Gość Coś Nowego

To nie aparat czyni z Ciebie fotografa – rozmowa z Natalią Gajek

Ktoś kiedyś powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby przestała robić zdjęcia. Natalia Gajek to absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, która  jest profesjonalnym fotografem. W wywiadzie dla Coś Nowego mówi m.in. o miłości do robienia zdjęć, tym jak dobrze na nich wychodzić i „wojnie” dwóch marek. 

Anna Dymek, Coś Nowego: Witaj z powrotem na KULu! 

Natalia Gajek: Cześć!

AD: Dziękujemy, że zgodziłaś się opowiedzieć nam o zawodzie fotografa i swoich doświadczeniach. Powiedz, skąd wzięła się u Ciebie ta pasja? Czy to było jakoś związane z dziennikarstwem? 

NG: Nie, to zaczęło się dużo, dużo wcześniej – jakieś 13 może 14 lat temu. W naszym domu był aparat cyfrowy i pewnego razu postanowiłam porobić nim zdjęcia i bardzo mi się spodobało. Zaczęłam robić więcej i więcej tych zdjęć. Pamiętam, że później moja kuzynka kupiła sobie lustrzankę cyfrową i czasami ją pożyczałam. Bardzo przypadło mi do gustu  robienie zdjęć tym bardziej profesjonalnym aparatem. Wtedy postanowiłam, że też sprawię sobie taki sprzęt. Odkładałam każdy grosz, a kiedy już spełniłam marzenie, zaczęłam robić zdjęcia koleżankom z klasy. Chodziłyśmy na pierwsze sesje zdjęciowe nad Wisłę. Mam duży sentyment do tego miejsca. Na początku fotografowałam rośliny i kwiaty, czyli tak zwaną makrofotografię, a później zaczęłam robić zdjęcia ludziom i odkryłam, że jednak portrety to będzie moja ulubiona dziedzina i jest tak do tej pory.

AD: Czyli najczęściej fotografujesz ludzi?

NG: Tak, głównie ludzi. Obecnie robię sesje zdjęciowe różnej kategorii, czyli narzeczeńskie, rodzinne, ciążowe ale również reportaże na chrzcinach, wieczorach panieńskich, ślubach cywilnych czy plenerowych. Jakieś 2 lata temu odkryłam, że bardzo mi się podoba fotografia ślubna i oprócz tej klasycznej portretowej też chciałabym rozwijać się w tym kierunku. Nie sądziłam, że ten rodzaj fotografii sprawi mi tak dużą radość. 

fot. Natalia Gajek

AD: A co Cię najbardziej fascynuje w takiej fotografii? 

NG: Myślę, że kontakt z ludźmi. Tak naprawdę to, że bardzo dużo się przy nich uczymy, bo jednak spotykamy zupełnie nam obce osoby, zupełnie różne i te nasze zdolności komunikacyjne i empatia naprawdę wzmacniają się. Staramy się wtedy zrozumieć drugiego człowieka, ujrzeć głębię jego duszy. To nie zawsze jest łatwe, bo przychodzą różni ludzie, którzy się wstydzą, bardzo mocno stresują. Nieraz usłyszałam, że bycie fotografem, to też trochę bycie psychologiem. Trzeba sprawić, żeby poczuli się komfortowo, ale też, żeby ta atmosfera była fajna no i ostatecznie dobre efekty.

AD: A czy masz jakieś sposoby na rozluźnienie się takich skrępowanych osób, żeby zdjęcia wyszły jak najbardziej naturalnie?

NG: Tak, tak. To są na pewno żarty. Ja też widząc takie osoby po prostu się wygłupiam, mówię coś śmiesznego w trakcie, kiedy robię im zdjęcia. Może to być coś głupiego, ale widzę że ich to bawi, że się śmieją i ja wtedy wykorzystuję ten moment, żeby zrobić im jak najwięcej zdjęć w tej naturalnej sytuacji. Natomiast, kiedy mam do czynienia z dziećmi mniejszymi czy większymi, to przede wszystkim bardzo dużo mówię. Nawet jakieś totalne głupoty czy to co teraz robię. Na przykład: „O! Już mamy to zdjęcie, zrobimy jeszcze jedno”. Cały czas mówię, żeby odwrócić ich uwagę, żeby wsłuchali się we mnie i zajęli się tym słuchaniem, a nie pozowaniem.

AD: To trochę jak lekarze, którzy podczas zabiegów mówią, co po kolei robią, żeby uspokoić pacjenta.

NG: No, faktycznie. W sumie tak się robi (śmiech).

AD: Skąd czerpiesz inspiracje do zdjęć? Masz jakiś swoich ulubionych fotografów? 

NG: Od zawsze wzorowałam się na tym, co widzę wokół i wyobrażałam sobie w głowie, jakby wyglądało dane zdjęcie w tym miejscu, w którym teraz jestem, które widzę. Wiem, że dużo ludzi ma jakieś autorytety, ale ja raczej nie, chociaż na licencjacie moją ulubioną fotografką była Marta Wojtal. Ona fotografuje gwiazdy i jak pisałam pracę licencjacką o portrecie fotograficznym, to miałam fajny temat z nią związany. Analizowałam jej portrety i właśnie na tej podstawie doszłam we wnioskach mojej pracy do nowej definicji, czym jest współczesny portret fotograficzny i czym się cechuje. Musiałam przebrnąć przez historię fotografii. Ogólnie zaczęło się od malowania obrazów i portretów. Później wynaleziono właśnie fotografie no i dopiero później portrety fotograficzne, które były zdecydowanie inne, niż te, które robimy teraz, nie tylko pod względem tematyki, techniki, ale też sposobu kadrowania.

AD: Powiedz coś więcej o tych różnicach. Jak to wyglądało kiedyś?

NG: Kiedyś robiono zdjęcia na łonie natury albo w bogatych wnętrzach. Natomiast teraz możemy zrobić zdjęcie, portret praktycznie wszędzie. Nie są nam potrzebne jakieś specjalne warunki, żeby zrobić te zdjęcia no i przede wszystkim aparat jest teraz lekki i możemy go wszędzie zabrać, a wcześniej to był jednak bardziej potężny sprzęt.

AD: A teraz jest nawet przenośny!

NG: No właśnie, a na tamten nie każdy mógł sobie pozwolić. Na pewno była też różnica w makijażu, stylizacjach, fryzurach, rekwizytach. Po prostu tych wszystkich elementach, które widzimy na zdjęciu i też wieku tych osób. Teraz fotografujemy coraz młodsze osoby, dzieci. Wcześniej bardziej skupiano się, z tego co pamiętam, na dorosłych ludziach. Wszystko było specjalnie inscenizowane. Teraz, w każdej chwili możemy wyjąć  telefon i zrobić zdjęcie w naturalnej sytuacji. Wcześniej nikt by o tym nie pomyślał.

AD: Dokładnie, telefony dają nam tą łatwość, a czy są konkurencją dla aparatów cyfrowych, profesjonalnych? Czy widzisz jakieś zagrożenie i ryzyko, że te cyfrowe zostaną zapomniane, a zostaną tylko telefony? 

NG: Jak widać, telefony mają coraz lepsze aparaty i jest to dla nas dużo większa wygoda, bo możemy je mieć cały czas ze sobą. Nie każdemu chce się nosić coś tak ciężkiego. Mimo wszystko, ja zawsze będę jednak zwolennikiem aparatu fotograficznego. Dużo podróżuję i wiem, że sporo osób wybiera na wycieczki telefon i że to im wystarczy, natomiast ja widzę różnice w obrazie. Dla mnie są spore bez względu na to, jak dobry jest telefon. Widzimy je także na przykładzie filmów. Teraz wiele teledysków jest nagrywanych telefonem, więc to też fajny temat do zastanowienia się, w jaką stronę to idzie czy aparat będzie może zapomniany? Myślę, że wśród zwolenników fotografii nie, i ja jestem tego potwierdzeniem, ale laikom i młodym osobom wystarczy rzeczywiście tylko telefon.

fot. Natalia Gajek

AD: A czy tradycyjna fotografia analogowa jest jeszcze popularna? To już jest zapomniane, czy nadal w modzie? 

NG: Chyba staje się już troszkę zapomniane jednak ludzie, którzy od kilkunastu, dwudziestu, trzydziestu lat są fotografami i siedzą w temacie, oni o tym nie zapominają. Widzę to na przykład, kiedy przeglądam różne fora czy grupy fotograficzne. Udzielają się tam osoby w średnim wieku może i nawet młodsze, które należą do jakichś kół fotograficznych i oni w dalszym ciągu są do tego przywiązani. Natomiast nasze, młodsze pokolenie przede wszystkim nie pamięta, żeby rodzice robili im zdjęcia takim aparatem analogowym. Ja jeszcze pamiętam, że mieliśmy taki na klisze.

Anna Magiełda, Coś Nowego: Chodzi o ten typu Kodak?

NG: Tak, nawet sama jako dziecko czasem łapałam ten aparat analogowy, żeby zrobić zdjęcia, a tutaj mama mówi, że nie można robić tak dużo zdjęć, bo wykorzystuje się klisza. Teraz większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że wcześniej zdjęcie musiało być jedno, przemyślane, bo tracimy kliszę. Dzisiaj możemy zrobić 10, 100 zdjęć nieprzemyślanych. Robimy ich bardzo dużo, nie zastanawiając się nad tym, a wcześniej musieliśmy się postarać, żeby wyszły dobre, bo szkoda było tej kliszy.

AM: Kiedyś zdjęcia miały większą wartość.

NG: Właśnie miały większą wartość, bo musieliśmy liczyć się z każdym, do którego mieliśmy tylko jedno podejście. Aktualnie modne jest jednak wywoływanie zdjęć, bo co innego, jak oglądamy coś namacalnego, kiedy widzimy album ze zdjęciami, niż gdy są tylko na ekranie. Teraz popularne są też fotoksiążki – świetna sprawa. Ja bardzo lubię i też niektórzy klienci proszą o to, żeby stworzyć im właśnie taki album, bo chcą mieć pamiątkę. Myślę, że takie albumy nie będą zapomniane jeszcze przez długi czas. 

AD: A ty, jaki typ aparatu najbardziej lubisz? Czym najczęściej robisz zdjęcia? 

NG: Obecnie robię zdjęcia lustrzanką cyfrową. W zasadzie, jak kupiłam pierwszy aparat, to też już była lustrzanka cyfrowa. Miałam ten pierwszy aparat 10 lat.

AM: Jaki to był aparat?

NG: To był Nikon.

AM: Co sądzisz o walce pomiędzy Nikonem a Canonem?

NG: Ja do tej pory nie wiem, który wybrać. Nie wiem, dlaczego wybrałam Nikona. Wtedy wydawało mi się, że jest to najlepsza marka. Tak naprawdę najważniejsze są obiektywy – to od nich w dużej mierze zależy jakość zdjęć. W przyszłości przymierzam się do zakupu bezlusterkowca, a może przerzucę się na Canona… Kto wie? Jednak takie aparaty jak Canon, są bardzo ciężkie. Jak dołożymy jeszcze obiektywy i lampę zewnętrzną, to już w ogóle. Używałam go kiedyś w pracy i po kilku godzinach chodzenia z takim nim, faktycznie się to odczuwa.

AD: Można wyrobić sobie mięśnie, jak na siłowni (śmiech).

NG: Tak to jest z byciem fotografem. W trakcie różnych sesji można zaliczyć nawet dobry trening, bo dźwigamy nie tylko aparat, ale i różne inne sprzęty. Przybieramy różne pozy, pozycje w których robimy te zdjęcia czy pokazujemy ludziom, jak mają się ustawiać albo pokonujemy jakieś trudne tereny. Jak robimy zdjęcia na weselu czy innym wydarzeniu, to jesteśmy cały czas na nogach. Gdy mija 7, 8 godzin takiej pracy stojącej, to faktycznie plecy trochę mogą boleć, nogi może w mniejszej mierze, a jeżeli dźwigamy ciągle ciężki aparat, który wisi nam też na szyi, to kark też zaczyna boleć. 

fot. Natalia Gajek

AD: A tak wracając do twoich początków, to na jakie trudności natrafiłaś? Na przykład przy kadrowaniu czy może to był jakiś inny problem?

NG: Tak, przede wszystkim był problem z ustawieniami tego aparatu, bo miał dużo zaawansowanych funkcji i pamiętam, że zaczęłam od czytania książek o fotografii. Wiem, że teraz nikt pewnie ich nie kupuje. Teraz mamy dużo kanałów na YouTube, profili na Instagramie, które uczą nas fotografii. Kiedyś nie było tego tak dużo, więc kupowałam książki i z nich się uczyłam. Pamiętam, że trudno było mi zrozumieć, o co chodzi w przysłonie, w ogóle co to jest, na jakiej podstawie to zmieniamy, co to ISO, czym jest ta głębia ostrości, kiedy jest większa, kiedy mniejsza. Na początku często mi się to myliło.

AD: A pamiętasz swój ważny pierwszy projekt albo jakieś zlecenie czy wyzwanie fotograficzne? 

NG: Pierwszym takim wyzwaniem było napisanie pracy licencjackiej o portrecie fotograficznym. Wtedy też dużo się dowiedziałam. Natomiast, jeśli już chodzi ściśle o praktykę, to pamiętam jak pierwszy raz robiłam zdjęcia w kościele na chrzcie świętym. Nie wiedziałam co i jak, kiedy wolno robić zdjęcia, kiedy nie, bo w kościele są specjalne zasady. Byłam trochę zestresowana, ponieważ to był mój pierwszy reportaż, za który mi ktoś płacił i chciałam zrobić go jak najlepiej. Jak już było po wszystkim, uznałam, że niepotrzebnie się stresowałam. Było naprawdę przyjemnie, fajnie i czułam ekscytację i radość z tego co zrobiłam.

AD: Jak jesteśmy przy pierwszych sesjach, to jakie masz wspomnienie, które zostanie z Tobą na zawsze? Pozytywne albo i nie. Takie, które Ci zapadło bardzo mocno w pamięć?

NG: Sesja, o której bardzo marzyłam, to sesja w wodzie. Zaczynały mi się już nudzić zwykłe portretowe gdzieś na mieście. Chciałam wypróbować czegoś bardziej kreatywnego, więc spisałam sobie pomysły na sesję no i jedną z tych wymarzonych była sesja w wodzie. Bardzo się cieszyłam, że w ogóle zrealizowałam taki swój pomysł. 

fot. Natalia Gajek

AD: Jakie według Ciebie są najczęstsze błędy początkujących fotografów?

NG: Skupiają się na schematach. Starają się wzorować na innych, trochę na ślepo. Nie mówię, że inspirowanie się na innych jest złe, bo oczywiście trzeba mieć jakieś inspiracje. Często brakuje im odwagi, żeby spróbować samemu, otworzyć głowę, wyobraźnię i ćwiczyć najróżniejsze kombinacje tych zdjęć. Przede wszystkim nie trzeba bać się błędów, tego że nam coś nie wyjdzie, bo to rzecz naturalna. Zrobimy dużo zdjęć, które nie wyjdą, będą złe, nie spodobają się ludziom i taka jest kolej rzeczy. Nie można się też bać opinii innych. Nie zawsze sami widzimy wszystkie błędy, a warto też wziąć rady od bardziej doświadczonych. Po wielu latach nie boję się, ani nie wstydzę mówić o sobie, że jestem fotografem, bo nim naprawdę jestem. Pamiętam moje pierwsze zlecenia, na których ludzie obcy mówili do mnie „pani fotograf zrobi Wam zdjęcie” i byłam niesamowicie podekscytowana, że się tak do mnie zwracają. To było coś takiego… wyróżniającego. Później trzeba się do tego przyzwyczaić i cieszyć się z tego, a w zasadzie być dumnym.

AD: Jak jesteśmy w klimacie motywacji do działania, to według Ciebie na początku jest ważniejsza kreatywność czy technika?

NG: To jest bardzo dobre pytanie. Najlepiej byłoby powiedzieć: trochę tego trochę tego, ale chyba pierwszym krokiem jest kreatywność. Bez tego nie pójdziemy dalej. Wszystko zaczyna się od pomysłu, że coś wymyślonego siedzi w naszej głowie i chcemy to zrealizować. Zastanawiamy się, jak to zrobić. Dopiero później przychodzi technika. Jeżeli chcemy, żeby zdjęcie wyszło nam w określony sposób, to jednak wiedza i technika będą nam później potrzebne, szczególnie jeżeli chcemy zajmować się tym profesjonalnie. Dostając jakieś zlecenie na jakąś określoną technikę to musimy ją znać na pamięć i umieć szybko biegać w ustawieniach aparatu, żeby uzyskać pożądany efekt. Więc tak, ważniejsza jest kreatywność, przynajmniej na początku.

AD: A co kiedy są momenty, że zdjęcia nie wychodzą i chcemy się poddać? Czy masz na to jakąś radę?

NG: Momenty zwątpienia są i zawsze będą. Na podstawie tych ponad 10 lat, mogę powiedzieć, że było ich bardzo dużo – czy dalej w to iść, czy dalej to robić, ale później zrozumiałam, że jest to rzecz naturalna. Takie sytuacje będą się pojawiały jeszcze nie raz. Nasycenie ciągłym działaniem fotograficznym może skutkować przebodźcowaniem i warto wtedy zrobić sobie chwilę przerwy, odetchnąć. Dzięki resetowi nabieram nowej energii, żeby dalej w tym działać. Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie wyobraża sobie, żebym zrezygnowała z fotografii i przestała robić zdjęcia, że to do mnie pasuje, żebym szła i rozwijała się w tym kierunku. Te słowa też mi pomagają.

AD: To prawda, warto czasami odpocząć nawet od czegoś co lubimy. Co do lubienia różnych rzeczy, to ciekawi mnie czy jest jakiś przepis na fotogeniczność, żeby dobrze wychodzić na zdjęciach, jeśli za nimi nie przepadamy?

NG: Hm… To jest dobre pytanie…

AD: Czy jeśli nie jest się naturalnie fotogenicznym i nie ma się twarzy, która „lubi się” z  aparatem, kamerą, to da się coś zrobić, żeby lepiej wyglądać na tych zdjęciach? 

NG: Tak, są na to różne techniki, metody, sposoby. W mediach społecznościowych jest dużo publikacji, które pokazują nam, jak zapozować, ustawić ciało, jaką mimikę twarzy zrobić, jak ułożyć włosy i wiele innych elementów, żeby wyjść jak najlepiej. Z jednej strony się mówi, że liczy się ta naturalność i żeby nie było sztuczności, ale z drugiej są osoby, które faktycznie są fotogeniczne, a inne muszą się bardziej postarać, żeby wyjść dobrze na zdjęciach. Widać, że aparat jednych lubi bardziej, a innych mniej. Jednak tutaj nie chodzi tylko o wygląd, a głównie o podejście. To co siedzi w środku nas, jak się nastawimy do zdjęć, a także to czy nie boimy się tego aparatu. Osoby, które zachowują się naturalnie, bo aparat ich nie krępuje, mają w sobie naturalną energię tzw. “to coś”, to aparat ich polubi. Natomiast, jeżeli ktoś faktycznie będzie się stresował, bał, nie będzie czuł się komfortowo, to ciężko cokolwiek na to poradzić.

AD: Myślisz, że robienie sobie zdjęć samemu może w tym pomóc? 

NG: Tak, może pomóc, ale robienie sobie zdjęć samemu, to coś innego, niż przez kogoś. Lepiej poprosić kogoś bliskiego, żeby nawet telefonem porobił nam zdjęcia, żebyśmy oswoili się ze swoim wyglądem i później zobaczyli, jak wyglądamy. Potem możemy analizować, co poprawić. Mówi się też, że dobrze jest ćwiczyć przed lustrem różne pozy i mimikę twarzy, bo to jest co innego, gdy zrobi nam jakaś osoba później zdjęcia, a my sami sobie. 

AD: Nawiązując do robienia zdjęć telefonem, to czy taka codzienna zabawa z komórką jest dobrym sposobem na trenowanie umiejętności fotograficznych? Jak to robić, żeby rzeczywiście było efektywne? 

NG: Myślę, że jeżeli komuś naprawdę zależy, żeby nauczyć się fotografii, to tak. Każdy ma telefon, a nie zawsze może pozwolić sobie na aparat. Obecnie telefony mają takie opcje, jak w aparacie typu przysłona, ISO, ekspozycja itd., więc robienie zdjęć telefonem może nam pomóc zrozumieć, o co chodzi w tych wszystkich fotograficznych pojęciach. Można tez dzięki temu ćwiczyć kadrowanie.

AD: Czy jeśli jednak możemy sobie pozwolić na aparat, to używany jest dobrym pomysłem na początek?

NG: Tak, znam wiele osób, które kupiły profesjonalny aparat używany, w dobrym stanie. To jest rzecz, która nie zepsuje się po 2-3 latach, jak telefon. Aparaty i obiektywy mają długą żywotność i nie tracą na jakości po iluś latach używania. Warto więc kupić używany i sprawdzić czy w ogóle nam się to podoba i potrzebujemy czegoś lepszego.

AD: Jaki będzie najlepszy dla osoby początkującej?

NG: Chyba najprostsza będzie lustrzanka. Myślę, że w ogóle najlepiej zacząć od telefonu, później lustrzanki, a jeżeli ktoś będzie czuł, że ta mu nie wystarcza, to niech sobie kupi dopiero bezlusterkowca.

AM: To cenna wiedza. 

NG: Warto zapamiętać ważne słowa, że nie liczy się sprzęt tylko właśnie technika, że to nie aparat czyni z Ciebie fotografa tylko twoje umiejętności. Ludzie są w błędzie, myśląc że jeżeli kupią sobie dobry, najlepszy aparat, to już są fotografami i będą robić super zdjęcia. Taka osoba, która kompletnie się nie zna i będzie miała w ręku profesjonalny aparat, nie zrobi ich dobrych.

AD: Praktyka czyni mistrza. 

NG: Praktyka, chodzi głównie o praktykę obojętnie na czym. 

AD: Czy jest coś, co chciałabyś wiedzieć na początku swojej kariery, a o czym dowiedziałaś dopiero w jej trakcie?

NG: Nigdy się nie zastanawiałam nad tym, więc nie ukrywam że to jest trudne… Myślę, że jak zaczynałam brakowało mi osoby starszej ode mnie, która zna się bardziej na fotografii, niż ja. Takiej, z którą mogłabym chodzić na sesje zdjęciowe, od której mogłabym się uczyć. Ja nie miałam takiej możliwości, bo nie znałam w ogóle osób, które w tym „siedzą”. 

AD: Czy były jakieś rzeczy, którymi się martwiłaś, a się okazały później błahostką? 

NG: Tak. Przede wszystkim, kiedy robiłam zdjęcia na reportażach, miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą – jak chodzę i robię zdjęcia. Po czasie zrozumiałam, że mogę się czuć swobodnie, nikt mi się nie przygląda, tylko wszyscy mnie ignorują i że powinnam mieć większą swobodę w chodzeniu wśród ludzi. Trzeba wyjść trochę ze swojej strefy komfortu. Ważne jest otworzenie się na ludzi – to bardzo dużo pomaga.

fot. Natalia Gajek

AD: Co cenisz sobie najbardziej w pracy fotografa? Co sprawia, że jesteś z niej zadowolona?

NG: Chyba to, że widzę, jak się rozwijam. Na przykład, patrząc na reportaże, które robię, to pamiętam jakie były, kiedy zaczynałam tą przygodę. Jest we mnie taka wewnętrzna satysfakcja, że jestem coraz lepsza, że faktycznie staję się coraz bardziej profesjonalna i mogę dzielić się wiedzą z innymi.

AD: A gdybyś miała sfotografować cokolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek to co by to było jakie jest twoje takie jeszcze, jeszcze nie spełnione marzenie fotograficzne? 

NG: Marzy mi się fotografia reklamowa dla kampanii modowych np. bardzo mi się podobają sesje zdjęciowe reklam biżuterii, zegarków, butów czy też ciuchów, które są na billbordach albo okładkach magazynów. 

AD: Ciekawe marzenie! Życzymy Ci, żeby spełniło się jak najszybciej i czekamy na okładki zaopatrzone twoimi zdjęciami.

NG: Ja też czekam (śmiech).

AD: Bardzo dziękujemy za rozmowę.

AM: I cenne wskazówki.

NG: Ja też dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *