Tajemnica zaginięcia skryta w panamskiej dżungli

Pierwszego kwietnia obchodzimy prima aprilis. Jak tradycja nakazuje, płatamy sobie wtedy różne psikusy. W 2014 roku los postanowił spłatać okrutnego figla dwóm dziewczynom. Spacer po dżungli zamienił się w koszmar, a jedynym co pozostało były dziwne zdjęcia i fragmenty kości.

Kris Kremers i Lisanne Froon, bo o nich mowa, były dwiema dobrymi przyjaciółkami. Młode holenderki poznały się na studiach i połączyła je między innymi silna chęć niesienia pomocy innym. W 2014 roku dostały możliwość wyjazdu do Panamy w celu prowadzenia nauczania w szkole językowej. Bez większego namysłu postanowiły z niej skorzystać. W chwili wyjazdu Lisanne miała 23 lata, a Kris 21.

Dziewczyny zatrzymały się w miejscowości Boquete i zamieszkały w domu jednej z miejscowych rodzin. Pracować miały już pierwszego dnia pobytu, 1 kwietnia. Jednak gdy zadzwoniły do dyrektorki szkoły spotkała je pierwsza niemiła niespodzianka. Zostały poinformowane, że pracę mogą rozpocząć dopiero za dziesięć dni. Sfrustrowane i rozczarowane, postanowiły mimo wszystko nie poddawać się złemu nastrojowi i jakoś ten czas wykorzystać. Otaczała je przecież piękna dżungla pełna szlaków turystycznych. Wynajęły i opłaciły przewodnika, by zabrał je na szlak Pianista następnego dnia rano. Nigdy nie stawiły się na umówione spotkanie.

Poszukiwania

Przewodnik nie pozostawił sprawy niewyjaśnionej. Odwiedził rodzinę, u której zatrzymały się holenderki. Dowiedział się wtedy, że Kris i Lisanne już poszły do dżungli. Wczoraj, a na noc nie wróciły. Dlaczego wyszły w nieznany teren same, gdy przewodnik był już opłacony? Nie wiadomo do dziś

Zaniepokojony mężczyzna razem ze wspomnianą rodziną zwołał kilku lokalnych mieszkańców i razem udali się na poszukiwania. Nie przyniosły one żadnych rezultatów. Następnym krokiem był telefon na policję. Zderzyli się jednak ze standardową formułką- nie będzie interwencji, póki nie upłynie 48 godzin od zaginięcia. Pozostawało więc czekać. Funkcjonariusze, którzy w końcu zjawili się na miejscu, również nie natrafili na żadne poszlaki.

Poza dziwnym zachowaniem dziewczyn, zagadkę stanowiło też to, jak w ogóle dostały się na szlak. Pianista znajdował się w sporej odległości od wioski, a samochodu nie posiadały. Dodatkowo część źródeł podaje, że na spacer zabrały psa należącego do goszczącej je rodziny, który wrócił do domu sam. Pozostaje więc pytanie, czemu żadna z dziewczyn nie poszła jego śladem, skoro był nauczony jak wrócić do domu.

8 kwietnia w Panamie zjawili się rodzice zaginionych. Wraz z nimi przyjechało kilku funkcjonariuszy policji holenderskiej razem z dwunastoma przeszkolonymi psami. Prowadzili poszukiwania każdej nocy od 8 do 11 kwietnia na obszarze, w którym mogły zaginąć Lisanne i Kris. Pomimo ich wysiłków, pierwszą wskazówkę co do losu dziewczyn, odkryto dopiero ponad miesiąc później

Co skrywają aparat i telefony?

14 czerwca w górze rzeki znaleziono niebieski plecak należący do Lisanne. W środku znajdowały się dolary amerykańskie, różne przekąski, aparat fotograficzny, dwa telefony komórkowe oraz dwie pary biustonoszy i okularów przeciwsłonecznych.

Zawartość aparatu zdradziła, że dziewczyny wyruszyły w pogodnych nastrojach. W sieci można znaleźć wiele zdjęć, na których widać je obie uśmiechnięte na tle dżungli. Ostatnie zdjęcie z aparatu wykonano 1 kwietnia o godzinie 14:00 w lokalizacji oddalonej o ponad 6 mil (8h piechotą) od miejsca znalezienia plecaka.

Telefony po uruchomieniu również wiele zdradziły. Dało się z nich wyczytać, że 1 kwietnia po godzinie 16:00 w odstępie paręnastu minut obie dziewczyny próbowały dodzwonić się na 112. Cokolwiek więc je spotkało, rozpoczęło się właśnie wtedy.

Próby spełzły na niczym, bo nie miały zasięgu. 2 kwietnia z jednego telefonu wykonano kolejne połączenie około 8:00, natomiast z drugiej komórki próbowano kolejno o 7:00, około 11:00 i 14:00. W tym samym momencie Panamę nawiedziło odczuwalne, choć niewielkie trzęsienie ziemi. 11 kwietnia znowu podjęto próby dodzwonienia się na numery ratunkowe. Dziewczyny wpadły na dobry pomysł – włączały telefony na 2 h dziennie aby podjąć próbę połączenia, przez resztę czasu oszczędzały baterię. Daty z telefonów przed wyładowaniem baterii dają podstawę by sądzić, że Kris i Lisanne przeżyły w dżungli koło 20 dni.

Oprócz historii połączeń sprawdzono też zdjęcia. Odkryto, że w nocy z 8 na 9 kwietnia wykonano ich 80 w przeciągu 3 godzin. Większość była kompletnie czarna, udało się jednak odczytać 3. Na pierwszym znajdowały się rude włosy Kris, a drugie przedstawiało konstrukcję z patyczków i fragmentu czerwonej reklamówki. Trzecie ukazywało fragment zbocza i roślin. Niektórzy spekulują, że zaginione próbowały dać znać ekipie poszukiwawczej, gdzie są przy pomocy flesza z aparatu. Teorię poparto rzekomą identyfikacją miejsca z ostatniej fotografii. Miało znajdować się niecały kilometr od obszaru objętego poszukiwaniami, które przecież właśnie 8 kwietnia się rozpoczęły. Jeśli teoria byłaby prawdziwa, oznaczałaby, że dziewczyny słyszały ludzi je szukających, być może nawet swoich rodziców. Mimo to nie były w stanie w żaden sposób im odpowiedzieć, czy do nich dotrzeć.

Teorie i spekulacje

Następną poszlaką okazały się buty. W jednym z nich nadal znajdowała się stopa. Dodatkowo znaleziono też kość biodrową, wciąż ze skórą i fragment kości nogi. Kości należały do zaginionych i wielu pozbawiły złudzeń, że dziewczyny odnajdą się żywe. Znaleziska wzbudziły jednak kolejną falę teorii. Wszystko dlatego, że jedna z kości była dokładnie wyczyszczona przy pomocy środków chemicznych. Żadne zwierzę ani roślina nie mogły tego spowodować. To znowu wywołało plotki o porwaniu i morderstwie. Według takiej teorii, bazującej na tym, że tereny wokół Boquete są miejscem spotkań różnych gangów, dziewczyny mogły zobaczyć coś czego nie powinny i zostały uciszone. Policja wykluczyła jednak udział osób trzecich.

Inna teoria mówi o nieszczęśliwym wypadku. Z kości nogi dało się wyczytać, że doszło do mocnego zapalenia mięśni. Prowadzi to do wniosku, że jedna z zaginionych została ranna, a druga nie chciała jej zostawić lub nie umiała wrócić do miasteczka po pomoc. Z dostępnych materiałów ustalono, że trzymały się prawdopodobnie przy rzecze. Podczas deszczu taka rzeka może wezbrać wielokrotnie, więc Kris i Lisanne mogły po prostu się utopić. Inną możliwością jest też upadek z klifu.

Niezależnie od prawdziwej wersji zdarzeń, niczego więcej nie odnaleziono. Minęło osiem lat i obie holenderki niemal na pewno już nie żyją. Ich rodziny nadal mają jednak nadzieję na przełom w sprawie i odkrycie, co przytrafiło się ich córkom w panamskich tropikach.

Zuzanna Skwarek

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Pełnoetatowy mól książkowy. Kocha szczególnie fantastykę, ale nie pogardzi też dobrym kryminałem. W wolnych chwilach sama tworzy opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *