MŚ Trondheim 2025: Umarł król, niech żyje król! Domen Prevc mistrzem świata
Po nieoczekiwanych rezultatach na małej skoczni, nadeszła niespodzianka na obiekcie HS 138. Domen Prevc dzięki swoim świetnym próbom utrzymuje złoty medal dla Słowenii. Wszyscy Polacy w drugiej serii, lecz bez fajerwerków. Nie obyło się bez kontrowersji z udziałem Norwegów.
Po tym, jak na pierwszej serii swój udział w konkursie zakończył Timi Zajc, który bronił tytułu mistrza świata, wydawać się mogło, że to nie będzie dobry dzień dla Słoweńców. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Domen Prevc, ten dzięki próbom na 138 i 140,5 m uzyskał notę końcową na poziomie 301,8 punktu i o 4,6 pkt wyprzedził pierwotnie drugiego Mariusa Lindvika. Pierwotnie, ponieważ po konkursie świat skoków obiegła informacja o dyskwalifikacji Norwega, wraz z jego reprezentacyjnym kolegą – Johannem Andre Forfangiem (był piąty na zakończenie zawodów). Obydwaj zawodnicy, podobnie jak wcześniej zdyskwalifikowany Kristoffer Eriksen Sundal mieli zdaniem FIS oraz ekip z Polski i Austrii (te złożyły protest w ich sprawie) nieregulaminowy kombinezon. W efekcie tych perturbacji doszło do aktualizacji wyników, przez co Jan Hoerl zdobył jednak srebrny a nie brązowy medal, na co złożyły się skoki 134 i 137 metrowe i nota 286,6 pkt. Z czwartego miejsca na pudło wskoczył Ryoyu Kobayashi, który do zwycięskiego Prevca stracił 17,1 pkt.
Najgorszy wynik Biało-czerwonych od lat
Mimo tego, że każdy z Polaków miał okazję oddać po dwa skoki w konkursie na skoczni dużej, to najprawdopodobniej nikt z nich nie będzie wspominał tych mistrzostw jako udanych. Żaden z naszych nie zdobył medalu. Najlepszym wynikiem było 10. miejsce Pawła Wąska na małym obiekcie i 11. na skoczni dużej (129,5 oraz 130,5 m). Dodatkowo to pierwszy czempionat w narciarstwie klasycznym od 2005 roku (Oberstdorf), w którym Polska nie zdobyła medalu w żadnej z dyscyplin (poza skokami w ramach MŚ w narciarstwie klasycznym rywalizują jeszcze m.in. biegacze narciarscy).
Oprócz Pawła Wąska spośród Polaków, w sobotnich zawodach wystąpili jeszcze Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł oraz Jakub Wolny. Kubacki przez wyżej wspomniane dyskwalifikacje Norwegów zajął 15. miejsce i o trzy lokaty poprawił się względem pierwszej serii (skoki na odległość 126 i 127,5 m). Aleksander Zniszczoł oddał dwa średnie, lecz równe skoki, na poziomie 122 metrów, co pozwoliło mu zająć ostatecznie 22. pozycję i poprawić się o 6 miejsc w porównaniu z półmetkiem zmagań. Na 27. miejscu był Jakub Wolny, który skakał 123,5 oraz 120 metrów i zaliczył awans o dwa miejsca względem pierwszej serii.
Z jak zawód
Tego czempionatu poza Polakami nie będą także najcieplej wspominać dwaj Austriacy: Daniel Tschofenig oraz Stefan Kraft. Do Norwegii przyjechali jako kolejno pierwszy i trzeci zawodnik bieżącej edycji Pucharu Świata. Wprawdzie zdobyli medal, ale srebrny i to w rywalizacji drużynowej, gdzie jednak byli murowanymi faworytami do złotego medalu. Jednak i tak największym rozczarowaniem są dla nich zawody indywidualne. Tschofenig na małym obiekcie był dopiero 21. natomiast w sobotnich zmaganiach uplasował się już w TOP 10 (9. miejsce), jednak skoki na 128,5 oraz 136 metrów, nie były szczytem jego możliwości. Bardziej doświadczony z Austriaków w pierwszych zawodach był szósty, natomiast na skoczni dużej zajął 12. miejsce. Poza Kraftem i Tschofenigiem w Trondheim nie spisał się również Pius Paschke. Niemiec, który od dwóch miesięcy jest bez formy, dobitnie potwierdził to w sobotę, kiedy podobnie jak w poprzednią niedzielę był tłem dla rywali (30 i 28 lokata). Timi Zajc również ma za sobą kiepski start w Norwegii. Słoweniec w pierwszym konkursie zajął 37. lokatę i gdy się wydawało, że już gorzej być nie może, to nadeszły zawody na dużej skoczni, gdzie bronił tytułu sprzed dwóch lat i gdzie też skończył zmagania na 45. miejscu z uzyskanymi ledwie 111,5 metrami.
To już koniec mistrzostw do widzenia!
Obrazek wyróżniający: Pixabay
