Piłkarska gorączka mistrzostw Europy – czas start!

W okresie pandemicznym sport nas nie rozpieszczał. Rozgrywki ligowe były zawieszane, a następnie wznawiane. Igrzyska Olimpijskie i Mistrzostwa Europy w piłce nożnej przeniesiono o rok. Na szczęście nadszedł czas, kiedy o wszystkim możemy zapomnieć, ponieważ sport wrócił do normalności. Oddajmy się atmosferze piłkarskiego święta – mistrzostw Starego Kontynentu!

Turniej, jakiego nie znamy

Tegoroczne mistrzostwa Europy będą inne niż wszystkie. Rozegrane zostaną na terenie jedenastu państw. Taka decyzja miała być uhonorowaniem 60-lecia istnienia mistrzostw Europy. Oficjalny hymn turnieju – piosenka We Are The People autorstwa Martina Garrixa, z udziałem Bono i The Edge, mówi o poczuciu wspólnoty. Idealnie komponuje się z motywem przewodnim mistrzostw, którym jest jedność. To także hymn, który mogą śpiewać wszyscy, bez względu na pochodzenie. UEFA postanowiła rozsiać rozgrywki po całym kontynencie, aby kibice z całej Europy mogli mieć większą szansę na wspieranie swojej drużyny, nie tylko sprzed telewizora, ale również ze stadionu.

Faworyci mistrzostw – na kogo będą skierowane oczy całego piłkarskiego świata?

Bukmacherzy i analitycy są zgodni. Największe szanse na zdobycie trofeum upatrują w reprezentacji Francji. I trudno się dziwić. Trójkolorowi mają w składzie znakomitych piłkarzy. Kylian Mbappe – gwiazda światowego formatu. Już na mundialu w 2018 roku, w wieku zaledwie 19 lat, poprowadził drużynę do zdobycia złotego medalu.  N’Golo Kante – kluczowy piłkarz drugiej linii. Chelsea zawdzięcza mu zdobycie Ligii Mistrzów. Może nie jest medialną bestią, ale w moim odczuciu to właśnie sympatyczny Francuz, obok Roberta Lewandowskiego, zasłużył najbardziej na Złotą Piłkę. Antoine Griezmann nie miał wybitnego sezonu, ponieważ brakowało mu skuteczności, ale to nadal piłkarz doskonały technicznie. Pokazał to zresztą w ostatnim meczu towarzyskim z reprezentacją Bułgarii strzelając gola z przewrotki. Dodatkowo, po 6 latach nieobecności (pokłosie afery sekstaśmowej), wraca Karim Benzema. W spotkaniu z Bułgarią doznał lekkiego urazu, ale prawdopodobnie będzie gotowy na mecz z Niemcami. Didier Deschamps nie ma prawa narzekać. Do dyspozycji ma piłkarzy z czołowych europejskich klubów i wiele alternatyw na każdej pozycji, czego naszej reprezentacji niestety brakuje. Dla Francuzów wszystko poniżej półfinału będzie rozczarowaniem.

Głodni sukcesu są także Włosi, bowiem ostatnio takowy osiągnęli na mistrzostwach Europy w 2012 roku. Zajęli wówczas drugie miejsce. Squadra Azzura jest w fazie zmiany pokoleniowej. Kadrę przejął Roberto Mancini – trzykrotny mistrz Włoch z drużyną Interu Mediolan oraz mistrz Anglii z Manchesterem City. Pałeczkę po Buffonie i De Rossim przejęli młodzi, utalentowani piłkarze. Szczególnie środek pola wyglądał kosmicznie, dopóki nie wysypał się Stefano Sensi i Lorenzo Pellegrini. Jednak Mancini nadal ma do dyspozycji klasowych pomocników w postaci Jorginho, Marco Verrattiego czy Nicolo Barelli. Imponująco wygląda także formacja ofensywna Włochów. Ciro Immobile, Lorenzo Insigne, Federico Chiesa czy Andrea Belotti to piłkarze, którzy mogą napsuć krwi obrońcom rywali. Squadra Azzura może pochwalić się również szczelną defensywą. Doświadczony Chiellini i Bonucci idealnie uzupełniają się z młodymi, głodnymi wilkami. Włosi po ostatniej wygranej 4:0 z Czechami kontynuują serię 27 meczów bez porażki. Za kadencji Manciniego reprezentacja Włoch zakończyła 20 z 32 meczów z czystym kontem.

Czarny koń turnieju

Historia mistrzostw Europy pokazała, że los lubi płatać figle. Nie sądzę, żeby powtórzył się rok 1992 czy 2004, kiedy to odpowiednio turniej wygrywały Dania i Grecja. Jednak w roli czarnego konia turnieju upatruję reprezentację Turcji. Stawiają oni bowiem na młodych piłkarzy. Jest to najmłodsza drużyna na całym turnieju. Ich największym atutem może być formacja defensywna. Merih Demiral i Kaan Ayhan mają doświadczenie z boisk Serie A, natomiast Ozan Kabak oraz Caglar Soyuncu z Premier League. Motorem napędowym zespołu będzie z pewnością Burak Yilmaz, który w minionym sezonie doprowadził Lille do mistrzostwa Francji, co było nie lada sensacją, zważywszy na siedmioletnią dominację PSG.

Reprezentacja Polski

Zagadką pozostaje rola jaką odegra reprezentacja Polski na tegorocznych mistrzostwach. Nasza grupa do łatwych nie należy. Rywalizujemy ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją. Nasi przeciwnicy mają spore problemy kadrowe. W szczególności Szwecja, która zagra na Euro bez swoich dwóch największych gwiazd: Zlatana Ibrahimovica i Dejana Kulusevskiego. Pierwszemu grę uniemożliwiła kontuzja, a drugi został wykluczony ze względu na zakażenie koronawirusem. Hiszpania zagra bez swojej największej gwiazdy – Sergio Ramosa. Obrońca, który z reprezentacją wywalczył mistrzostwo świata w 2010 roku i dwa tytuły mistrza Europy (2008, 2012) tym razem obejrzy turniej w telewizji. Decyzja jest spowodowana faktem, że obrońca Realu Madryt praktycznie nie grał od stycznia, a także nie trenował przez uraz łydki i łąkotki. Reprezentacja Polski również ma swoje problemy. Na turniej nie pojechali kontuzjowani: Reca, Bielik i Góralski, a w ostatniej chwili wypadli także numer dwa i trzy wśród naszych napastników: Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Dodatkowo mecze eliminacyjne do MŚ oraz spotkania towarzyskie, rozegrane przez Polaków, nie napawają optymizmem. Warto pamiętać jednak, że Paulo Sousa miał mało czasu na poukładanie zespołu, ponieważ decyzja dotycząca zwolnienia Jerzego Brzęczka została podjęta zbyt późno. Nie można też panikować patrząc chociażby przez pryzmat przygotowań przed Euro 2016. Wówczas reprezentacja Polski zremisowała 0:0 z Litwą, a jak się skończyły mistrzostwa wszyscy dobrze pamiętamy. Z całego serca wierzę, że mamy potencjał na powtórzenie tego sukcesu.

Avatar

Sebastian Warowny

Student dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Pasjonat sportu. Głównie piłka nożna i Serie A. Nieobojętny na inne ligi czy dyscypliny sportowe. W wolnym czasie kinomaniak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *