AktualnościLifestyleRozrywkaZe świata

Nowość na rynku aplikacji!

Mowa tu o Billin. Aplikacji mobilnej, która zadowoli wszystkich, lubiących próbować nieznanego, a także szukających recenzji na temat różnorakich przedmiotów, miejsc i usług. Dodatkowo to innowacyjne narzędzie oferuje realne pieniądze. 

Autor: Natalia Gajek

Billin to bezpłatne medium społecznościowe, w którym można dzielić się recenzjami wszystkiego, co da się ocenić. Istnieje od 1 października 2024 roku, ale zdobyło już grono fanów. Jego siedziba znajduje się w Lublinie, bo jak twierdzi współwłaścicielka – Wiktoria Tracichleb, jest to dobre miejsce do stworzenia i budowania startupu. Portal służy do polecania, bądź odradzania sobie nawzajem różnych rzeczy. Użytkownicy zyskują popularność, zarabiają, odkrywają nowości i mają w jednym miejscu szereg poleceń różnego typu. Można się tam nawzajem obserwować i czytać oceny od zaufanych osób. Dotyczą one m.in. filmów, seriali, kosmetyków, książek, miejsc i produktów spożywczych. Twórców zdziwiło, że jest stosunkowo mało recenzji na temat gastronomii. Różnorodność może naprawdę zaskakiwać – zdarzało się, że były nawet recenzje pogody, imprezy albo swojego dnia w Sylwestra – mówi współtwórczyni. Bez wątpienia czynnikiem zachęcającym do korzystania jest też monetyzacja. 

Historia powstania 

Idea narodziła się w 2021 roku. Jej autorem jest Rafał Szwalikowski, który prowadzi firmę, oferującą poprawki krawieckie. Zauważył, że większość jego klientów jest z polecenia. Według niego żyjemy w „bańce”, gdzie każdy obraca się w towarzystwie osób z podobnymi zainteresowaniami, o zbliżonych statusie, poziomie życia i wymieniamy się między sobą sprawdzonymi rozwiązaniami. Dostrzegł, że najwięcej zadowolonych kontrahentów pochodzi z rekomendacji. Reklamy internetowe zaś nie działają tak skutecznie, bo trafiają do różnych grup społecznych i nie zawsze do nich pasują. Stwierdził, że brakuje miejsca, gdzie ludzie mogliby rzetelnie polecać sobie produkty, które są dostosowane do ich oczekiwań, więc postanowił coś takiego stworzyć. Nazwa Billin wzięła od połączenia słów „bill” oraz „in”, co tłumacząc z angielskiego oznacza paragon w środku, bowiem zamysł był taki, że aby móc opublikować recenzję trzeba by było dołączyć e-paragon. Jednak okazało się, że w Polsce jest to jeszcze „pieśń przyszłości” i przełożono to w czasie. Są plany, żeby wrócić do konceptu, ponieważ na dobre rozwiązałoby to problem fałszywych recenzji w Internecie.

Rozwój

Najpierw był pomysł, potem rozeznanie na rynku, czy ma on szanse na przebicie i ktokolwiek będzie nim zainteresowany. Okazało się, że tak, więc zaczęło się szukanie inwestorów, a gdy się znaleźli – omawianie potencjalnych zysków i strat. Kolejnym etapem było budowanie zespołu, który aktualnie liczy 10 osób. Ich ścisła współpraca zaowocowała powstaniem i rozpromowaniem aplikacji. Przed wprowadzeniem na rynek zainwestowano w influencer marketing. Zaproszono do tego znanych twórców internetowych, którzy testowali nowe medium, zgłaszali uwagi i przygotowali kontent jeszcze przed premierą. Dzięki temu nowi użytkownicy mieli później gotowe treści. Innowacja od razu zainteresowała odbiorców. W pierwszym miesiącu działalności miała 5,6 mln wyświetleń wszystkich recenzji, natomiast w styczniu jest to już około 32 mln (miesięcznie). W pierwszy weekend po premierze osiągnięto 7 miejsce w AppStore, w rankingu aplikacji społecznościowych i blisko 50-te w ogólnym. Na przestrzeni października i grudnia zrealizowano kampanię ze 150 inluencerami, z czego 30 zostało ambasadorami. Są wśród nich Tester Algorytmu, Marcel Wasiluk, Wujek Paolo, Kubszton, makeupbymadzia, Books with Pola, czy Mama Biega. 

W jeden weekend na portalu pojawia się do 10 tys. recenzji., a dziennie przybywa od 500 do 1000 użytkowników. 89% z nich to osoby poniżej 35 r.ż. 63% wszystkich stanowią kobiety. 

Feedback

Odbiorcy są zachwyceni. Powstały nawet grupy na Facebooku, gdzie wspierają się w działaniach na Billin. Chętnie pomagają w udoskonalaniu aplikacji i gdy pojawiają się jakieś błędy techniczne, to sprawnie je zgłaszają. Firma jest bardzo wdzięczna za wszelki odzew od nich. Pomaga to w ulepszaniu medium. Często jest tak, że u nas błędu nie ma, a u użytkownika jest. To najgorszy typ błędu, bo potrzeba dużo czasu, żeby dotrzeć do źródła problemu, którego nie widzimy z pozycji administratora. Jeśli u nas coś nie działa, to szybko znajdujemy przyczynę, ale jeśli go nie widzimy, a występuje u użytkowników, to trudno znaleźć jego źródło – podkreśla Wiktoria Tracichleb.

Jak zarabiać?

Atutem aplikacji jest monetyzacja. Twórcy chcieli dać użytkownikom coś, czego nie znajdą u konkurencji. Na przykład YouTube ma tę funkcję, ale dużo wolniej się tam zarabia, bo próg wejścia jest większy. Tutaj pierwsze zyski zaczynają się od 250 wyświetleń i konsumenci to rzeczywiście doceniają.

Za recenzje płaci Billin, a nie firmy z którymi jest związana, więc można wzbogacić się na każdym poście. Pozytywne są wynagradzane identycznie jak negatywne. Chodzi o to, by skupiać się przede wszystkim na tym, co dobre, a nie słabej jakości. Wszystko po to, aby zagwarantować możliwie najwyższą obiektywność. Wysokość wynagrodzenia zależy od tego, czy jest to sam tekst, zdjęcie czy filmik (quicks). Można tutaj zyskać od 25 gr do 1,25 zł za 250 wyświetleń. Dodatkowo dostępny jest program poleceń. Jeśli mamy już konto, a znajomi zarejestrują się, wskazując nasz profil, to dostaną 10 zł na start, a polecający otrzyma 10% zysków z monetyzacji przyszłych recenzji nowego członka.

Plany na przyszłość

Na ten moment można lajkować, komentować i zapisywać recenzje. Dostępny jest także przycisk „call-to-action”, przekierowujący na stronę producenta, co usprawnia zakupy. Wkrótce na stronie głównej mają pojawić się filtry, które pomogą szybciej wyszukiwać interesujące nas treści. Planowane jest także wprowadzenie komunikatora wewnętrznego, żeby użytkownicy mogli pisać między sobą.  

Gotowi na sławę na miarę Instagrama?

Współwłaściecielka, której zadano to pytanie, mówi, że oczywiście tak. Jednak jest świadoma, że zyskanie popularności tylko w Polsce może zająć kilka albo kilkanaście lat. Firma jest gotowa na ekspansję zagraniczną i planuje zaistnieć w przyszłym roku w Europie Zachodniej. Wszystko zależy od inwestorów i ich wizji.  Możliwości rozwoju są ogromne ze względu na to, że produkt jest uniwersalny. Zabranie 1% udziału w rynku światowym takiemu medium już byłoby wielkim sukcesem. Jesteśmy ambitni i chcemy osiągnąć jak najwięcej, ale będziemy zadowoleni,  jeżeli takiemu podmiotowi z Polski, z Lublina uda się uszczypnąć takiego kawałka tortu zabranego światowemu koncernowi. Wierzymy, że użytkownicy widzą w nas potencjał,  korzyści i chcemy się dla nich rozwijać – podkreśla Wiktoria Tracichleb.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *