Coś dla ducha: Sylwester nie z tego świata

Święty Papież, którego życiorys mógłby zanudzić najwybitniejszych teologów, dziś pragnie zostać przyjacielem, jakiego świat nie widział. Odkryjmy na nowo historię życia tego, który nie potrzebował osobiście pojawiać się na miejscu, by jego modlitewne działanie przekraczało wszelkie wyobrażenia.

Określenie „święty papież”, wielu z nas kojarzy się z człowiekiem postawnym, który swoim dostojeństwem przewyższa wszystkich dookoła. Od takiej osoby zwykliśmy zachowywać dystans okraszony wielkim szacunkiem. W tym przypadku, na całe szczęście, dystans między nami, a świętym papieżem skraca najhuczniejsza w roku impreza.

Święty Sylwester oznacza „mieszkający w lesie”, jakkolwiek by to obiecująco nie brzmiało, nasz papież nie wychował się w dziczy, nie walczył też z wilkami o każdy kawałek pożywienia. Jego dzieciństwo było nad wyraz zwyczajne. Ojciec przekazał mu wiarę, matka oddała go na wychowanie duchownemu. Chłopiec wzrastał we wszelkich pożądanych cnotach, odznaczając się przy tym wielkim miłosierdziem. Jako trzydziestoletni mężczyzna został wyświęcony na diakona, następnie został prezbiterem, nieustannie każdym czynem i gestem zyskując sobie przychylność ludu oraz hierarchów Kościoła.

31 stycznia 314 roku Święty Sylwester objął tron stolicy Piotrowej. W takich momentach zwykliśmy poznawać ogromne zasługi Wielkich Kościoła Katolickiego, jednak w przypadku Pierwszego Sylwestra wśród papieży, było nieco inaczej. Nie miał on spektakularnego wejścia w tę najzaszczytniejszą posługę, każde jego działanie odbywało się w skrytości serca, okupione modlitwą, często bez jego fizycznej ingerencji.

Podczas pontyfikatu Świętego miało miejsce wiele znaczących dla Kościoła wydarzeń, w których sam papież nie uczestniczył osobiście. Po edykcie mediolańskim, który zakończył erę prześladowań chrześcijan w cesarstwie rzymskim, jego opieka duchowa wspierała organizację kultu Bożego.  Sam papież nie pojawił się na pierwszym soborze powszechnym w Nicei w 325 roku. Ważnym wydarzeniem, które odbyło się bez udziału Sylwestra był również synod w Rzymie podczas którego przyjęto, do dziś obowiązujące wyznanie wiary oraz ogłoszono dogmat o boskości Syna i Jego równości z Ojcem.

Osoba papieża Sylwestra od samej jego śmierci 31 grudnia 335 roku była płaszczyzną do budowania wielu legend i niestworzonych historii. Człowiek, tak pokorny,  który w skrytości swej posługi nie dbał o wielkość dzieł na własną chwałę, doczekał się silnie ugruntowanej w wierzeniach ludu legendy o smoku, którego rzekomo miał przetrzymywać w piwnicach Watykanu, czy też, jako już zmarły, chrzcić Cesarza, któremu dane było przeżyć kilkanaście miesięcy więcej, niż Sylwestrowi.

Przyjaciel nie z tego świata, nawet, jeśli go nie widzisz, wiesz, że jego obecność duchowa i wsparcie są nieocenione. Relacja umocniona Łaską Bożą sprawia, że cichy i pokorny „mieszkaniec lasu” pojawia się na sylwestrowej imprezie, wypraszając przy tym błogosławieństwo na cały przyszły rok.

Paulina Salamon

Studentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz filologii polskiej. Pasjonatka literatury, sztuki i muzyki chrześcijańskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.