SportSporty zimowe

XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan Cortina: Złoto dla Prevca i brąz dla złotego chłopaka – Kacpra Tomasiaka!

Rywalizacja indywidualna na Igrzyskach dobiega końca. Tym razem faworyt ze Słowenii pokazał swoje prawdziwe oblicze i sięgnął po olimpijskie złoto. Nikaido z trzecim medalem, Tomasiak z brązem. Komplet Polaków w drugiej serii i pech Tschofeninga.

Domen Prevc jest co raz bliżej tzw. wielkiego szlema w skokach narciarskich. Słoweniec ma już złoto Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym, mistrzostwo na skoczni mamuciej, wygrany Turniej Czterech Skoczni, do tego 14 lutego, w sobotę dołożył olimpijskie złoto, a z końcem marca zapewne odbierze Kryształową Kulę i będzie drugim skoczkiem w historii z kompletem wygranych najważniejszych turniejów w świecie skoków (jako pierwszy dokonał tego Matti Nykanen). Niespełna 27-letni skoczek ze Słowenii skokami na 138,5 oraz 141,5 metra i notą 301,8 punktów został kolejnym mistrzem olimpijskim. Po pierwszej serii zajmował drugą lokatę i tracił 7 punktów do Rena Nikaido, który osiągnął wówczas 140 metrów. Wojnę nerwów w serii finałowej zwyciężył jednak Prevc, a Japończyk i tak dość dobrym skokiem – 136,5 metra, utrzymał się na podium i zapewnił sobie trzeci medal na tych igrzyskach, tym razem srebrny i z końcową notą 295,2 pkt. Tuż za nimi znalazł się nasz młody reprezentant, skaczący tak, jak gdyby był jednym z bardziej doświadczonych zawodników. Podium tak jak w pierwszym konkursie atakował z 4. pozycji. 19-latek po pierwszej serii tracił 3,2 pkt do trzeciego Kristoffera Sundala, przy próbie 133-metrowej. W finałowej odsłonie zmagań podopieczny Macieja Macusiaka skoczył 138,5 m, co łącznie dało mu notę na poziomie 291,2 pkt. Ponownie presji nie wytrzymał Sundal, który zajmując miejsce na podium po pierwszej serii, zwyczajnie na nim się nie utrzymał i zajął najgorsze dla sportowca – 4 miejsce.

Legenda

Kacper Tomasiak, jeżeli wszystko pójdzie jak należy, ma przed sobą co najmniej kilkanaście lat startów w swojej dyscyplinie, jego szczyt miejmy nadzieję, że jeszcze daleko przed nim, jednak już można go zaliczyć do legend polskiego sportu. Zostaje On trzecim skoczkiem z Polski, który ma dwa medale z jednych igrzysk i czyni to w tak młodym wieku. Co więcej za każdym razem wywalczał te olimpijskie krążki jako czwarty skoczek po pierwszej części zmagań. Wielu skoczków z młodszego pokolenia często nie unosi takiej presji. On jednak pokazał, że skok na wagę medalu jest jak każdy inny i nie ma czym się przejmować. Z takim podejściem i efektami, możemy być pewni, że dziedzictwo Małysza, czy Stocha nie powinno zostać zmarnowane. Można by rzec za klasykiem: Polski archanioł sfrunął do włoskiego Predazzo. W tym miejscu, w 2003 roku dwa złote medale mistrzostw świata zdobywał Adam Małysz, 10 lat później złoto na dużym obiekcie powędrowało do Kamila Stocha, teraz wprawdzie nie złoty medal, ale srebrny i brązowy idą na olimpijskie konto Kacpra Tomasiaka. Jeżeli fatum istnieje, to nie ma tu mowy o przypadku.

Rywalizacja naznaczona dramaturgią

Pierwsza seria zawodów dostarczyła sporo emocji, zaskoczeń i solidnych skoków. Niecodziennym widokiem był rezultat Kazacha – Ilji Mizernykha, który skoczył niemal na rozmiar skoczni (HS 141) i osiągnął 140,5 metra, co wyraźnie zaniepokoiło sędziów i Ci obniżyli rozbieg z 17. na 15. belkę startową. Po jego próbie porównywalnie daleko skoczył tylko Domen Prevc i Ren Nikaido. Sam Mizernykh pokazał jednak drugim skokiem, że w pierwszej serii poza szczęściem wykazał się też umiejętnościami. Dzięki próbie na 136. metr utrzymał swoje miejsce i zakończył konkurs na 8. lokacie. Świetnie pokazał się również Władimir Zografski, ten dwukrotnie skoczył 133,5 metra i zakończył olimpijskie zmagania na 10. miejscu. In minus zaskoczył zdecydowanie Anze Lanisek, Słoweniec skokiem na 124,5 metra ledwo wszedł do drugiej serii, a kolejną próbą na 118,5 m i ledwo ustanym skokiem pokazał jak nieudane są to dla niego igrzyskach, w rywalizacji indywidualnej (w konkursie drużyn mieszanych zdobył medal z najcenniejszego kruszcu).

Fatalnie wypadł Marius Lindvik, który bronił tytułu z dużej skoczni sprzed 4. lat. Norweg nie doskoczył nawet do punktu K usytuowanego na 128-metrze i ostatecznie sklasyfikowano go na 32. miejscu. Poza drugą serią znalazł się również Timi Zajc, ten skoczył 123 metry, jak Norweg i zajął 34. lokatę. Z formą na ZIO nie trafił też Stefan Kraft. Austriak indywidualnie ma wszystko, poza medalem z igrzysk, co jak się okazuje nie ulegnie zmianie również po 2026 roku. Kraft na skoczni małej był 27., natomiast na dużym obiekcie nie zdołał nawet wejść do finałowej trzydziestki i zajął 36. miejsce.

Największym pechowcem okazał się Daniel Tschofening. Zwycięzca Kryształowej Kuli 2024/25 prezentował dobrą formę w sobotę i był wymiany jako kandydat do medalu. Po pierwszej serii był nawet ósmy, na jego nieszczęście okazało się, że ma za duży kombinezon (o 4 milimetry), przez co został zdyskwalifikowany, a jego kosztem do drugiej serii wszedł Hektor Kapustik.

Nieszczęście jednego jest szczęściem, czy też szansą dla drugiego, o czym dobrze wie wyżej wymieniony Słowak. Ten po raz drugi na tych ZIO wszedł do najlepszej ‘’30” i  dzięki finałowej próbie na odległość 132 m, awansował o 9 pozycji, przez co ostatecznie znalazł się na 21. miejscu, z notą 248,3 pkt.

Solidny Wąsek i pożegnanie Stocha

Poza Tomasiakiem, Polskę w tym konkursie reprezentowali jeszcze: Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Niespełna 27-letni skoczek z Cieszyna uplasował się ostatecznie na 14. miejscu, na co złożyły się skoki na 129,5 oraz 130 metrów. Konkurs ten był dla niego dobrym odbiciem od rozczarowującego 35. miejsca na mniejszym z obiektów w Predazzo. Dwa równe skoki cieszą tym bardziej, że to On będzie razem z Kacprem Tomasiakiem reprezentował biało-czerwone barwy w konkursie duetów, gdzie jeżeli wszystko się dobrze ułoży, nasza drużyna będzie walczyć o medal. Po zsumowaniu wszystkich skoków, nota Polski w sobotę była czwartą najwyższą. Ustępowali pod tym względem tylko Japonii, Austrii i Norwegii. W tej wirtualnej tabeli straciliśmy tylko 2 punkty do trzecich Skandynawów.

W konkursie duetów zabraknie wielkiego mistrza – Kamila Stocha. Ten jednak z klasą i dwoma solidnymi skokami zakończył historię swoich występów na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Na dużym obiekcie osiągnął 126,5 i 131,5 metra oraz notę 248,3 punktów, co dało mu 21. miejsce ex-equo z Kapustikiem. Jest to bez wątpienia miłe zakończenie igrzysk i odmiana po 38. miejscu Stocha z mniejszego obiektu. Nasza legenda żegna się z ZIO i teraz jako kibic będzie przyglądać się swoim młodszym kolegom. Żegna się jako 6-krotny Olimpijczyk, 4-krotny medalista, w tym 3 razy złoty. Kamil Stoch dał nam wiele radości, szczęścia i wywołał bez cienia wątpliwości niejedną łzę wzruszenia. Przed nim jeszcze miesiąc rywalizacji w Pucharze Świata, po czym skończy się pewien, niezwykły czas w historii nie tylko polskich, ale całych skoków. Bez dwóch zdań fenomen i prawdziwy sportowiec.

Kamilu, dziękujemy za wszystko, a przy tym liczymy i słusznie, że już w poniedziałek Paweł Wąsek oraz Kacper Tomasiak dadzą nam kolejne powody do szczęścia.

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *