Mistrzostwa Świata 2026: Podsumowanie 1/16 finału, część 1
Last dance Legendy, Niemcy za burtą i wielka Francja. To tylko część tego co miało miejsce w 1/16 finału pólnocno-amerykańskiego mundialu.
Bohater z San Lorenzo mówi auf wiedersehen
Jednym z pierwszych meczów 1/16 finału tegorocznych MŚ było spotkanie Niemiec z Paragwajem. Faworytem byli zawodnicy Juliana Nagelsmanna. W meczy faktycznie to 4-krotni Mistrzowie Świata przeważali. Jednak jako pierwsi na prowadzenie wyszli Paragwajczycy, dzięki bramce Julio Encesio. Ten przed mundialem miał uraz i niepewne było czy w ogóle zagra w turnieju, a ten już ma dwie asysty oraz bramkę. Tak też w 42. minucie dał radość swojemu krajowi i strzałem główką pokonał Manuela Neuera. W 54. Minucie Kai Havertz strzelił gola i był remis. Ten wynik mimo prób naszych zachodnich sąsiadów utrzymał się już do końca regulaminowego czasu gry i mieliśmy dogrywkę. W 102. minucie do siatki trafił Jonathan Tah, jednak przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego odgwizdano faul i finalnie nie uznano tej bramki. Jak się później okazało nie był to jedyny zawód obrońcy Bayernu Monachium tego dnia. Tak też doszło do karnych. Jako pierwsi strzelali Niemcy, jednak 3 z nich nie trafiła, w tym sam Tah, który w szóstej serii 11 strzelił nad bramką. Nie pomógł nawet Manuel Neuer, który świetnie wybronił strzał Fabiana Balbueny, lecący w okolice słupka. Jose Canale natomiast ustalił wynik karnych na 4:3 i Paragwaj gra dalej. To nie był turniej Niemców, to nie był czas wracającego z dwuletniej rozłąki z kadrą Manuela Neuera, który obronił 50% strzałów (5/10) i w niczym nie pomógł swojej drużynie. Pytanie: Czy to miało sens? Hulać tak, kolejny raz? Przed turniejem była debata czy jest sens stawiać na Neuera, który od dwóch lat i tak nie był w kadrze Niemiec, za to w eliminacjach jedynką był Olivier Baumann, który zdaniem wielu został pokrzywdzony decyzją Nagelsmanna o postawieniu na bramkarza Bayernu. Niemcy natomiast 3 raz z rzędu nie mogą wejść do 1/8 MŚ i ich obrazu nawet nie poprawia pierwsze od 12 lat wyjście z grupy, w końcu to dalej jest obecność najwyżej w TOP 32 drużyn. Sam selekcjoner Julian Nagelsmann podał się do dymisji i już teraz mówi się o powrocie na ławkę trenerską Jurgena Kloppa, który wstępnie wyraził chęć objęcia posady selekcjonera reprezentacji Niemiec.
To jednak didaskalia, na pierwszym planie po tym meczu jest bez wątpienia Orlando Gill grający na co dzień w San Lorenzo, który wybronił 6/7 strzałów w meczu i broniąc przy tym dwa karne.
Niemcy – Paragwaj 1:1 (3:4 k) (Julio Enciso 42’ – Kai Havertz 54’)
Dominacja genetyczna – Szwedzi…!
Bez wątpienia mecz barażowy o MŚ ze Szwecją będzie w nas Polakach siedział jeszcze długo, a każdy mecz sąsiadów zza Morza spotykał się ze sporym zainteresowaniem oraz wsparciem… dla każdego ich rywala. Jednak to możemy wziąć na bok, a na tapet należy wziąć ich mecz z Francją. Trójkolorowi zdominowali Skandynawów na każdym polu a statystka celnych strzałów 12-3 mówi wiele. Samo spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0. Kolejny popis pokazał Kylian Mbappe, autor dubletu, który gdyby nie słupki itd. spokojnie ustrzeliłby hat-tricka. Michael Olise do swojego dorobku dołożył kolejne dwie asysty, a poza nimi mógł mieć bramkę, pierwszą na tym turnieju i zarazem być może gola turnieju. Jednak jego przewrotka skończyła się uderzeniem w słupek.
Francja – Szwecja 3:0 (Kylian Mbappe 45, 74’; Bradley Barcola 53’)
Już było tak dobrze…
Republika Południowej Afryki cały mecz dzielnie się broniła, zwłaszcza pomógł im bramkarz – Ronwen Williams, ten obronił kilka trudnych uderzeń i sytuacji sam na sam. Jednak nawet i On nie był w stanie powstrzymać współgospodarza mundialu. Co najgorsze dla podopiecznych Hugo Broosa, Kanadyjczycy cios na wagę wygranej i awansu do 1/8 wymierzyli w drugiej minucie doliczonego czasu gry, gdy już raczej wyczekiwano dogrywki. Wtedy strzał po ziemi strzał oddał Stephen Eustaquio, który trafiając w lewy dolny róg pokonał bramkarza.
Republika Południowej Afryki – Kanada 0:1 (Stephen Eustaquio 90+2’)
Wygrali lepsi, Ronald Koeman odchodzi z kadry
Rywalizacja Holandii z Marokiem była jak nie najlepiej to jednym z lepiej zapowiadających się meczów 1/16 finału. Pierwsi wygrali swoją grupę, Lwy Atlasu natomiast zajęły drugie miejsce z takim samym wynikiem punktowym jak Brazylia. Co więcej było to spotkanie 8 i 7 drużyny ostatniego Rankingu FIFA. Na papierze mecz godny przynajmniej ćwierćfinału, a tu już było wiadomo, że jedna z tych drużyn pożegna się z turniejem po 4 spotkaniach. W starciu przeważało Maroko, dużo roboty miał bramkarz – Bart Verbruggen i ponownie spisywał się co najmniej na medal, zarówno w pierwszej połowie, kiedy wykazywał się refleksem, jak i w dogrywce. Mimo przewagi Maroka to Holandia jako pierwsza wyszła na prowadzenie i po dobrej kontrze i akcji Crysencio Summervila, Cody Gakpo w 72. minucie strzelił gola. To trafienie dużo znaczyło dla zawodnika Liverpoolu, zareagował bardzo emocjonalnie i ze wzruszeniem, a wszystko to wynikało z tragedii, którą ostatnio przeżył wraz z żoną, która niestety straciła swoją ciążę.
Maroko musiało gonić, Holandia natomiast początkowo dobrze się broniła. Jednak w 90. minucie krycie odpuścił Virgil Van Dijk i Issa Diop po dośrodkowaniu Chemsidine Talibiego wyrównał. Tak też doszło do dogrywki, w trakcie której z dobrą akcją wyszło Maroko, Isamael Saibari dograł do Soufiane Rahimiego w pole karne, ten znalazł się sam na sam z bramkarzem, jednak Verbruggen popisał się świetną interwencją.
To była najgroźniejsza sytuacja w dogrywce. Ostatecznie mecz rozstrzygnął się serią jedenastek. Zaczęli Holendrzy, pewnie i po karnym Teuna Koopmeinersa prowadzili 1:0. Kolejna dobra dla nich wiadomość to tylko poprzeczka Neila En Aynaouiego. Kolejny strzelał Justin Kluivert i ten obił słupek. Dużo szczęścia, wręcz farta miał Rahimi, którego strzał pierwsze obronił bramkarz, ale i tak ostatecznie od nogi wepchnął piłkę do bramki. Następne dwa karne zostały wykorzystane. Po nich nadszedł dramat. Quinten Timber uderzył tylko obok bramki, jednak Achraf Hakimi nie skorzytsał okazji i sam tarfił tylko w słupek i dalej było 2:2 przed piątą serią. W tej fazie zaczęły się rzeczy niespotykane. Do karnego podszedł Summervile, po długim rozbiegu oddał strzał, który epicko, niczym bramkarz w piłce ręcznej, wybronił Bono. Marokańczyk wybronił to uderzenie jedną ręką, nawet się nie rzucając. Serię rzutów karnych zakończył Saibari i dał awans Maroku do 1/8. Holandia w rozpaczy, przeżywa trudny czas a z funkcji selekcjonera odchodzi Ronald Koeman.
Holandia – Maroko 1:1 (2:3 k) ( Cody Gakpo 72’ – Issa Diop 90’)
2:0 to niebezpieczny wynik:
Patrząc na grę Belgii i Senegalu trudno było wskazać faworyta tego meczu. Belgia wyszła jako pierwsza ze swojej grupy, ale jej gra pozostawiała wiele do życzenia, a 2 punkty zdobyte z Egiptem i Iran to nie jest szczyt ambicji tego zespołu. W tym spotkaniu Belgia znowu wyglądała co najwyżej średnio, a nawet słabo. W 51. minucie przegrywała już 2:0 i wydawało się, że to Afrykanie awansują. Tym bardziej, że i tak nie wykorzystali części sytuacji. W końcówce meczu stało się jednak coś nieoczekiwanego i 86. minucie gola kontaktowego strzelił Romelu Lukaku, który nie dał szans bramkarzowi strzelając pod poprzeczkę. Trzy minuty później wyrównał Youri Tilemans kierując piłkę głową do bramki po dośrodkowaniu Leandro Trossarda. Tak też Belgowie wrócili z dalekiej podróży i doprowadzili do dogrywki. Tam wszyscy byli gotowi na rzuty karne, jednak z jej końcem znowu rozprężyli się Senegalczycy i rzut karny, ale przed serią jedenastek otrzymali zawodnicy Rudiego Garcii. W 5 minucie doliczonego czasu gry karnego wykorzystał Tielemans i to Belgia gra dalej.
Belgia – Senegal 2:2 (po dog. 3:2) (Habib DIarra24’; Ismaila Sarr 51’ – Romelu Lukaku 86’; Youri Tielemans 89, 120+5’)
Czerwona kartka nic nie dała
Przyszła pora na głównego gospodarza turnieju – USA. Stany Zjednoczone podejmowały Bośnię i Hercegowinę. Rywal z Bałkanów dobrze wszedł w mecz i grał dość intensywnie. Wszystko jednak do czasu i już po 30 minutach gry USA mogło wyjść na prowadzenie, jednak na spalonym był Florian Balogun. Ten jednak się nie poddał i z końcem pierwszej połowy meczu wyprowadził USA na prowadzenie. W 8 minucie doliczonego czasu gry jeszcze obił poprzeczkę. W 64. minucie Balogun ponownie był na pierwszym planie, ale tym razem nie przez kolejnego gola, lecz za czerowną kartkę, którą otrzymał. To była szansa dla Bośniaków, którzy mogli wykorzystać grę w przewadze i przynajmniej wyrównać. Ci jednak byli na tyle bezsilni, że nie potrafili zagrozić Amerykanom. Podopieczni Mauricio Pochettino jeszcze dobili rywala i wygrali 2:0.
Stany Zjednoczone – Bośnia i Hercegowina 2:0 ( Florian Balogun 45’; Malik Tillman 82’)
Mecz bez większej historii
Spotkanie Hiszpanii z Austrią okazało się dla tych pierwszych prostsze niż myślano po fazie grupowej. La Furja Roja wprawdzie wygrała grupę, ale nie obyło się bez wpadki – remisie z Republiką Zielonego Przylądka, poza tym nie porywali również stylem (poza spotkaniem z Arabią Saudyjską). Sam mecz natomiast przebiegał po ich myśli i Ci zdecydowanie kontrolowali to co działo się na murawie. Wygrali 3:0, jednak równie dobrze mogło być nawet 4:0, jednak nie uznano trafienia Marca Cucurelli, po rzucie rożnym. Jednak nowy lewy obrońca Realu Madryt wynagrodził to sobie asystą przy trafieniu Mikela Oyarzabala. W międzyczasie jeszcze trafił Pedro Porro, a wynik meczu ustalił autor dubletu – Oyarzabal. Na listę strzelców mógł się również wpisać Lamine Yamal, ale jego strzał z linii bramkowej wybił obrońca.
Hiszpania – Austria 3:0 (Mikel Oyarzabal 36, 89’; Pedro Porro 66’)
Rollercoster Chorwatów, radość i płacz
Pierwsza połowa spotkania przebiegła spokojnie i żadna z drużyn nie stworzyła sobie klarowniejszej sytuacji. Wydawać się mogło, że tak obydwie drużyny rozegrają cały mecz i mówiąc kolokwialnie – śmierdziało typowym 0:0. Druga połowa jednak pokazała zupełnie coś innego, a już w 53. minucie gola strzelił Ivan Perisić po strzale w prawy dolny róg. Trzy minuty później Chrowacja mogła już prowadzić 2:0, ale na spalonym znalazł się Igor Matanović. W 61. minucie do sitaki trafił Cristiano Ronaldo, ale i On był na pozycji spalonej. Na jego szczęście finalnie wpisał się na listę strzelców i w 68. minucie pokonał Dominika Livakovicia po rzucie karnym. W 75. minucie szczęścia próbował Mateo Kovacić, który trafił tylko w słupek. Pięć minut później ponownie do bramki trafiła Chorwacja, tym razem Petar Sucic, ale i tym razem był tylko spalony. Nieoczekiwanie bohaterem zawodów został Goncalo Ramos, a więc zmiennik, który w 4 minucie doliczonego czasu gry po świetnym dośrodkowaniu Rafalea Leao głową wepchnął piłkę do bramki. W 13. minucie doliczonego czasu gry gdy już wydawała się pewna wygrana Portugalczyków, po dośrodkowaniu i w zamieszaniu w polu karnym do bramki trafia inny zmiennik – Josko Gvardiol. Chorwacji wybuchli z radość, wręcz ogarnął ich szał i radość, w końcu mogli jeszcze grać o awans i miała czekać ich dogrywka. Jednak po tej akcji sędzia skorzystał z wozu VAR i po konsultacji anulował trafienie Gvardiola, gdyż zgrywający piłkę do niego Mario Pasalić był na spalonym, a to wszystko przez włosy, włosy Igora Matanovicia, o którego musnęła piłka po dośrodkowaniu Ivana Perisicia, przez co zawodnicy Zlatko Dalicia nie dotrwali nawet do dogrywki. Wiele wskazuje na to, że tą porażką, w tak bolesnych okolicznościach, po 3 nieuznanych trafieniach, swoją przygodę na mundialach kończy Luka Modrić. Legendarny pomocnik debiutował na MŚ w 2006 roku, jako młody talent, a w 2018 roku zostawał z Chorwacją Wicemistrzem Świata, 4 lata później wraz z kolegami cieszył się z brązowego medalu. Koniec na każdego czeka, ale nie tak raczej chciał się żegnać z turniejem Modrić, nie w tych okolicznościach. Smutek jednej legendy to dalsze nadzieje na wielkie rzeczy Cristiano Ronaldo, który po 4 meczach ma 3 bramki i ze swoją drużyną – Portugalią dalej jest w grze o zdobycie Mistrzostwa Świata.
Portugalia – Chorwacja 2:1 (Ivan Perisic 53’ – Cristiano Ronaldo 68’; Goncalo Ramos 90+4’)
Obrazek wyróżniający: Pixabay
