Legia zadomowiła się w strefie spadkowej

Dziesiąta porażka w 13 meczach, amatorskie błędy w obronie i przedostanie miejsce w tabeli. Sytuacja Legii Warszawa przypomina tragikomedię. Zawodnikom, aktualnego mistrza Polski, puszczają nerwy, tymczasowy trener nie daję rady, a strata do Lecha to już 23 punkty. Czy „Wojskowi” spadną z Ekstraklasy pierwszy raz od 1936 roku?

Gdy Dariusz Mioduski zwolnił Czesława Michniewicza, a do gaszenia pożaru zatrudnił niedoświadczonego trenera, niektórzy kibice wiedzieli już, że nic z tego będzie; teraz przekonała się także reszta. Klub z Warszawy przegrał siódmy mecz z rzędu w lidze, a także odniósł dwie porażki w Lidze Europy. Jakby tego było mało, to w ostatnich trzech meczach w Ekstraklasie stracił aż osiem bramek, strzelając jedynie trzy. W ostatnich tygodniach „Legioniści” nie pokazali niczego, co napawałoby optymizmem.

Po prawie dwutygodniowej przerwie reprezentacyjnej gra Legii znacząco się nie poprawiła, a mecz w Zabrzu jest tego najlepszym dowodem. Piłkarze warszawskiego klubu po raz kolejny zagrali fatalnie w defensywie i wydawało się, że szybko stracone dwie bramki pod koniec pierwszej połowy przesądzają sprawę. Natomiast, ku zdziwieniu fanów Legii, na początku drugiej odsłony spotkania „Legioniści” równie szybko wyrównali wynik meczu. Jednak po 65 minucie gra gości przestała się kleić i to piłkarz Górnika, Krzysztof Kubica, strzelił gola na wagę zwycięstwa w ostatniej akcji starcia. Prawdziwy piłkarski rollercoaster.

Porażka w Zabrzu sprawiła, że wspomina się o zastąpieniu Marka Gołębiewskiego trenerem Rakowa, Markiem Papszunem. Jednak czy to możliwe? Jak można oczekiwać, aby szkoleniowiec aktualnie czwartej drużyny w lidze, przejął klub zajmujący przedostatnie miejsce? Oczywiście objęcie stanowiska trenera Legii łączy się z prestiżem i podwyżką, jednak obecnie oznacza to także przejęcie klubu w totalnej rozsypce kadrowej i mentalnej. Dla Legii Papszun mógłby być zbawieniem, ale na jak długo? Znając politykę warszawskiego klubu niewykluczone, że długo by tu miejsca nie zagrzał…

fot. Lucyna Nenow / Polska Press

Natomiast przed klubem z Warszawy niezwykle ciężkie dni. W czwartek piłkarzy czeka wylot do Leicester. Nie ma co się oszukiwać – o przełom, w meczu z drużyną z Premier League będzie trudno. Angielski klub jest zdeterminowany, aby zrewanżować się za przegrany mecz w Warszawie. Niestety kolejny mecz zapowiada się równie ciężko. W niedzielę Legia zagra na Łazienkowskiej z Jagiellonią, dla której przyjazd do Warszawy jest zawsze wielkim wydarzeniem. Drużyna z Białegostoku, która w ostatniej kolejce wygrała u siebie z Wisłą Kraków, z pewnością będzie niezwykle zmobilizowana, żeby wygrać na wyjeździe.

Spoglądając na terminarz rozgrywek ciężko o wiarę w lepsze jutro dla Legii. „Wojskowi”, niemalże do Świąt Bożego Narodzenia, mają zaplanowane mecze co trzy dni. Biorąc po uwagę także 2 zaległe spotkania, „Legionistów” czeka prawdziwy maraton. Czy wyjdą z niego zwycięsko? Mało, który kibic ma na to jeszcze nadzieję. Najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że Legia zakończy grudniowe rozgrywki w strefie spadkowej.

Obrazek tytułowy: fot. Lucyna Nenow / Polska Press

Katarzyna Andrzejewska

Studentka II roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Miłośniczka musicali, brytyjskich seriali i podróży. Od dzieciństwa interesuję się sportem, zwłaszcza skokami narciarskimi i siatkówką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *