73. Turniej Czterech Skoczni: Trzech Króli
Równo 10 lat po ostatnim austriackim trumfie, skoczek z kraju współgospodarza – Daniel Tschofenig wygrywa prestiżowy turniej. Tym samym staje się pierwszym skoczkiem urodzonym w XXI wieku, który zdobywa Złotego Orła. Polacy kończą zmagania z mieszanymi uczuciami.
Przed obecną edycją Turnieju Czterech Skoczni coraz słabiej zaczął spisywać się lider PŚ – Pius Paschke. Niemiec w ostatnich zawodach przed TCS (w Engelbergu) był kolejno 10 i 18. Moc natomiast pokazali Austriacy, którzy zdominowali zmagania w Szwajcarii, wygrywając obydwa konkursy za sprawą Daniela Tschofeninga i Jana Hoerla. Do formy wracał też Stefan Kraft.
Co istotne z polskiej perspektyw, kilka dni przed konkursem w Oberstdorfie dowiedzieliśmy się o tym, że cały turniej opuści nasz 3-krotny Mistrz Olimpijski – Kamil Stoch. Skoczek z Zębu był co prawda w nierównej formie i zajmował miejsce w 3. dziesiątce klasyfikacji PŚ, jednak była to o tyle bezprecedensowa sytuacja, że Stoch ostatni raz nie wystąpił w niemiecko-austriackich zmaganiach w sezonie 2004/05.
Te wszystkie czynniki powodowały, że bieżąca edycja TCS zapowiadała się tym bardziej wyjątkowo i emocjonująco. Jedno z kluczowych pytań brzmiało: Czy Niemiec po 23 latach przerwy wreszcie zgarnie Złotego Orła. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
Przystanek Oberstdorf
Kwalifikacje do pierwszych zawodów w ramach 73. TCS to istna dominacja Austriaków. Pierwsze pięć lokat zajęli odpowiednio: Daniel Tschofenig, Stefan Kraft, Michael Hayboeck, Jan Hoerl oraz Maximilian Ortner. W dużym skrócie – nuda. Niewiele inaczej było w dalszej części turnieju.
Spośród Polaków czwórka naszych dostała się do konkursu, przez kwalifikacje nie przeszedł Jakub Wolny. Co ciekawe najlepszym z Biało-Czerwonych był Piotr Żyła, który zajął 14. Miejsce. Nasz lider – Paweł Wąsek był 42. Dalszy los turnieju pokazał jednak, że te rezultaty były sportową anomalią.
W konkursie w całkiem mocnych parach znaleźli się nasi reprezentanci. Pierwszą z nich wygrał Jakub Wolny, który pokonał Anttiego Alto. Aleksander Zniszczoł miał mniej szczęścia i uległ faworyzowanemu Adreasowi Wellingerowi, który pokonał Polaka o 6 metrów (129. metrów Niemca). Rywalizację w parze przegrał też Piotr Żyła, który skoczył gorzej niż Artii Aigro. Świetnie poradził sobie natomiast Paweł Wąsek, który skokiem na 137 metr, a więc odległości o 2 metry lepszą od rywala – Karla Geigera zwyciężył w parze, w której nie był faworytem. Ostatecznie konkurs wygrał Stefan Kraft, ze skokami na 138 i 135,5 metrów. Drugi był Jan Hoerl, a trzeci Daniel Tschofenig. Paweł Wąsek natomiast zaczął turniej od 10. lokaty. Drugim i ostatnim z naszych w finałowej odsłonie konkursu był Jakub Wolny, który zajął 30. miejsce.
Garmisch-Partenkirchen – zmiana lidera
W serii kwalifikacyjnej wygrali Austriacy, całe pudło przypadło przedstawicielom tej nacji, Hoerlowi, Tschofeningowi i Haybeckowi. Można by rzec, że wkradł się kryzys, w końcu poza nimi w TOP 5 nie było żadnych Austriaków. To się nazywają problemy…
Polacy w komplecie awansowali do konkursu. Najlepszy z nich – Wąsek był 18. Rzutem na taśmę natomiast zakwalifikował się Dawid Kubacki, skoczek z Nowego Targu był na 48. miejscu, co wiązało się z konkursową rywalizacją przeciwko Michaelowi Haybeckowi, będącemu w świetnej formie.
W drugim konkursie 73. TCS ponownie tylko dwóch naszych skoczków awansowało do finałowej „30”. Byli to: Piotr Żyła (pokonał Jakuba Wolnego w parze) oraz Paweł Wąsek, który znalazł się w serii finałowej jako Lucky Loser. 25-latek przegrał w parze z Naokim Nakamurą, jednak po próbie na 127 metr, jako 14. zawodnik pierwszej serii, mógł kontynuować noworoczne zawody. W finałowej odsłonie zmagań, niezły skok oddał Piotr Żyła, Cieszynian osiągnął 128,5 metra, zatem próbę o 8,5 metra lepszą niż wcześniej, jednak na wiele się to nie zdało i ten skończył konkurs na 29. lokacie,takiej samej jak po pierwszej serii. Lepszy skok oddał też Paweł Wąsek (132,5 metra), lecz w jego przypadku wiązało się to ze spadkiem na 16. miejsce. Zmagania w Ga-Pa zwyciężył Daniel Tschofenig, dzięki skokom na odległości 141,5 oraz 143 metrów. Tym też sposobem, po raz pierwszy w karierze stał się liderem Pucharu Świata, w czym pomogła mu postawa ustępującego lidera Piusa Paschke (dziewiąty w Ga-Pa). Podium uzupełnili Gregor Deschwanden oraz Michael Hayboeck.
Co warte uwagi Hayboeck tego dnia pobił należący wcześniej do Dawida Kubackiego rekord skoczni. Austriak skoczył 145 metrów, dosłownie chwilę po próbie Dawida Kubackiego… z którym rywalizował w parze w ramach systemu KO.
Innsbruck – Austriacy w swojej lidze i życiówka Wąska
Kwalifikacje bez zaskoczenia wygrał Austriak – Jan Hoerl, w TOP 10 znalazło się jeszcze pięciu jego rodaków. Bez zaskoczeń, jednak w czołowej trójce było miejsce dla Forfanga i Deschwandena. Polacy awansowali w komplecie, natomiast przez dość dalekie lokaty, tylko jeden z nich mógł liczyć na rozstawienie w parze – Paweł Wąsek, który był 24. w sesji kwalifikacyjnej.
Już w samym konkursie nie zawiódł Paweł Wąsek, który skokiem na odległość 129 metrów zdołał pokonać Naokiego Nakamurę, meldując się w drugiej serii z 9. notą. W swojej parze zwyciężył też Jakub Wolny, który awansował do finałowej odsłony konkursu z 29. wynikiem i odległością na poziomie 120,5 metra. Kolejnym z naszych, który zwyciężył w rywalizacji KO był Dawid Kubacki, ten skokiem 121,5 metra pokonał Kiliana Peiera. Sporym pechowcem okazał się Aleksander Zniszczoł. 30-latek pomimo 26. noty, został sklasyfikowany na 31. miejscu, przez porażkę w parze z faworyzowanym Hayboeckiem. Piotr Żyła natomiast zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami okazał się gorszy w rywalizacji z Gregorem Deschwandenem. Cieszynian skacząc zaledwie 110 metrów był tylko tłem dla Szwajcara, który wylądował 16 metrów dalej.
Tradycyjnie pierwsze trzy miejsca zajęli Austriacy. Najlepszy z nich – Stefan Kraft osiągnął notę na poziomie 273,3 punktu, dzięki czemu przed rywalizacją w Bischofschofen miał 0,6 pkt przewagi nad Janem Hoerlem (drugi w Innsbrucku) oraz 1,3 nad Tschofeningiem (ten uzupełnił pudło w rywalizacji na Bergisel). Paweł Wąsek natomiast dzięki próbie na 129,5 metra wywindował się z 9. na 5. miejsce w konkursie, a tym samym powrócił do pierwszej ,,10” turnieju. Uzyskując tym samym najlepszy wynik w zawodach PŚ w historii swoich występów. Na 24. lokacie zawody ukończył Jakub Wolny, dwa miejsca niżej znalazł się Dawid Kubacki.
Bischofshofen – Próba nerwów i wielka feta
Dzień przed konkursem, w ramach sesji kwalifikacyjnej najlepszy okazał się Stefan Kraft, drugi był Maximilian Ortner, trzeci Gregor Deschwanden. Co ciekawe z naszej perspektywy, świetny czwarty rezultat uzyskał Paweł Wąsek. Spośród naszych solidną 19. Lokatę zajął Aleksander Zniszczoł, a do konkursu awansował Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Jakub Wolny swój udział w zawodach w Bischofschofen zakończył na kwalifikacjach.
W konkursie dobrze spisał się Paweł Wąsek, który w parze pokonał Kevina Bicknera, a całe zmagania zakończył na 8. miejscu. Identyczną pozycję zajął też w całym turnieju, co jest największym osiągnięciem w jego karierze. W czołowej ,,30″ znalazł się również Dawid Kubacki (ostatecznie 28.), skoczek z Nowego Targu przegrał w parze z Renem Nikaido, jednak zdobył punkty dzięki temu, że był jednym z Lucky Loserów. Na 29. miejscu uplasowano Aleksandra Zniszczoła, który w parze toczył bratobójczy pojedynek z Piotrem Żyłą i okazał się tym lepszym. Objawienie poprzedniego sezonu PŚ pokonało Żyłę o 6,5 metra oraz o 18,1 punktu.
Pierwszoplanowymi postaciami konkursu byli oczywiście Austriacy, którzy do końca między sobą walczyli o zdobycie Złotego Orła. Wojnę nerwów wygrał najmłodszy z nich – Daniel Tschofenig. Lider PŚ zajmował po pierwszej serii dopiero 5. miejsce, jednak dzięki próbie na 140,5 m, zdołał pokonać wszystkich swoich kolegów oraz odrobić straty. Dalej, o 2,5 metra od niego skoczył Jan Hoerl, jednak ten przez to, że jedna z nart mu odjechała, stracił sporo punktów za styl i musiał pocieszyć się drugim miejscem. Lider konkursu i turnieju – Stefan Kraft przez kilka minut nie mógł oddać skoku w związku z silnym wiatrem. Kto wie, może to spowodowało, że skoczył kilka metrów bliżej niż koledzy (137,5 metra) i w ostatecznym rozrachunku musiał się obejść smakiem i zadowolić trzecim miejscem w turnieju, za Hoerlem i wielkim wygranym – Danielem Tschofeningiem.
Zwycięzca 73. Turnieju Czterech Skoczni skończył zmagania z końcową notą na poziomie 1194,4 pkt, to tylko 1,4 punkta więcej niż drugi Jan Hoerl i 4,1 nad trzecim Austriakiem. Osiem skoków, a mimo to w czołówce taki ścisk, co powoduje, że ten turniej pomimo dominacji zawodników jednej nacji, był wyjątkowy, emocjonujący oraz nierozstrzygniętym do ostatniego skoku.
Najlepszy z Polaków, Paweł Wąsek z 1109,3 punktami zajął ostatecznie ósmą lokatę. Jest to jedyny Polak w czołowej ,,30” tego turnieju. 32. był Dawid Kubacki, miejsce za nim Jakub Wolny. Jako 38. zawodnik turniej zakończył Piotr Żyła. Nieoczekiwanie najgorszym z Biało-Czerwonych był Aleksander Zniszczoł, który został sklasyfikowany na 40. miejscu. Jego występ w 73. TCS to spory zawód, zwłaszcza, że ten w seriach próbnych dobrze sobie radził. Ostatniego dnia rywalizacji nawet przeskoczył skocznie. Rozczarowanie tym większe, gdyż ten tylko raz przeszedł pierwszą serię.
Co się z nimi stało?
Turniej Czterech Skoczni niesie za sobą sporą historię, z tego miejsca jednak warto zobaczyć co się dzieje ze zwycięzcami pięciu ostatnich edycji tych prestiżowych zmagań.
Oto Oni:
Dawid Kubacki – zwycięzca turnieju w sezonie 2019/20, obecny TCS ukończył na 32. Miejscu, a jego najlepszy wynik to 26. miejsce w Innsbrucku. Zdecydowanie nie jest to rezultat marzeń.
Kamil Stoch – najlepszy w TCS z sezonu 2020/21, gorsze skoki przeplata średnimi, turniej jednak obejrzał w domu.
Ryoyu Kobayashi – triumfator edycji 2021/22 oraz 2023/24 (w tej edycji, co ciekawe w każdym konkursie był na drugim miejscu), obecnie jest bardzo stabilny, jednak nie takiej regularności życzyłby sobie Japończyk. 2-krotny zdobywca kryształowej kuli skończył 73. TCS dopiero na 15. lokacie, siedemnasty jest w PŚ.
Halvor Egner Granerud – zdobywca Złotego Orła sprzed dwóch lat jest dziś cieniem zawodnika z momentu gdy, zdobywał najwyższe laury. Tegoroczny TCS zakończył na 18. lokacie, w Pucharze Świata wygląda nawet gorzej, gdzie jest 19. w klasyfikacji generalnej.
Obrazek wyróżniający: Pixabay
