SportSporty zimowe

XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan Cortina: Szalony konkurs, wielcy Austriacy i happy end dla Polaków

Debiutujący na ZIO konkurs duetów dostarczył wiele dobrych, dalekich skoków i dramaturgii. Polacy od początku utrzymywali wysoki poziom i zdobywają upragniony medal – srebrny. Bezkonkurencyjni Austriacy, pościg za medalem i rollercoster z trzeciej serii.

Do poniedziałkowej rywalizacji przystąpiło 17 drużyn. Już od początku można było zauważyć jak wyrównany poziom nas czekał. Z pewnym wyjątkiem, Austriacy skakali przynajmniej poziom wyżej od reszty pretendentów do medali. Po pierwszej serii mieli na swoim koncie 291,2 punkty, tym samym prowadząc o 10,3 pkt nad drugą Słowenią i o 16,7 nad trzecią wówczas Polską. Z bardzo dobrej strony się pokazał Jan Hoerl (137,5 pkt) oraz Stefan Embacher, który skoczył 132 metry. Dobrze konkurs zaczęła para Polaków złożona z: Pawła Wąska oraz Kacpra Tomasiaka. Pierwszy z nich uzyskał w pierwszej serii 133,5 metra, Tomasiak natomiast skoczył dwa metry dalej. Wówczas Polska o 1,2 pkt wyprzedzała Niemców, o 2,2 pkt Japończyków. Powiedzieć, że w czołówce był ścisk to jak nic nie powiedzieć.

Na odległym biegunie znalazły się Rumunia, Chiny, Turcja, Ukraina i Estonia, które zmieściły się w przedziale 13-17 i zakończyły swój udział w duetach na pierwszej serii.

Austria dalej w swojej lidze i zawód Japończyków

Przed zawodami wśród faworytów do złota wymieniano Japończyków, Ci mieli w swoim składzie dwukrotnego medalistę z rywalizacji indywidualnej – Rena Nikaido oraz drugiego zawodnika obecnej edycji Pucharu Świata – Ryoyu Kobayashiego. Samurajowie wprawdzie nie skakali źle, jednak próby na 131 oraz 130 metrów był zbyt krótkie do wskoczenia na podium po dwóch seriach zmagań i co jak się ostatecznie okazało – w całym konkursie. Po dwóch seriach byli szóści i ze zgromadzonymi 535,2 oczkami tracili 2,8 pkt do Norwegów.

Austriacy ponownie pokazali się ze świetnej strony, zwłaszcza Stephan Embacher, który w drugim skoku uzyskał 139 metrów, co mimo 128 m. Hoerla pozwoliło zwiększyć przewagę nad drugim zespołem (Polską) z 10,3 do 21,4 punktów.

W tej części konkursu Polacy zaliczyli awans z 3. na drugą lokatę. Złożyła się na to 129,5-metrowa próba Wąska oraz ponowne 135,5 metrów niezawodnego, indywidualnego medalisty tych igrzysk – Kacpra Tomasiaka. To pozwoliło podopiecznym Macieja Macusiaka z większym spokojem przystępować do trzeciej serii. Nasi mieli wtedy 9,3 pkt przewagi nad trzecią Norwegią, 9,6 nad Niemcami, 11,2 nad Słowenią i 12,1 nad Japończykami.

Niemcom szyki popsuły dwie słabsze próby Andreasa Wellingera. Mistrz olimpijski z PyeongChang 2018 nie doleciał nawet do punktu K (128 metr) i lądował w pierwszej serii na 127,5 oraz w drugiej na 123,5 metra. Philipp Raimund skoczył za to 137 i 137,5 metrów, co utrzymywało Niemców w walce o olimpijski krążek, tak przez dużo słabsze próby Wellingera ostatecznie Ci musieli obejść się ze smakiem.

Na coś zupełnie innego liczyli również Słoweńcy, Ci przez słabszy drugi skok Anze Laniska – 124,5 metra spadli z drugiej na piątą lokatę. Nie pomogły im nawet dobre skoki Domena Prevca (134 oraz 133,5 metra) i Ci też ostatecznie byli poza podium. Skoki mistrza olimpijskiego były solidne, jednak po nim, podobnie jak w przypadku Japończyków spodziewano się znacznie więcej, zwłaszcza że w sobotę skakał na tym obiekcie nawet za rozmiar usytuowany na 141. metr.

Druga seria, która jak się potem okazało była zarazem ostatnią, stała się szczęśliwa dla Norwegów i Ci przez 129,5 metrów Johanna Andre Forfanga oraz 137 metrów Kristoffera Eriksena Sundala wskoczyli do TOP 3.

Konkurs na drugiej serii zakończyły: Finlandia, Włochy, Kazachstan i Francja. Ilya Mizernykh tym razem nie skakał tak jak w rywalizacji indywidualnej (tam był 8.) i osiągał 127 i 122,5 metra, a jego reprezentacja – Kazachstan zajęła 11. miejsce.

Zima zaskoczyła… skoczków

Pierwsza grupa w trzeciej serii miała szczęścia i skakała w dość dobrych warunkach, bez dodatkowych wybryków matki natury. Przy tym niestety wkradły się nerwy do naszej drużyny, Paweł Wąsek który wtedy skoczył 129 metrów, miał o tyle słabszą próbę w porównaniu do np. Rena Nikaido, że nasza reprezentacja spadła z drugiego na czwarte miejsce. Ostatnia grupa musiała się mierzyć z intensywnymi opadami śniegu, to się wiązało z przerwami i zaśnieżonym torem najazdowym, przez co skoczkowie osiągali gorsze prędkości. Gdy przyszła pora na Kacpra Tomasiaka, warunki były tym trudniejsze, że 19-letni skoczek musiał czekać kilkanaście minut na oddanie swojej próby. Ostatecznie oddał skok, ale tylko na 124,5 metra. Miała być walka o podium, a było wprawdzie trzecie miejsce, lecz w sytuacji, gdy zostało trzech skoczków do końca.

Nastąpił jednak zwrot akcji, po Tomasiaku już nikt nie skoczył, a jury podjęło decyzję o anulowaniu wyników trzeciej serii, dzięki czemu Polacy mogli się cieszyć ze srebrnego medalu, Norwegowie z brązu, natomiast Austriacy z w pełni zasłużonego złota.

Tak o to zima zaskoczyła skoczków i organizatorów zawodów, a nie kierowców. Polacy mogą odetchnąć z ulgą i słusznie, zwłaszcza, że dwie serie nasi zawodnicy mieli bardzo dobre, więc zaśnieżony rozbieg nie powinien rozdawać medali, lecz sama, sprawiedliwa rywalizacja.

Wielkie rzeczy

Kacper Tomasiak tym srebrnym medalem, zakończył tegoroczne Zimowe Igrzyska Olimpijskie z trzema krążkami – dwoma srebrnymi i jednym brązowym. Tak też został pierwszym polskim skoczkiem, który wywozi z jednych igrzysk 3 medale. Co więcej, wszedł do elitarnej grupy Polaków, którzy zdobyli w trakcie jednych igrzysk 3 medale. Licząc letnie oraz zimowe IO, wcześniej dokonały tego: Irena Szewińska (1964 Tokio, 1x złoto, 2x srebro), Otylia Jędrzejczak (Ateny 2004 1x złoto, 2x srebro) i Justyna Kowalczyk (Vancouver 2010, 1 złoto, 1x srebro, 1x brąz). Osiągnięcie legendarne, zacne grono, tym większe robi to wrażenie, gdy przypomnimy sobie o tym jak młody jest Kacper Tomasiak oraz jak wiele jeszcze przed nim.

Paweł Wąsek natomiast przyjeżdżał na ZIO, jako 39. zawodnik Pucharu Świata, który według wielu mniej niż np. Maciej Kot zasłużył na ten wyjazd. Cieszynianin udowodnił, że nominacja była uzasadniona i skakać potrafi, zwłaszcza, że nie przypadkiem był 14-tym zawodnikiem PŚ w sezonie 2024/25. Wreszcie ma olimpijski medal, który miejmy nadzieję, że da mu jeszcze więcej, niezbędnej – wiary w siebie.

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *