Piłka nożnaSport

Mistrzostwa Świata 2026: Podsumowanie pierwszej kolejki fazy grupowej. Grupy A-F

Za nami pierwsza kolejka piłkarskich Mistrzostw Świata 2026. Nie zabrakło zaskoczeń, wysokich wyników oraz masy pięknych emocji, w tym dobrych meczy. Pod lupę bierzemy grupy od A do grupy F.

Grupa A: Pewna wygrana gospodarzy, czerwone kartki oraz Korea górą!

Tegoroczny mundial otworzył mecz Meksyk – Republika Południowej Afryki. Zgodnie z oczekiwaniami lepsi okazali się gospodarze, którzy już w 9. minucie otworzyli worek z bramkami, a autorem premierowego gola był Julian Quinones. Ten naturalizowany Meksykanin mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę, ale trafił tylko w słupek, generalnie cały mecz może zaliczyć jako udany, gdyż wyróżniał się na tle graczy RPA szybkością i dryblingiem. Całe spotkanie było zdominowane przez zawodników Javiera Aguirre, a w 67 minucie udało im się wyjść na dwubramkowe prowadzenie (2:0), którego już nie oddali, a swoje premierowe trafienie na mundialu zaliczył Raul Jimenez. Jednak gole z tego spotkania zostały przyćmione przez 3 czerwone kartki. Jedną otrzymał Yaya Sithole, za faul rywala, gdy ten wychodził na czystą pozycję, kolejną dostał Themba Zwane, ponieważ bezprecedensowo uderzył rywala w twarz, gdy RPA wychodziło do ataku. Natomiast po stronie Meksyku wykluczenie otrzymał Cesar Montes, który sfaulował rywala, gdy ten miał wychodzić na dobrą pozycję do zdobycia bramki.

Meksyk – Republika Południowej Afryki 2:0 (Julian Quinones 9′; Raul Jimenez 67′)

Drugi mecz w ramach grupy A; Korea Południowa – Czechy przebiegał pomyślnie dla Azjatów, którzy w pierwszej połowie nawet nie pozwolili oddać celnego strzału Czechom. Mimo to jako pierwsi bramkę zdobyli Czesi, a strzelcem gola był Ladislav Krejci po wrzutce Vladimira Coufala. Radość drużyny z Europy jednak nie potrwała długo i już po 8 minutach gola strzelił In-Beom Hwang, a w 80. minucie miał jeszcze asystę przy trafieniu Oh Hyeon-Gyu. Czesi próbowali wywalczyć przynajmniej remis, a świetną sytuację ku temu miał Adam Hlozek, który z bliska uderzał w lewy dolny róg bramki, jednak tam świetną interwencją popisał się bramkarz Korei. Końcowy wynik to 2:1 dla Korei Północnej, ta po nerwówce, ale zasłużenie wygrała z Czechami, o czym tym bardziej powinna świadczyć statystyka 2,30 xG w porównaniu do tylko 0,83 rywali.

Korea Południowa – Czechy 2:1 (Ladislav Krejci 59′; – Hwang In_Beom 67′; Oh Hyeon-Gyu 80′)

Grupa B: Dobre otwarcie Bośniaków oraz sensacyjny remis w meczu Szwajcarów

Współgospodarze tego turnieju rozpoczęli swoje zmagania w fazie grupowej na Toronto Stadium. Podopieczni Jessego Marscha podjęli Bośnię i Hercegowinę. Od początku meczu kontrolowali i narzucili swoje zasady. W pierwszej połowie nie byli w stanie przejść zdyscyplinowanej obrony przeciwników i to zespół z Europy po golu głową Jovo Lukicia wyszedł na prowadzenie. W drugiej połowie Les Rouges niesieni dopingiem kibiców, zdołali wyrównać stan meczu za sprawą rezerwowego Kyle Larina. Mecz zakończył się podziałem punktów i odczuwalny był niedosyt z obu stron.

Kanada – Bośnia i Hercegowina 1:1 (Cyle Larin 78’ – Jovo Lukic 21’)

Szwajcarzy byli faworytami tego spotkania. Wyszli oni na prowadzenie za sprawą rzutu karnego wykorzystanego przez Breela Embolo, przy którym nie zabrakło kontrowersji, ponieważ przestał działać półautomatyczny system do spalonych. Szwajcarzy nadal naciskali, ale okazje przez nich tworzone nie doprowadziły do podwyższenia wyniku. Katar wyprowadzał pojedyncze kontrataki. W doliczonym czasie drugiej połowy, po rzucie rożnym swojego bramkarza pokonał Miro Muheim. Był to pierwszy, historyczny punkt gospodarzy poprzedniego czempionatu.

Katar – Szwajcaria 1:1 (Miro Muheim 90+4’ (og.) – Breel Embolo 17’ (k.))

Grupa C: Intensywna pierwsza połowa Brazylii i Maroko oraz wygrana Szkocji po 36 latach

Bez wątpienia spotkanie między Canarinhos prowadzonymi przez Carlo Ancelottiego, a Lwami Atlasu, których selekcjonerem od tego roku jest Mohamed Ouahbi, było jednym z hitów oraz najbardziej wyczekiwanych meczy pierwszej kolei zmagań w ramach fazy grupowej. Tak też było w pierwszej połowie, stojącej na wysokim poziomie, w której groźniejsza wydawała się reprezentacja Maroka. Bardzo aktywny był Achraf Hakimi, który notorycznie zbliżał się pod pole karne Brazylijczyków, przy czym kończył te próby niecelnymi uderzeniami. Konkret nadszedł w 21. minucie, gdy po stracie Lucasa Paquety, piłkę przejął Brahim Diaz, ten długim podaniem obsłużył Ismaela Saibariego, który następnie pewnym lobem pokonał Alissona i wyprowadził Maroko na prowadzenie. Mimo przewagi Afrykańczyków już w 32. minucie gola na 1:1 strzelił Vinicius Junior, który finezyjnym i mocnym uderzaniem z pola karnego nie dał szans Bono. Jak się finalnie okazało, to był ostatni gol tego meczu i Maroko z Brazylią podzieliły się punktami, w bardzo zażartej rywalizacji.

Brazylia – Maroko 1:1 (Ismael Saibari 21′; – Vinicius Junior 32′)

W innym spotkaniu tej grupy, powracająca po 28 latach na mundial Szkocja, chciała zacząć ten turniej od wygranej, zwłaszcza, że Haiti to na papierze najsłabsza drużyna tej grupy. Tak też się stało i w 28. minucie Johm McGinn wyprowadził Szkotów na prowadzenie i finalnie dał im pierwsze zwycięstwo w meczu Mistrzostw Świata od 36 lat. Haitańczycy mieli swoje sytuacje, zwłaszcza tę Frantzdy Pierrota, z 85. minuty, jednak ten posłał piłkę tylko obok słupka.

Haiti – Szkocja 0:1 (John McGinn 28′)

Grupa D: Pewny start Amerykanów i obrona Australii

Jankesi drugi mundial na swojej ziemi rozpoczęli meczem z Paragwajem na Los Angeles Stadium. W pierwszej połowie z łatwością sforsowali obronę przeciwników, szybko obejmując prowadzenie po samobójczym trafieniu Damiána Bobadilli. Przed przerwą dwukrotnie podwyższył je Folarin Balogun, jeszcze jedną bramkę zabrał mu minimalny spalony. W drugiej połowie zespół z Ameryki Południowej zdołał strzelić honorowego gola za sprawą Maurício. Mecz zakończył się jednak efektownym triumfem The Stars and Stripes, po tym jak w doliczonym czasie wynik ustalił rezerwowy Giovanni Reyna.

USA – Paragwaj 4:1 (Damian Bobadilla 7’ (og.); Folarin Balogun 31’, 45+5; Giovanni Reyna 90+8 – Mauricio 73’)

W drugim meczu grupy D doszło do niespodzianki. Turcy od początku ruszyli do ataków za sprawą Ardy Gülera, który dyrygował całą ofensywną grą. Gwiazdy Półksiężyca nadal naciskały, ale tworzone przez nich okazje nie doprowadziły do otwarcia wyniku. Piękny strzał gwiazdy Turcji został obroniony przez Patricka Beacha. Australia wyprowadzała zabójcze kontrataki. W pierwszej połowie prowadzenie dał im dwudziestoletni Nestory Irankunda, a po przerwie rezultat efektownym uderzeniem z dystansu ustalił Connor Metcalfe. Było to pierwsze zwycięstwo podopiecznych Tony’ego Popovicia na tym turnieju.

Australia – Turcja 2:0 (Nestory Irankunda 27’; Connor Metcalfe 75’)

Grupa E: Chwilowy ,,kubeł zimnej wody” Niemców i dramat Ekwadoru

Nasi zachodni sąsiedzi rozpoczęli swoje zmagania w fazie grupowej na Houston Stadium. Podopieczni Juliana Nagelsmanna podjęli debiutujące Curaçao. Początek meczu był w wykonaniu Niemców spokojny. Dzięki trafieniu Felixa Nmechy wyszli na prowadzenie. Został wylany na nich „kubeł zimnej wody” za sprawą historycznego gola Livano Comenenci. Pod koniec pierwszej części spotkania Niemcy wbili dwa gole. W drugiej połowie Nationalelf zdołali jeszcze bardziej podwyższyć stan meczu za sprawą skutecznych rezerwowych i rozbić przeciwników.

Niemcy – Curacao 7:1 (Felix Nmecha 6’; Nico Schlotterbeck 38’; Kai Havertz 45+5, 88’; Jamal Musiala 47’; Nathaniel Brown 68’; Denis Undav 78’ – Livano Comenencia 21’)

Ekwadorczycy byli faworytami tego spotkania i przejęli inicjatywę w tym meczu. La Tri cały czas naciskali, ale żadna z okazji stworzonych przez nich nie pozwoliła im na otwarcie wyniku. WKS wyprowadzał pojedyncze kontrataki. W doliczonym czasie drugiej połowy, po świetnym wyprowadzeniu piłki przez Wilfrieda Singo bramkarza rywali precyzyjnym strzałem pokonał Amad Diallo. Dla Słoni było to bardzo ważne zwycięstwo na inaugurację tego turnieju.

WKS – Ekwador 1:0 (Amad Diallo 90’)

Grupa F: Tam miała być Polska… Holandia na remis z Japonią i pewne wejście w turniej Szwedów

Pierwsza połowa spotkania Holendrów z Japończykami w porównaniu z kolejną odsłoną meczu przebiegła spokojnie, żadnych bramek kibice zgormadzeni na stadionie w Arlington nie ujrzeli. Wszystko się zmieniło w 51. minucie, gdy Ryan Gravenberch dośrodkował w pole karne, a piłkę tę do bramki wpakował Virgil Van Dijk, otwierając w ten sposób wynik meczu. Drużyna prowadzona przez Ronalda Koemana nie nacieszyła się długo tym prowadzeniem i po sześciu minutach Samurajowie wyrównali. W 64. minucie znowu dobre podanie posłał Gravenberch, wtedy to asystował Crysencio Summervile i w ten sposób Holandia znów była do prowadzenie. Gdy Holendrzy mogli zacząć dopisywać sobie 3 punkty w tabeli, w 89. minucie, po rzucie rożnym gola strzelił Daichi Kamada, po rzucie różnym. Tak też zakończył się „mecz na szczycie” grupy F, którego wynik można uznać za sprawiedliwy.

Holandia – Japonia 2:2 (Virgil Van Dijk 51′; Crysencio Summerville 64′ – Keito Nakamura 57′; Daichi Kamada 89′)

Kolejny mecz tej grupy to Szwecja – Tunezja. Zgodnie z oczekiwaniami lepsi okazali się Szwedzi, jednak skala zwycięstwa mogła zaskoczyć nawet samych Skandynawów. Reprezentacja Trzech Koron ograła 5:1 Tunezyjczyków, którzy tylko potwierdzili w jak fatalnej formie są, a przed mundialowa porażka 5:0 z Belgią nie była przypadkiem. Szwedzi poza końcówkę pierwszej połowy gdy stracili bramkę i Tunezja miała kontakt (2:1), nawet na moment nie dali złudzeń swoim rywalom kto tu jest lepszy. Na domiar złego dla rywali z Afryki, dwie bramki zdobył Yasin Ayari, który ma pochodzenie tunezyjskie, przez co po swoich trafieniach zrezygnował z celebracji. Po golu i asyście zaliczyli też Viktor Gyokeres i Aleksander Isak, dla których jest to na pewno miły początek mundialu, zwłaszcza po niełatwym dla obydwu sezonie klubowym.

Co ciekawe po tym meczu zwolniony z funkcji selekcjonera został Sabri Lamouchi, który prowadził Orły Kartaginy w zaledwie 5 meczach, spośród których wygrał jeden, raz remisował w pozostałych meczach przegrywał. Jego następcą został znany m.in. z prowadzenia Saudyjczyków Herve Renard.

Szwecja – Tunezja 5:1 (Yasin Ayari 7, 84′; Aleksander Isak 30′; Viktor Gyokeres 59′; Mattias Svanberg 84′ – Omar Rekik 43′)

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *