Tajemnica Mary Celeste – najsłynniejszego statku widmo

Zagadka losów załogi statku Mary Celeste to jedna z najbardziej tajemniczych spraw dotyczących zaginięć na morzu. Co mogło spowodować, że dziesięć osób tak po prostu rozpłynęło się bez śladu, pozostawiając za sobą wszystkie zapasy jedzenia i wody, a także rzeczy osobiste?

Jest 5 grudnia 1872 roku. Na Brytyjskim statku Dei Gratia zapada poruszenie, gdy załoga zauważa dryfującą na wzburzonym morzu jednostkę. Natychmiast wysłana zostaje pomoc. Na miejscu okazuje się jednak, że nie ma komu tej pomocy nieść. Na pokładzie nie ma żywego ducha. Jest to o tyle dziwne, że ładunek brygantyny znaleziony zostaje w praktycznie nienaruszonym stanie, podobnie jak zapasy jedzenia i picia. Rzeczy załogantów również znajdują się na miejscach- tak, jakby załoga opuściła statek tylko na chwilę. Mimo to, na pokład nie wrócił nikt.

Statek widmo

Mary Celeste odnaleziono w okolicy Gibraltaru, choć powinna już wtedy bezpiecznie cumować w Genui, do której wyruszyła w listopadzie. Jednostka opuściła port osiem dni przed statkiem, który ją dostrzegł. Na pokładzie znajdowało się siedmiu marynarzy, kapitan i jego dwuosobowa rodzina.

Nigdy nie namierzono choćby jednej osoby, która znajdowała się wówczas na statku. Było tak, jakby załoga rozpłynęła się w powietrzu. Nierozwiązana zagadka z upływem kolejnych lat powoli przeradzała się w legendę. Sprawa rozpalała wyobraźnię niczym opowieść bez zakończenia. Naturalną koleją rzeczy, powstało wiele teorii o możliwych losach załogi. Od buntu, przez atak piratów, aż po wiry wodne, czy nawet potwory morskie.

Co mogło się wydarzyć?

Brakowało jednoznacznych dowodów, by móc cokolwiek orzec na pewno. Ostatni wpis z dziennika pokładowego pochodzący z 25 listopada 1872 roku niewiele wyjaśniał. Przez lata pojawiały się osoby, które starały się rozwikłać tą dziwną sprawę. Próbowano też korzystać z nowoczesnych technik kryminalistycznych. Wszelkie rozważania na temat działań sił nadnaturalnych oczywiście od razu wykluczono, podobnie zresztą jak domniemany atak piratów. Mary Celeste znajdowała się w niemal idealnym stanie. Brakowało jedynie szalupy ratunkowej. Bunt również zdawał się mało prawdopodobny – wywiady z krewnymi członków załogi zdawały się przeczyć takiemu scenariuszowi.

Ewakuacja to odpowiedź?

Obecnie za najbardziej prawdopodobny rozwój zdarzeń, uważa się dobrowolną decyzję o opuszczeniu statku. Mogło się to zdarzyć z dwóch powodów.

Mary Celeste przewoziła duże ilości alkoholu przemysłowego. Być może beczki, w których był on transportowany, okazały się nieszczelne i załoga wyczuła ulatniające się opary. W odpowiednim nagromadzeniu, mogłyby one spowodować sporą eksplozję. Takie sytuacje zdarzały się już na statkach, a kapitan z obawy o bezpieczeństwo pasażerów, mógł zarządzić natychmiastową ewakuację.

Druga opcja również zakłada ewakuację w trosce o bezpieczeństwo. Pod pokładem Mary Celeste odkryto zdemontowaną pompę, która mogła być uszkodzona już w trakcie rejsu. Bez sprawnej pompy, kapitan nie mógł wiedzieć ile wody znajduje się w kadłubie statku. Jeżeli na morzu panował sztorm, być może postanowił opuścić okręt, z obawy przed jego zatonięciem.

Jak kamień w wodę

Mimo, że powyższe teorie wydają się najbardziej logiczne, nadal nie odpowiadają na jedno, najważniejsze pytanie. Co stało się z załogą?

Czy pomimo wszelkich starań pochłonęło ich morze? Dotarli bezpiecznie na brzeg i dopiero tam spotkało ich nieszczęście? A jeśli przeżyli, co sprawiło, że nigdy nie skontaktowali się ze światem?

Zdaje się, że ta zagadka nigdy nie doczeka się rozwiązania.

Zuzanna Skwarek

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Pełnoetatowy mól książkowy. Kocha szczególnie fantastykę, ale nie pogardzi też dobrym kryminałem. W wolnych chwilach sama tworzy opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.