Felieton społecznyProblemy społeczneTematy społeczne

Studia – priorytetowa niekonieczność [FELIETON]

Jest tyle pięknych szkół. Są szkoły wikliniarskie, są szkoły pasterskie. A w szkole pasterskiej tylko dwa przedmioty: wyganianie i zaganianie.

Foto: Adobe Stock; Źródło: Rp.pl

Musisz!!!

Nie wiedziałem, gdzie i co chcę studiować. Mało kto wiedział. Edukacja obrzuciła nas jedynie trocinami odpowiedzialności. Postawiła nam jedynie drabinę, z której korzystanie ma być próbą naszej „odpowiedzialności”. Problem w tym, że nie nauczyła nas po niej wchodzić. Co więcej, popodcinała szczeble. Szkoła, studia, praca – oto jej imię. Każdy czuje się zobowiązany do podążania tą ścieżką. Bo przecież jest tylu szewców, zegarmistrzów, krawców, hydraulików – po prostu fachowców. No nie sposób nie iść na studia.

Idź na studia, bo wszyscy zginiemy

Pani w podstawówce powtarzała: ucz się, bo w gimnazjum sobie nie poradzisz. W gimnazjum do uszu uczniów naszej klasy dochodził wyrok śmierci przewidziany na pierwszą klasę liceum. Tam przecież zginiemy. A w liceum? Nie pamiętam. Więcej siedziałem na zdalnych niż w szkole. Jednak wyraźnie pamiętam słowa mojej wychowawczyni: Słuchajcie, nie musicie się uczyć matematyki. Jest tyle pięknych szkół. Są szkoły wikliniarskie, są szkoły pasterskie. A w szkole pasterskiej tylko dwa przedmioty: wyganianie i zaganianie. – powtarzała to jak mantrę. Dziś wiem, że miała rację.

Studia są zbawienne

Studia są bramą do lepszego świata? Właściwie to tak. Ale nie chodzi tu o wiedzę naukową czy wykształcenie, a o życie. Studia uczą życia. Na mdłości mnie zbierało, gdy prowadziłem gromadę zuchów i widziałem mamusie odprowadzającą synka pod same drzwiczki, zdejmującą buciki, wiążącą sznuróweczki, pokazującą synkowi, gdzie ma kanapeczkę, a gdzie bidonik z wodą. Syneczek oczywiście ma „tylko” dwanaście lat(ek). Dzięki Bogu takie dzieciaki mogą się po tych kilku latach wyrwać od tych katuszy i zacząć popełniać zbawienne błędy. Gdyby przecież nie te cudowne studia, mielibyśmy więcej kalek w Polsce.

Byłem na mat-fizie, dziś studiuję dziennikarstwo

Miałem dość ośmiu godzin matematyki w tygodniu i robienia codziennie pięćdziesięciu zadań maturalnych. Dobra, aż tyle to mi się nie chciało. Teraz jest mi dobrze, robię to co mi się podoba, chociaż wymagało to ode mnie pewnego aktu odwagi. Z mat-fizu na dziennikarstwo. Zawsze denerwowały mnie pytania: Gdzie idziesz na studia? Jaki kierunek? Co będziesz po tym robił? Poznali odpowiedzi na pytania wtedy, gdy sam je poznałem. Tato z kolei miał w zwyczaju mawiać: ucz się, bo będziesz zamiatał ulicę jak ja. Już nie wiem, czy chciał mnie straszyć, czy o co mu chodziło. Tak, zamiata ulicę, jest hydraulikiem, elektrykiem, gazownikiem, kierowcą, a przede wszystkim jest najlepszym ojcem i mężem. A skończył zawodówkę.

Szymon Kurzeja

Student II roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Od 10 lat harcerz, od 4 lat drużynowy - najpierw gromady zuchów, teraz drużyny harcerzy. Lubię spędzać czas przy planszówkach i dobrej kawie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *