KuchniaKulturaLifestyleTradycje

Powiew kultury azjatyckiej w Lublinie- „Ningyo Targ Japoński”

W ostatni weekend marca odwiedzający Targi Lublin mieli okazję przenieść się na chwilę do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystko za sprawą „Ningyo Targ Japoński”- wydarzenia, które niezależnie od miasta za każdym razem przyciąga setki fanów kultury japońskiej. Z poniższego artykułu dowiecie się co nieco o atrakcjach, które miały miejsce podczas ostatniej edycji Targu.

Kuchnia

Mieliście kiedyś okazję spróbować oryginalnego okonomiyaki albo ramenu? Takiego, który przygotowują Japończycy z własnych składników? Ta „niepowtarzalna” okazja sprawiła, że strefa gastronomiczna cieszyła się największym zainteresowaniem. Nie bez powodu jednak „niepowtarzalna” znalazło się tutaj w cudzysłowie. Owszem, większość stoisk była obsługiwana przez Azjatów. Nie brakowało jednak typowo polskich stanowisk, takich z produktami, które możemy kupić wszędzie, jak na przykład bubble tea. Pomimo praktycznie identycznego smaku ceny wyglądały tam jednak trochę inaczej, ale do tego przejdziemy później.

Na hali Targów Lublin w sprzedaży znalazły się między innymi onigiri, mochi, krewetki w tempurze, ramen, tayaki oraz owoce w czekoladzie. Większość z wymienionych przeze mnie egzotycznych nazw oznacza po prostu japoński street food. Przykładowo, tayaki to ciasto wypełnione pastą z czerwonej fasoli. Wśród napoi zdecydowanie królowało wspomniane bubble tea, matcha oraz wietnamska kawa. Osobiście mogę wypowiedzieć się na temat krewetek w tempurze oraz okonomiyaki, czyli ciasta na ciepło z szarpaną wieprzowiną i dodatkiem japońskich przypraw oraz sosów. Naprawdę smaczne i różniące się od jedzenia z którym mamy styczność na co dzień. Jednak jak już wspomniałam, cena 30 zł za mały placek lub 22 zł za kubek bubble tea zachęcała do bardzo oszczędnych zakupów. Czy warto? Za świeżo przygotowane, oryginalne dania cena jest uzasadniona, ale jeśli chodzi o produkty, które znajdziemy w Polsce na każdym kroku – moim zdaniem można się wstrzymać.

fot. Urszula Małecka

Sztuka

Smakołyki to jednak nie koniec prezentowanego rąbka japońskiej kultury. Dużą rolę odgrywają też stroje oraz muzyka. Mowa oczywiście o tradycyjnym kimono, które można było zakupić na stoisku lub podziwiać podczas pokazu tańca, czemu towarzyszyły dźwięki japońskiej muzyki. Rekwizytem powszechnie używanym podczas pokazów są również wachlarze, których szeroki wybór również znajdował się na stoiskach. Moją uwagę przykuły też zbroje oraz katana, czyli jednosieczna broń- z technicznego punktu widzenia szabla.

 Kiedy rzucamy hasło „sztuka”, najczęstszym skojarzeniem jest jednak malarstwo.  Najczęstszymi motywami na obrazach są flora, fauna oraz architektura typowa dla Kraju Wschodzącego Słońca. Nie jest to jednak typowe malarstwo, a „sumi-e”. Oznacza ono rysowanie czarnym tuszem na papierze i wywodzi się z Chin. Malarstwo tuszowe jest sztuką sugestii i oddziaływania na emocje, to swego rodzaju medytacja.

fot. Urszula Małecka

Rozrywka

Przeszliśmy już przez kuchnię oraz sztukę, została tylko rozrywka. Na Targach stał spory regał, na którym można było znaleźć cały przekrój japońskich gier. Obok znajdowały się stoliki, które zachęcały do odpoczynku  z rodziną lub przyjaciółmi przy dobrej planszówce.  Dookoła krążyły panie, które tłumaczyły zasady gier jeśli było to potrzebne.  Sztandarową grą japońską są shōgi, czyli japońska wersja szachów.

fot. Urszula Małecka

Jeśli przegapiliście to wydarzenie, macie jeszcze okazję nadrobić zaległości w innych miastach! W kwietniu targ „Ningyo” odwiedzi Katowice, a w lipcu zobaczymy ich w Gdańsku.  Można to potraktować jako tańszą alternatywę biletów lotniczych do Japonii, a wiadomo, że „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *