PKO BP Ekstraklasa: Nie ma mocnych (na Ndiaye). Motor zwycięsko otwiera nowy sezon
Motor swój drugi sezon po powrocie do elity rozpoczął od domowego spotkania z Arką Gdynia. Beniaminek z Trójmiasta wraca do Ekstraklasy po 5-latach niebytu na najwyższym szczeblu. Pomimo chęci goście musieli ponownie przyglądać się Mbaye Ndiaye, którego trafienie po raz kolejny przeważyło o końcowym wyniku.
Motorowcy chcieli ekspresowo wjechać w nowy sezon, w którym obchodzą 75-lecie istnienia klubu. Już w pierwszych minutach piłkę otrzymał Ndiaye, który jednak za daleko sobie ją wypuścił, w efekcie czego akcja spaliła na panewce. Jak się później okazało, futbolówka wręcz lgnęła do Senegalczyka, jednak ten przez całą pierwszą połowę był nieskuteczny. Najbliżej szczęścia był pod koniec pierwszej części gry, gdy trafił do bramki Gdynian, sędzia liniowy szybko jednak sprowadził na ziemię jego, jak i cały stadion, który zgromadził 14 718 kibiców. Poza Ndiaye, dogodną okazję do wpisania się na liście strzelców miał Michał Król, który w 22. minucie miał przed sobą pustą bramkę i dogranie od Senegalczyka, które jednak zmarnował przez skiksowanie piłki.
Piłkarze Arki mogli się tylko przyglądać poczynaniom siódmej drużyny poprzedniego sezonu Ekstraklasy. Poza nieuznanym golem Juliena Celestina po rzucie rożnym z 15. minuty, nie mieli żadnych okazji.

Foto. Archiwum własne.
Koszmar wiecznie żywy
W drugiej połowie podopieczni Dawida Szwargi momentami pokazywali, że podglądanie rywala przez drony ma sens, jednak w tym przypadku to i tak nic nie dało. Ci mieli wyłącznie momenty. Motor natomiast zrobił swoje i wymierzył najmocniejszy cios w meczu. W 50. minucie Lublinianie objęli prowadzenie, a świetną akcję na kilkadziesiąt metrów wyprowadził Bartosz Wolski. Ten dograł do Mbaye Ndiaye, który genialnie opanował piłkę w polu karnym, po czym skierował ją do bramki między nogami obrońcy i bramkarza.
Szybko próbował odpowiedzieć Sebastian Kerk, jednak jego strzał spoza pola karnego trafił w boczną siatkę. Motor próbował podwyższyć przewagę, niewiele do tego brakowało w 78. minucie, gdy po strzale z fałsza w poprzeczkę trafił Kacper Palacz. 87. minuta przyniosła finezyjne uderzenie Joao Oliviery, które świetnie wyłapał Gasper Tratnik. Co ciekawe był to jedyny strzał w światło bramki beniaminka ekstraklasy w tym spotkaniu. Mecz natomiast zakończył się bez dodatkowej dramaturgii i to Lublinianie mogą sobie dopisać 3 punkty na start rozgrywek. Katem Gdynian podobnie jak 2 czerwca 2024 roku, w finale baraży o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej okazał się waleczny i szybki Senegalczyk. De ja vu.

Foto: Łukasz Wójcik / Motor Lublin. Mbaye Ndiaye wraz z Bartoszem Wolskim po końcowym gwizdku.
Obrazek wyróżniający: Archiwum własne.
