Choroba nie przekreśla spełnienia marzeń – historia Grzegorza Płonki

Błędna diagnoza mocno ograniczyła pierwsze 14 lat jego życia. Oto historia Grzegorza Płonki — człowieka, który przez głęboki niedosłuch nie mógł powiedzieć bliskim o swojej chorobie, jednak teraz zachwyca swoją grą na fortepianie, wydaje płytę i udowadnia, że to od nas zależy nasze życie. 

Młodość spędzona w ciszy własnego umysłu 

Kiedy przyszedł na świat lekarz nie pozostawił jego rodzicom żadnych złudzeń: orzekł szereg wad wrodzonych, a w tym: jednostronny paraliż oraz wadę wzroku, a brak reakcji na dźwięk błędnie uznał za objaw autyzmu, a nie niedosłuch. Najmłodsze lata Grzegorz uczył się w ośrodku szkolno-wychowawczym w Zakopanem, gdzie trafiały dzieci, u których zdiagnozowano różnego rodzaju niepełnosprawności umysłowe. Przez to, że nie słyszał nie mógł nauczyć się słów, a nie znając ich nie mógł powiedzieć bliskim o swojej chorobie. Dopiero w 2002 roku, kiedy Grzegorz miał 14 lat postawiono właściwą diagnozę — głęboki niedosłuch mózgowo-rdzeniowy.  Dostał aparaty słuchowe, a po pięciu latach prof. Henryk Skarżyński wszczepił mu w jednym uchu implant ślimakowy. Dzięki niemu nie tylko zyskał kontakt ze światem, ale rozpoczął również naukę mówienia.

Małgorzata Płonka, Grzegorz Płonka i prof. Henryk Skarżyński
Małgorzata Płonka, Grzegorz Płonka i prof. Henryk Skarżyński / Źródło: https://whc.ifps.org.pl/2016/12/grzegorz-plonka-czlowiekiem-bez-barier/

Niepełnosprawność, a edukacja 

Pojawienie się słuchu w życiu Grzegorza otworzyło mu wiele możliwości, ale oznaczało również walkę o edukację. Przez to, że 7 lat uczęszczał do ośrodka w Zakopanem szkołę podstawową zakończył dopiero w wieku 18 lat. Był to okres, w którym Grzegorz zaczął interesować się muzyką oraz dzięki pomocy muzyka i kompozytora Jerzego Gruszczyńskiego uczył się gry na fortepianie. Chłopak tak polubił ten instrument, że postanowił kontynuować swoją pasję w szkole muzycznej. Uczęszczał do specjalnego gimnazjum dla niedowidzących w Laskach pod Warszawą, gdzie ukończył szkołę muzyczną pierwszego stopnia. Problem pojawił się, gdy Grzegorz skończył 24 lata. Według polskiego prawa nie mógł on już uczyć się w szkołach publicznych. Nie zniechęciło to, jednak rodziców Grzegorza i Państwo Płonkowie, dzięki swojej zawziętości znaleźli dla swojego syna prywatną szkołę muzyczną w Jabłonce. 

Beethoven, zawziętość i sukces 

W momencie, gdy Grzegorz uczył się gry na fortepianie poznał i od razu pokochał twórczość Beethovena. Jego sympatię do muzyki spotęgowało poznanie podobnej do jego, historii życia niemieckiego kompozytora. Dlatego też pierwszym utworem, który nauczył się grać była „Sonata księżycowa” — jeden z najpopularniejszych i najtrudniejszych utworów Beethovena. Okazało się to być kamieniem milowym w jego życiu, gdyż dzięki zagraniu go podczas I Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy” został laureatem tego konkursu. Po szerokim uznaniu przez krytyków został nazwany „Beethovenem z Murzasichla” czy „Nikiforem fortepianu”. 

Następny rok przyniósł kolejny sukces – został zwycięzcą konkursu „Człowiek bez barier”, a w 2019 r. spełnił swoje marzenie i wydał płytę pt. „Słyszę światło księżyca”. Zagrał na niej swoje kompozycje oraz interpretacje utworów innych kompozytorów m.in. Roberta Schumanna czy Beethovena. W styczniu 2022 roku jest planowana premiera filmu biograficznego o historii Grzegorza „Sonata” w reżyserii Bartosza Blaschke. 

Grzegorz Płonka podczas XIII Konkursu Człowiek bez barier 2016
Grzegorz podczas XIV konkursu „Człowiek bez barier” 2016 / Źródło: https://whc.ifps.org.pl/2016/12/grzegorz-plonka-czlowiekiem-bez-barier/

Obecnie 33-letni Grzegorz koncertuje, a także prowadzi kanał na YouTube, gdzie publikuje swoją grę na fortepianie. Jedną z jego pasji jest również fotografia, której efektami dzieli się na swoim profilu na Facebooku. 

Do historii Grzegorza trzeba podejść tak jak on sam podchodzi do życia – skupić się na tym, co jest tu i teraz. Jak sam podkreśla swoją postawą, nie ogląda się za siebie, ale bierze całymi garściami to, co ma przed sobą i, to, co przyniesie mu życie. Ma świadomość swojej choroby, ale nie pozwala jej się ograniczać, tylko łamie kolejne bariery. Udowadnia przy tym swoją grą oraz licznymi sukcesami, że to nie od choroby, ale od nas i naszego podejścia zależy nasze życie. 

„Sonata księżycowa” w wykonaniu Grzegorza Płonki

Gdyby ktoś chciał wesprzeć Grzegorza poniżej znajduje się link do zbiórki, gdzie Pan Łukasz Płonka (tata Grzegorza) zbiera pieniądze na zakup nowego fortepianu i opłacanie lekcji muzyki dla Grzegorza:

https://pomagam.pl/plonkagrzegorz

Michał Szpakowicz

Studiuję II rok Dziennikarstwo i komunikację społeczną. Interesuję się filmografią, psychologią i ludźmi. W wolnym czasie lubię spacerować, rysować i pisać recenzje filmowe.

One thought on “Choroba nie przekreśla spełnienia marzeń – historia Grzegorza Płonki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *