Tajemnice i legendy Bałtyku

Wakacyjny czas sprzyja wyjazdom; kiedy wybieramy się nad morze, myślimy głównie o zabawie w wodzie i wypoczynku w promieniach słońca. Każde miejsce jednak ma swoje tajemnice, a tajemnice ukryte są w legendach – tych natomiast pełno pod bałtycką taflą.

W poszukiwaniu inspiracji, wiedzeni głodem poznania ciekawych historii, często sięgamy po mity greckie czy skandynawskie. Czasem jednak warto przyjrzeć się naszym rodzimym legendom, ponieważ one także pełne są różnych niezwykłych istot, bóstw i demonów. 

Bałtycki bóg zwie się Gosk. Władał falami, wiatrem i sztormem. Bywał łagodny i pomagał rybakom w ich pracy, czasem jednak potrafił pokazać także okrutne oblicze, o czym najdotkliwiej przekonała się jego córka. Jurata była boginią opiekującą się morzem i zwierzętami w nim żyjącym. Mieszkała w podwodnym pałacu o ścianach z bursztynu. Pewnego razu dowiedziała się, że młody rybak poławia zbyt dużo ryb, więc postanowiła wymierzyć mu karę. Los chciał, że podczas spotkania zakochali się w sobie i zaczęli regularnie widywać. Gdy Gosk się o tym dowiedział, nie mogąc wybaczyć córce związku ze zwykłym śmiertelnikiem, wpadł we wściekłość. Uderzył piorunami w pałac Juraty, grzebiąc ją żywcem pod jego ścianami (warto zaznaczyć, że w niektórych wersjach legendy karę wymierzył zazdrosny o Juratę bóg Perkun). Jego zemsta dosięgnęła także młodego rybaka; został przykuty do skały przed pałacem Juraty, by już na zawsze cierpieć katusze. Legenda głosi, że od tamtej pory podczas sztormów można usłyszeć jęki mężczyzny, które roznosi wiatr, a fale wyrzucają na brzeg fragmenty zniszczonego pałacu Juraty – bursztyny. Okolice chatki, w której mieszkał rybak, z biegiem czasu przekształciły się w wieś, a nazwę zaczerpnięto od imienia bogini.

Według legend, oprócz bogów bałtyckie głębiny zamieszkiwały także najróżniejsze istoty, w tym syreny. Miały piękne głosy, kolorowe włosy i naszyjniki z bursztynów. Kaszubi nazywali je morzeczkami i wiązało się z nimi wiele opowieści. Jedna z nich mówiła o morzeczce z seledynowymi lokami, która pewnego razu zaplątała się w rybackie sieci. Ludzi zabrali ją ze sobą na ląd, a miejscowy kapłan postanowił ochrzcić. Zamknięta w kościele syrena zmarła z rozpaczy i wstydu, a Bałtyk z zemsty zaczął bić swoimi falami o wybrzeże, na którym stoi kościół. Z każdym kolejnym rokiem budowla niszczeje coraz bardziej. Podobno gdy morze w końcu pochłonie ją w całości, nastąpi koniec świata. Jeśli ktoś chce się przekonać, co pozostało z kościoła, można go zobaczyć we wsi Trzęsacz.

Po bogach i syrenach nadeszła pora na inne istoty – demona Purtka i olbrzymy Stolemy. Purtk był bardzo złośliwym stworzeniem, w szczególności uwziął się na rybaka Fabisza. Ten, mając dosyć przykrych dowcipów, postanowił w końcu położyć temu kres. Powiedział diabłu, że odda mu swoją duszę, jeśli ten da radę utrzymać kotwicę jego żeglującej łodzi. Purtk przyjął wyzwanie, nieświadomy planów mężczyzny. Kiedy znajdowali się na pełnym morzu, rybak odciął linę z kotwicą, do której uczepionym był diabeł. Purtk poszedł na dno i od tamtego czasu Fabisz miał spokój; czasami dochodziły go krzyki uwięzionego i oszukanego diabła.

Stolemy miały władać Kaszubami na długo przed nadejściem ludzi. Były bardzo silne i miały skłonności do rywalizacji, przez co często urządzały między sobą konkursy w rzucaniu głazami. Jeden z takich konkursów odbywał się w miejscu, które potem stało się miejscowością o nazwie Rewa. Stolemy założyły się, kto najdalej rzuci głazem. Jeden z nich wycelował w długi pas ziemi łączący dwa brzegi morza. Siła uderzenia była tak potężna, że ziemia rozstąpiła się i tak powstał rewski cypel. Z tymi istotami wiąże się też legenda o powstaniu jednego z bałtyckich potworów. Podobno gdy Bóg stwarzał człowieka, zaprosił inne istoty, by oceniły Jego dzieło. Wśród tych stworzeń znalazł się pewien zuchwały Stolem, który stwierdził, że człowiek to stworzenie dosyć marne. Uważał, że nie przetrwa długo na świecie, ponieważ nie ma ani skrzydeł i bystrego wzroku orła, ani siły i ostrych pazurów lwa. Jego lekceważąca postawa rozgniewała Boga i za karę zmienił Stolema w istotę, która połowę ciała miała orła, o połowę lwa.

Gryf Pomorski nie jest jedynym potworem, który według podań pojawiał się w polskim morzu. Na początku XVI wieku, fale miały wyrzucić na brzeg istotę przypominającą w połowie rybę, a w połowie biskupa. Została zabrana na dwór ówczesnego króla Polski, który wyraził chęć, by ją zatrzymać. Biskup Morski (bo taki tytuł nadano istocie) ubłagał ludzi, by  wypuścili go z powrotem do morza. Przed zniknięciem w morskich odmętach miał wykonać znak krzyża. Z kolei w XX wieku w wodach Bałtyku zaobserwowano potwora, który miał być odpowiednikiem szkockiej Nessie. Nie było to co prawda u wybrzeży Polski, a w Szwecji. Po raz pierwszy zauważyła go para spacerowiczów. Opisali potwora jako istotę o dużym szarym cielsku do 12 metrów długości. Na grzbiecie miało trzy garby. Niedługo potem pojawiły się kolejne doniesienia o dużej, dziwnej istocie. Potwora nazwano Saltie. Ostatni raz widziano go w latach 20. XX wieku.

Legendy o morzu Bałtyckim potrafiły rozpalać umysły ludzi, a jego tajemnicza głębia stała się podstawą do wielu interesujących opowieści, przechodzących z pokolenia na pokolenie. Stanowiły przestrogę, umilały czas, a także zaspokajały ciekawość wielu  pokoleń. Wyjeżdżając na wakacje, warto mieć na uwadze, że tajemnica i historia czeka na nas wszędzie. Wystarczy tylko odrobina chęci, by ją odkryć. 

Avatar

Zuzanna Skwarek

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Pełnoetatowy mól książkowy. Kocha szczególnie fantastykę, ale nie pogardzi też dobrym kryminałem. W wolnych chwilach sama tworzy opowiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *