SportSporty zimowe

XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan Cortina: ,,Zwariować można. Ze szczęścia!” – Medal Kacpra Tomasiaka

Konkurs na skoczni normalnej – HS 107 w Predazzo obfitował w dalekie skoki od początku, aż do końca olimpijskich zmagań. W czołówce nie zabrakło niespodzianek. Philipp Raimund mistrzem olimpijskim, Tomasiak ze srebrem, Nikaido i Deschwanden dopełniają podium. Stoch i Wąsek bez awansu do drugiej serii.

Emocje, które po konkursie zapanowały w polskich domach trudno lepiej opisać niż słowami Włodzimierza Szaranowicza oraz Przemysława Babiarza – ,,Zwariować można. Ze szczęścia”. Ci wprawdzie reagowali tak na złoty medal Igrzysk Olimpijskich, który w 2018 roku zdobył Kamil Stoch, jednak wyczyn Kacpra Tomasiaka, jego drugie miejsce, dalekie i świetne skoki bez dwóch zdań doprowadziły wiele osób do radości niesłychanej i pełni szczęścia. Kacper Tomasiak, który przyjechał do Włoch jako 14 zawodnik Pucharu Świata, skokami na 103. metr oraz 107, z notą 270,7 pkt został wicemistrzem olimpijskim, dokonał tego w wieku 19 lat i 20 dni, co sprawia, że jest najmłodszym polskim medalistą zimowych igrzysk olimpijskich.

Nie tylko Tomasiak, inny też zachwycili

O drugim miejscu Tomasiaka już dobrze wiemy, nie można jednak zapomnieć o tym, który odebrał medal najcenniejszego kruszcu – Philipp Raimund, o nim mowa, ten niespełna 26-letni Niemiec, po raz pierwszy w życiu wygrał konkurs, od razu ten w czasie ZIO. Na to złożyły się skoki 102 i 106,5- metrowe, dzięki czemu uzyskał notę 274,1 punktów, co pozwoliło mu utrzymać prowadzenie z pierwszej serii oraz o 3,4 pkt wyprzedzić drugiego Polaka. Podium dopełnili Gregor Deschwanden, (ten podobnie jak Tomasiak atakował podium z 4. miejsca, po pierwszej serii tracił do niego tylko 0,1 pkt) z Renem Nikaido, którzy ex-aequo zajęli 3. miejsce. Szwajcar skakał na odległość 106 i 107 metrów (najdalej w konkursie), Japończyk natomiast uzyskał 101 i 106,5 metrów, co dało im notę na poziomie 266 punktów. Medal dla Samuraja nie jest zaskoczeniem, mowa tu w końcu o 3 skoczku obecnej edycji PŚ, który nawet potrafił wygrać konkurs, natomiast 34-letni Szwajcar w tegorocznych zmaganiach w elicie był cieniem samego siebie sprzed roku, gdy był w czołówce skoczków na Świecie. W olimpijskim konkursie jednak stało się inaczej i trochę wzorem Dawida Kubackiego sprzed 4 lat wskoczył na podium, mimo że na ZIO przyjeżdżał po średnim jak dotąd sezonie (24. w Pucharze Świata).

Rewelacją konkursu okazał się również Valentin Foubert. Francuz dwukrotnie skoczył 102,5 metra i zapracował na piątą lokatę. Co warte uwagi, Foubert był po pierwszej serii wiceliderem konkursu, jednak w finałowej próbie nie udźwignął presji. Podobnie było w przypadku Kristoffera Sundala, Norweg na półmetku zawodów był trzeci, skończył jednak na 10. pozycji.

Konkurs miło będą również wspominać Finowie. Ta legendarna nacja w sportach zimowych, w poniedziałkowych zmaganiach wystawiła trzej reprezentantów: Vilho Palosaariego, Niko Kytosaho oraz Anttiego Alto i każdy z nich znalazł się w finałowej trzydziestce. Pierwszy z nich był rewelacją treningów, jeden z nich nawet wygrał, natomiast konkurs zakończył na i tak dość dobrym 14. miejscu, dzięki skokom na 100,5 oraz 103 m. Kytosaho oraz Aalto skończyli zawody na 24 i 25 miejscu. Solidnie zaprezentował się również Giovanni Bresadola, reprezentant gospodarzy dzięki próbom na 102,5 oraz 102 metry uplasował się ostatecznie na 19. miejscu, co przy 52. lokacie w PŚ jest wynikiem imponującym. Niecodzienny jest widok Słowaka w skokach narciarskich, a już w szczególności w drugiej serii. Mowa tu o Hekotrze Kapustiku, który jak dotąd w czołowej trzydziestce był tylko raz (Zakopane 2026 i 20. miejsce). W zmaganiach na skoczni normalnie uzyskał 102 i 98,5 metra co przełożyło się na 245,7 punktów oraz 28. miejsce. Co ciekawe Kapustik był pierwszym skoczkiem ze swojego kraju na igrzyskach od 16 lat. W drugiej serii pokazał się również Quiwu Song, Chińczyk zakończył zawody na 31. miejscu.

Zawody zawodów

Domen Prevc chociaż się nie skompromitował to na pewno nie tak sobie wyobrażał ten konkurs. W Pucharze Świata ma ponad 600 punktów przewagi nad drugim Ryoyu Kobayashim i skacze w swojej lidze. Na małej skoczni jednak zaprezentował się poniżej poziomu do, którego przyzwyczaił, a odległości 100 i 105 metrów pozwoliły mu zająć 6. lokatę. Sam przed tym konkursem przyznał, że sukcesem będzie miejsce w TOP 10 zawodów, jednak kibice mogli mieć inne oczekiwania.

Poniżej pewnego poziomu pokazał się inny ze Słoweńców – Anze Lanisek. Ten uwielbiany przez Polaków skoczek, dwukrotnie uzyskiwał po 97,5 metra i ostatecznie znalazł się na 26. miejscu. Tuż za nim uplasował się Stefan Kraft, Asutriak skakał 98 i 100 metrów i dalej nie może się doczekać medalu olimpijskiego w zmaganiach indywidualnych.

Z perspektywy polskiego kibica rozczarowujące były miejsca Pawła Wąska (35. Lokata i 119,8 pkt) oraz mistrza z Zębu – Kamila Stocha (100 metrów oraz 119,2 pkt). Te wyniki były o tyle nieoczekiwane i przykre, gdyż w treningach obydwaj skakali równo i na poziomie pierwszej ‘’30”, sam Wąsek natomiast skakał na pograniczu pierwszej i drugiej ‘’10”.

Piękno konkursu

Konkurs na włoskiej ziemi był niecodzienny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, skoki na punkt K i dalsze nie zawsze dawały awans do serii finałowej, np. 100 metrów Stocha. Żal wielkiego mistrza, tak to jak daleko i równo mogli lecieć zawodnicy było czymś epickim. Co więcej, pozwalali na to sędziowie, którzy belkę startową obniżyli tylko raz, po skoku Deschwandena w pierwszej serii (z piętnastej na czternastą), wcześniej ani później nie dokonywali na tym polu żadnej rotacji. Do tego była to rywalizacja bardzo równa, co potwierdziła pierwsza seria, w której różnica między pierwszym Raimundem a 30-stymi Frantzem i Colbym wynosiła tylko 13,1 punktu.

Co dalej?

Przed skoczkami jeszcze konkurs drużyn mieszanych, zmagania indywidualne na skoczni dużej oraz rywalizacja na skoczni dużej. Cytując pewien truizm – emocji nie zabraknie, tak jak wypadną Polacy, co ze Stochem, kto zdobędzie kolejne medale, czy Domen Prevc pokaże swoje prawdziwe, zabójcze oblicze na większym z obiektów? Na te pytania poznamy odpowiedz w najbliższych dniach. Jedno jest pewne, w poniedziałek, 9 lutego 2026 roku Kacper Tomasiak bardzo wyraźnie zapisał się w historii polskiego sportu, pokazuje, że to On może być następcą Kamila Stocha, który miejmy nadzieje podobnie jak 3-krotny mistrz olimpijski dostarczy nam mnóstwo radości oraz wywoła nie jedną łzę wzruszenia. Sam Stoch natomiast miejmy nadzieję, że godnie, a więc tak jak na to zasługuje zwieńczy swoje ostatnie Igrzyska Olimpijskie, a Biało-Czerwona flaga, którą niósł na ceremonii otwarcia będzie go prowadzić i dodawać wiatru pod narty.

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *