„Byłbym zapomniał” – szczera spowiedź Cezarego Pazury

Pod koniec listopada w Lubelskim Centrum Konferencyjnym odbyło się pierwsze z cyklu „Spotkanie z Pazurem”. Serię otworzyło spotkanie z Cezarym Pazurą, z którym udało nam się porozmawiać przed wydarzeniem.

Ismena Cieśla: Spotkanie związane jest z promocją Pana książki. Jednak wiemy, że nie jest to spotkanie premierowe.

Cezary Pazura: Książka miała już premierę 2 lata temu, a w Lublinie jestem na zaproszenie Agnieszki Polak. Zaprosił mnie Związek Literatów Polskich, także poczułem się bardzo wyróżniony, ponieważ nikt mnie nigdy nie traktował jako literata, aż tu nagle z moją książką jestem w Lublinie. Zresztą moim ukochanym Lublinie, bo jak kiedyś policzyłem, 21 osób stąd to jest moja rodzina. Ale oni się już rozmnożyli, więc jest nas dużo, dużo więcej. To jest taka moja lubelska rodzina. Tak jak już wspomniałem jestem tu na zaproszenie Związku Literatów Polskich, a cieszę się, że ta książka będzie mogła mieć taką prawdziwą premierę, bo tak mówiąc między nami, nigdy takowej nie było. Było jedno spotkanie autorskie w Warszawie, i to na tyle. Także dobrze, że taka inicjatywa powstała i z chęcią się tutaj zjawiłem.

IC: Cykl nazywa się „Spotkanie z Pazurem”. Czy to znaczy, że nie będzie to jedyne spotkanie?

CP: Nazwa jest taka dosyć drapieżna, ale nastąpiła tutaj akurat zbieżność nazwisk. A moje spotkanie autorskie? Chyba takie pierwsze i ostatnie. Jeżeli będę wracał do Lublina, to z pewnością ze spektaklami teatralnymi albo ze swoim kabaretem. A może na premierę filmu „Psy 3: W imię zasad”, trudno powiedzieć.

IC: Skąd powstał pomysł na napisanie książki?

CP: To była wypadkowa wielu rzeczy. Przede wszystkim jak opowiadałem swoim znajomym, albo ktoś z moich przyjaciół kto znał moje życie mówili mi „Słuchaj, powinieneś to wszystko napisać. To jest naprawdę materiał na książkę.” Zawsze puszczałem to mimo uszu, że jednak nie, nie zabiorę się za to. Nawet w programie Kuby Wojewódzkiego obiecałem, że nigdy nie napiszę książki. A jak już napisałem to właśnie jego poprosiłem o recenzję, żeby mu zrobić na złość (śmiech), więc nigdy nie można mówić „nigdy”. Pomysł narodził się już bardzo dawno, bo będąc studentem Szkoły Teatralnej, opowiadałem kilku kolegom reżyserom swoje opowieści i przygody życia, a byłem w szkole gastronomicznej, byłem w liceum, pochodzę z bardzo ciekawego miejsca, z Niewiadowa koło Tomaszowa Mazowieckiego, swoją drogą ciekawego, bo kiedyś produkowano tam przyczepy campingowe. Reżyserzy mówili „Ty to jest normalnie materiał na film.” Nikt nie mówił wtedy o książce, ale gdzieś tam na kartkach robiłem sobie notatki po kolei by nie zapomnieć co mi się przydarzyło w życiu, bo jednak człowiek ma pamięć selektywną, wybiórczą, niektóre rzeczy faktycznie wymazujemy taką gumką z naszego twardego dysku i one się już więcej nie pojawiają. Właśnie stąd przewrotny tytuł mojej książki „Byłbym zapomniał”. To jest książka po to, aby nie zapomnieć. Żeby ten jakiś fragment z życia, oczywiście on też jest wybrany, żeby książka była interesująca. Nie można opisać całego życia równie interesująco i człowiek stara się opisać to co dobrze pamięta.

IC: Sam Pan wspomniał, że pomysł na książkę zrodził się już dawno. A ile trwało spisanie książki?

CP: Bardzo żmudny proces. Powiem szczerze, że samo pisanie już mi zajęło 2 lata, ale ja pisałem to spokojnie, bez napinki, nie miałem żadnych terminów ani umów z nikim, także się nie spieszyłem. Starałem się spojrzeć sobie w oczy w lustrze i tak skomponować tę książkę w taki sposób, jakbym to ja chciał ją przeczytać. Potem do tego doszło to, że sam czytam audiobooka. No bo kto miałby przeczytać o życiu Cezarego Pazury? Najlepiej jak zrobi to sam zainteresowany, bo wtedy wie o co chodzi. (śmiech) No i ta książka po prostu jest. Już słyszę gdzieś z zewnątrz takie ciśnienie, że nie ma tego, nie ma tamtego. Ci którzy mnie znają wiedzą czego nie ma i mówią „może byś jeszcze o tym napisał, albo o tamtym”.

IC: Czyli nie powiedział Pan jeszcze ostatniego słowa w związku z napisaniem książki?

CP: Rzeczywiście można by zrobić jeszcze taki dodatkowy materiał i może kiedyś wydać jeszcze jedno takie dzieło pogłębione. Ale na razie o tym kompletnie nie myślę. Tylko że od wydania książki do dziś, albo od pomysłu do dziś, wydarzyło się też sporo rzeczy interesujących w moim życiu, tak myślę, bardziej współczesnych, bliższych współczesnemu czytelnikowi. To jest na pewno jakaś pokusa.

IC: A jak Pan wspomina sam proces pisania książki?

CP: To były przyjemne chwile, kiedy opisywałem te swoje wspomnienia i musiałem je ubrać w formę literacką. Ja nigdy nie byłem orłem z języka polskiego jeśli chodzi o rozpisywanie się. Moje zdania zawsze były krótkie, szybko spuentowane, nigdy nie lałem wody. Moja Pani profesor w liceum zawsze lubiła taki kwiecisty styl, żeby tak dużo dodawać, malować tym słowem, a ja byłem taki konkreciarz. Aż tu nagle, po wielu latach, zaczęło mnie to bawić właśnie, zabawa słowem. Proszę pamiętać, że ja jestem aktorem, więc ja tym słowem operuje na co dzień, musze się nim bawić, muszę nim żonglować. To jest moje narzędzie pracy. Ale jednak inne, zresztą jest rozdział poświęcony temu w mojej książce czym różni się słowo pisane od słowa mówionego. I to jest zasadnicza różnica. Wspomnienia na początku sobie nagrywałem na magnetofon, żeby je potem spisać, ale jeśli miałbym je spisywać 1:1, to takiego bełkotu by nikt nie przeczytał. (śmiech) A jednak ubranie tego w formę literacką wymaga skupienia, jakichś umiejętności, ale przede wszystkim czasu. A tego czasu aktorowi brakuje.

IC: Teraz trochę zmienimy temat i przejdziemy do filmu „Psy 3: w imię zasad”. Możemy już oglądać pierwszy trailer filmu. Jak się wraca na plan po 25 latach przerwy?

CP: Ten film odcisną wielkie piętno na nas aktorach, ale także na widzach. Umówmy się, jest to jednak film kultowy. Kultowe filmy mają to do siebie, że ludzie czekają czy będą dalsze losy bohaterów czy nie. Ryzyko związane z tym jest ogromne dlatego że historia zna już takie przypadki, że film reanimowany po latach niestety nie spodobał się publiczności, bo był robiony na siłę, bo tak ktoś chciał. Ten pomysł musiał dojrzeć, przede wszystkim w reżyserze i scenarzyście, czyli we Włodku Pasikowskim. Ale materiał który nam dał jest świetny. Ja się cieszę z tego trailera który powstał, bo zrobiłem takie ufffffff. Po tym trailerze nie dowiesz się nic, jaki jest wątek, nie zdradza tajemnicy o czym będzie film, tylko tak „nęci” jakby to powiedzieć takim żargonem rybackim. Tak w bardzo dobry sposób zachęca do obejrzenia. Czytałem komentarze na Facebooku, kiedy ukazał się i jeden z moich fanów napisał „Panie Czarku, idę do kina w imię zasad”. Czyli wykorzystał podtytuł filmu do takiego sloganu, który ja chcę teraz wykorzystać, w imieniu swoim i innych którzy pracowali przy tym filmie, aby zachęcić do pójścia do kina. Mogę śmiało powiedzieć, IDŹCIE DO KINA, W IMIĘ ZASAD. Bo jeżeli ktoś widział jedynkę i dwójkę, to jego obowiązkiem jest iść do kina i zobaczyć trójkę, a kto nie widział jedynki i dwójki to tym bardziej musi iść do kina.

IC: I właśnie trafił Pan idealnie w moje następne pytanie. Czy film trafi tylko do osób, które oglądały poprzednie części?

CP: To jest film absolutnie mogący żyć swoim życiem, bo mówi się o tym co się stało z bohaterami i tych bohaterów możemy poznać dzisiaj. Ale nawet jak ktoś zacznie od części trzeciej to podejrzewam, że sięgnie po pierwszą i drugą, żeby tych bohaterów sobie przybliżyć, kiedy byli młodzi. Ja bym jednak zachęcał, żeby zobaczyć wszystkie części. Ja mam coś takiego, że jak słyszę ze wychodzi kolejna część, to najpierw sobie oglądam wcześniejsze. Ale mówię, konieczności nie ma.

IC: A jak się pracowało z aktorami znanymi z poprzednich części, ale także ze „świeżą krwią” filmu?

CP: Znamy się ogólnie także z innych tytułów, czy z teatru. Z Sebastianem Fabijańskim spotkałem się pierwszy raz na ekranie, z Dorocińskim już grałem, z Lindą to wiadomo, wielokrotnie, z Janem Fryczem też udało mi się już pracować. Tam jest plejada wspaniałych kolegów aktorów, więc wszyscy się znamy. I powiem szczerze, że jak się spotykamy na planie, to jest tak że wszyscy są na takim uśmiechu, bo nie mamy czasu się tak często spotykać w robocie razem, tylko tak że ktoś nas skrzyknie. To jest chyba marzenie każdego aktora i to z każdego pokolenia, żeby ktoś wymyślił taki scenariusz, żeby zebrać nas wszystkich do kupy i zrobić jeden tytuł. A nie że jeden gra w jednym tytule, a drugi w innym i tak się ciągle mijamy.

IC: To już takie pytanie na koniec, na rozluźnienie. Piotr Adamczyk w wywiadach mówi, że już na zawsze pozostanie na nim piętno roli Papieża. A na Panu która rola odcisnęła swój ślad? Z kim do końca będzie utożsamiany Cezary Pazura?

CP: Na szczęście nie zagrałem czegoś takiego jak Piotrek. Znaczy na szczęście, on miał to szczęście, że zagrał wybitną rolę, i to w filmie o globalnym zasięgu. To oczywiście jest sytuacja do pozazdroszczenia. Ale to właśnie jest niebezpieczeństwo dla aktora, który gra bardzo dobrze, bo jak ktoś gra tak średnio to my go nie widzimy. A jak ktoś gra świetnie to odciska piętno no i go zapamiętujemy. Ja miałem kilka takich momentów w karierze, które odcisnęły piętno na mnie. Na pewno był to 13 posterunek, Kroll Władysława Pasikowskiego albo Psy, czy Kiler. Na pewno jeszcze były to Chłopaki nie płaczą i Nic śmiesznego. To były takie filmy z którymi jestem do dziś jestem kojarzony a także z tymi postaciami. A co będzie dalej? Dalej to zobaczymy.

IC: Bardzo dziękuję za miłą rozmowę.

CP: Ja również dziękuję.

Ismena Cieśla

Ismena Cieśla

Absolwentka Filologii Romańskiej, aktualnie studentka trzeciego roku Dziennikarstwa. Książkoholiczka i "psia mama". Pasjonatka gotowania, podróży i muzyki wszelkiego rodzaju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *