku jesteśmy świadkami „Turnieju Trzech Skoczni”. Z powodu zmiany skoczni i miejsca rozgrywania zawodów kwalifikacje zostały ponownie przeprowadzone. Nie wziął w nich udziału Kamil Stoch, który po nieudanych kwalifikacjach w Innsbrucku został wycofany z turnieju i wrócił do kraju. Z pięciu Biało-Czerwonych jedynie Andrzej Stękała nie przebrnął serii kwalifikacyjnej. Najlepiej z naszych zawodników zaprezentował się Piotr Żyła, który po skoku na 128 metr zajął 16. miejsce. Jednak reszta Polaków po oddaniu średnich skoków trafiła na trudnych rywali w systemie KO i miała przed sobą bardzo ciężkie zadanie w konkursie. Powtórzenie kwalifikacji nie wpłynęło na zmianę ich zwycięzcy. Po raz kolejny w tym sezonie kwalifikacje wygrał Ryoyu Kobayashi (141,5 m), który mimo problemów przy lądowaniu znów postraszył rywali.

Szczęście Polaków i pech Lovro Kosa

W pierwszej serii konkursowej panowały bardzo stabilne warunki. Mimo gęsto padającego śniegu skoczkowie uzyskiwali dobre prędkości na progu, co oczywiście przełożyło się na dalekie loty. Poziom pojedynków poszczególnych par był bardzo wysoki. Niespodziewanie po pierwszych skokach najlepszy okazał się Marius Lindvik, który skoczył 137,5 m i wyprzedzał o 5,7 punktu Ryoyu Kobayashi’ego, który skoczył pół metra bliżej. Na trzecim miejscu plasował się Halvor Egner Granerud (135,5 m). Walka o zwycięstwo zapowiadała się pasjonująco. Lovro Kos, objawienie tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni, okazał się największym pechowcem środowych zawodów. Słoweniec po rewelacyjnym skoku na 136 metrów przewrócił się i pogrzebał swoje szanse na końcowy sukces. 22 letni skoczek ze swoją notą nie powinien awansować do drugiej serii, jednak skoczył ponad 134 metry (95% najdłuższego skoku pierwszej serii) i wystąpił jako 31. zawodnik w drugiej części zawodów.

Natomiast szczęście dopisało dzisiaj reprezentantom Polski. Jako pierwszy z naszych skakał Paweł Wąsek (127,5 m). Polski zawodnik oddał przyzwoity skok jednak tak jak w Oberstdorfie, trafił w parze na Killiana Peiera i ponownie przegrał ze Szwajcarem, który uzyskał 130 metrów. Niestety wysoki poziom wielu par KO sprawił, że nie udało mu się awansować nawet z grona „lucky loserów”. Piotr Żyła (130 m) niespodziewanie okazał się gorszy od mniej doświadczonego Ulricha Wohlgenannta (132,5 m), ale awansował do najlepszej „30” jako ostatni ze „szczęśliwych przegranych”. Jakub Wolny (124 m) skoczył najgorzej z Biało-Czerwonych jednak bez problemu pokonał Zaka Mogla (101,5 m) i uplasował się na 29. pozycji. Miłym zaskoczeniem pierwszej części zmagań była postawa Dawida Kubackiego; przed rozpoczęciem rywalizacji był praktycznie skazany na porażkę z Danielem Andre Tande, ale skoki narciarskie po raz kolejny pokazały swoją nieprzewidywalność. Polak wylądował na 128,5 m i pokonał w parze faworyzowanego norweskiego skoczka, który skoczył jedynie 125 metrów.

Piotr Żyła
fot. PAP/Grzegorz Momot

Kobayashi z kolejną wygraną

Drugą serię trzeciego konkursu Turnieju Czterech Skoczni rozpoczął Lovro Kos, który skoczył rewelacyjnie (138,5 m), ale wylądował bez telemarku. Następnie dobre próby oddali polscy skoczkowie. Jakub Wolny wylądował na 125 m, dzięki czemu pokonał Naoki Nakamurę i zdobył jeden punkt pucharu świata. Dawid Kubacki (131,5 m) spisał się lepiej niż w pierwszej serii i ostatecznie awansował na 21. miejsce, natomiast Piotr Żyła uzyskał po raz drugi taką samą odległość (130 m) i udało mu się przebić do drugiej dziesiątki konkursu oraz zakończyć rywalizację na 18. pozycji.

Trzech najlepszych skoczków pierwszej serii utrzymało się na podium również po zakończeniu konkursu. Halvor Egner Granerud (135,5 m) powtórzył skok z pierwszej kolejki i utrzymał się na najniższym stopniu podium, tuż przed Karlem Geigerem. W walce o trzecie zwycięstwo Ryoyu Kobayashi ponownie pokazał niesamowitą formę. Lider japońskiej kadry poleciał na odległość 137,5 metra i finalnie pokonał Mariusa Lindvika o 4,7 punktu.

Warto podkreślić, że jeżeli Kobayashiemu uda się wygrać także jutrzejszy konkurs w Bischofshofen to przejdzie do historii jako pierwszy skoczek, któremu udało się dwa razy wygrać wszystkie cztery konkursy jednej edycji TCS.

Podium TCS w Bischofshofen
fot. Tadeusz Mieczyński

Skoczków czekają niezwykle intensywne dni w austriackim Bischofshofen. Oprócz dzisiejszego dodatkowego konkursu i jutrzejszego tradycyjnego zwieńczenia turnieju, w tym roku światowa federacja zdecydowała się także na dwa kolejne konkursy na skoczni im. Paula Ausserleitnera. W sobotę odbędą się zawody indywidualne, a w niedzielę zmagania drużynowe.

Obrazek wyróżniający : Fot. Matthias Schrader/AP Photo

Katarzyna Andrzejewska

Studentka II roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Miłośniczka musicali, brytyjskich kultury i podróży. Od dzieciństwa interesuję się sportem, zwłaszcza skokami narciarskimi i siatkówką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *