Precz z konfiturami!

Podczas II wojny światowej Niemcy mieli wiele wrzodów na tyłku, a tym największym był zdecydowanie nasz kraj. Po tej akcji AK, żołnierze okupanta musieli zapewne prosić o dostawę papieru toaletowego, bo na pewno narobili w gacie.

W całej Polsce smutek, ale nie w Końskich

Pierwszego września 1943 roku obchodzono czwartą rocznicę rozpoczęcia wojny. Całemu krajowi towarzyszył smutek. Z jednym wyjątkiem. Jedno miasteczko w województwie świętokrzyskim świętowało spektakularną, nocną akcję Armii Krajowej, która pokrzepiła serca Polaków.

Niemcy w natarciu

20 sierpnia 1943 roku, Niemcy przystępują do obławy na miasteczko. Około tysiąc żołnierzy dokonuje aresztowania ponad 270 mieszkańców Końskich, wskazanych wcześniej przez konfidentów. Wśród pojmanych znajdowali się żołnierze AK i ich rodziny, tych, którzy mogli coś wiedzieć zabrało gestapo, resztę wywieziono do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Na szczęście okupanci nie zdołali aresztować najważniejszej persony, tj. Waldemara Szwieca ps. „Robot”, który w tym czasie był na akcji.

Odwet

Gdy tylko podporucznik Szwiec otrzymał informacje o tym, co się wydarzyło, zaczął obmyślać akcję odwetową, która została zaplanowana na 1 września 1943 r. Zmobilizował swój oddział, który liczył 64 osoby. Proporcje sił wynosiły 30:1, bowiem szacowano, że w mieście znajduje się 1800 niemieckich i ukraińskich żołnierzy. Ale nie ma bata na Polaka. „Robot” podzielił swój oddział na trzy grupy, aby przeciwnik myślał, że jest atakowany przez kilkuset partyzantów. Pierwsza czekała przy granicy miasta, druga miała na celu ostrzeliwanie koszar, a trzecia przejęła linie telefoniczne i elektryczne. Sygnałem, który miał rozpocząć akcję, było wyłączenie prądu w całym mieście, co stało się krótko przed północą. Miasto pochłonęła ciemność i rozległy się odgłosy walki. Partyzanci pruli z karabinów w kierunku koszar. Niemcy próbowali wezwać posiłki, ale nie byli w stanie tego zrobić, ponieważ łączność kontrolowali Polacy. Zdezorientowani żandarmi strzelali na oślep i bali się wyjść na otwarty teren, co wykorzystali atakujący, którzy podjechali ciężarówką pod magazyn i zaczęli ładować do niej broń, amunicję i zapasy żywności. Do akcji przystąpiła też grupa złożona z trzech osób, która zlikwidowała pięciu konfidentów. Po dwóch godzinach walki, „Robot” zarządził odwrót.

Obraz po walce

Wszyscy zaangażowani w tę akcję przeżyli, zabijając 6 niemieckich żandarmów i jednego ukraińskiego policjanta. Jednak najważniejszy był efekt psychologiczny. Przerażeni Niemcy w swoich raportach pisali o ataku oddziału składającego się od 300 do 500 ludzi i broni przeciwpancernej. Dodatkowo morale ludzi „Robota”, jak i okolicznych mieszkańców zostały mocno podwyższone, a nadzieja na odzyskanie wolności nadal tliła się w narodzie.

Avatar

Krzysztof Zawalski

Pasjonat gier komputerowych, historii Polski, esportu i sportu. Miłośnik sprawiania problemów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *