Łańcuch kołysze się w najlepsze

Dzień w dzień jesteśmy bombardowani przekazami, od których (jak w „Terrorystanie” Farben Lehre) puchną oczy. Ludzie robią się coraz bardziej podzieleni, gryząc się przy niemal każdej możliwej okazji. Każdy może znaleźć swojego wroga – do wyboru, do koloru. Niezliczona ilość batalii i mowy nienawiści, opartych o niekontrolowane emocje. Karnawał wzajemnego wyśmiewania i wykluczania się trwa w najlepsze.

Ludzie krzyczą i walczą między sobą, media skutecznie zacierają granicę pomiędzy infantylną publicystyką, a rzetelnym dziennikarstwem, a Facebookowe komentarze przelewają się od negatywnej energii. Natrafiając na te i inne niezdrowe zjawiska, można przybrać różne postawy: pójść po popcorn i patrzeć jak świat płonie, dolewać oliwy do ognia, płakać nad losem społeczeństwa. Może jednak próbować zatrzymać to szaleństwo?

Jako ludzie mamy jakąś dziwną przypadłość, by wszystko sobie utrudniać. Sobie samym, albo sobie nawzajem. Tak, różnimy się. Tak, możemy mieć zupełnie odmienny pogląd i poczucie słuszności danych spraw. Naprawdę nie chce mi się przywoływać tutaj przykładów, bo nie po to to piszę, aby ktoś odebrał to jako manifest którejkolwiek ze stron.

Sesja zakończona, przejechałem sto kilometrów, by w końcu położyć się na łóżku w moim niewynajętym pokoju. Przeglądam to szambo w sieci. Z głośnika rozlegają się „Mury” Kaczmarskiego, ostrzegając przed łańcuchem, który kołysze się u naszych nóg. Odgłos tego łańcucha zaczyna być ścieżką dźwiękową do filmu, który zwykliśmy nazywać życiem.

Chyba od niego ogłuchliśmy (łańcucha, nie życia). Głusi na głos bardziej stonowanych jednostek próbujemy sprowokować je do dołączenia do naszej frustracji, szyderstwa i lamentu. Ilekroć nasza jedyna słuszna opinia zostanie podważona, staramy się bronić jej do ostatniej kropli krwi. Mogą zamknąć nam wszystkie sklepy, a i tak pozostaniemy otoczeni mnogością etykiet.

Może nie tędy droga? Może zamiast obrzucać się łajnem, powinniśmy zdobyć się na tę prawdziwą dojrzałość? Szukać punktów wspólnych i gorliwie wytężać umysły, by móc stworzyć ten lepszy świat. Mrzonki, powiadacie? W ideały przestałem wierzyć już dawno. Precyzując – przestałem wierzyć w możliwość ich osiągnięcia. Nie taka jest ich rola. To drogowskazy, które wyznaczają naszym życiom kierunek i pozwalają na kontynuację osobistej podróży z rozumem i godnością człowieka.

Jest takie powiedzenie, skąd należy wyjąć własną głowę. Naprawdę powinniśmy to zrobić. Nie po to, żeby poznać jedyną, słuszną prawdę objawioną. Takowa nie istnieje. Po to, żebyśmy w końcu zaczęli się jednoczyć. Ale nie pod dyktandem kogokolwiek i czegokolwiek. Po to, by różnić się diametralnie i wymieniać serdecznym uśmiechem. Uścisnąć sobie dłoń i wspólnie zacząć robić coś innego, niż przynoszenie wstydu naszemu gatunkowi.

Nie pozwólmy się dzielić i skłócać. Nie pozwólmy na szczucie nas na siebie. Nawet sobie.

Przede wszystkim sobie.

Jakub Daniluk

Jakub Daniluk

Student dziennikarstwa, muzyk i marzyciel. Coraz śmielej sięgam po swoje cele, kierując się głównie człowieczeństwem. Pasjonat muzyki różnych gatunków - głównie rapu, który również tworzę. Szukam swojego miejsca w świecie i własnego "ja". Entuzjasta psychologii, psychiatrii i kwestii dbałości o zdrowie psychiczne - zarówno zapobiegawczo jak i terapeutycznie. Pomieszany introwertyk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *