Piłka nożnaSport

Mistrzostwa Świata 2026: Podsumowanie trzeciej kolejki. Grupy G-L

Trudy Iranu, fatalny Urugwaj oraz sfrustrowany Bielsa i francuski koncert. Oto tylko część z tego co miało w ostatniej kolejce fazy grupowej.

Grupa G: Odrodzenie Belgów i koszmar Irańczyków

W starciu Egiptu z Iranem to ci drudzy byli bardziej zdesperowani do zdobycia trzech punktów. Egipcjanie narzucili twarde warunki, już w siódmej minucie wyszli na prowadzenia. Sprowokowało to jednak Irańczyków do szaleńczej pogoni za wynikiem. W jedenastej minucie rzut karny zmarnował Mehdi Taremi, ale zaledwie dwie minuty później udało im się wyrównać stan meczu. Team Melli cały czas atakował, na ich drodze stał jednak Oufa Shobeir lub obramowanie bramki. W ostatniej akcji meczu Shoja Khalilzadeh wyniósł swój naród „do nieba”, zdobywając bramkę, analiza VAR jednak wysłała ich „do piekła”, zauważając spalonego.

Egipt – Iran 1:1 (Mahmoud Saber 5’ – Ramin Rezaeian 14’)

Belgia rozbiła Nową Zelandię aż 5:1. Czerwone Diabły po słabym początku fazy grupowej zaprezentowały porywający, ofensywny futbol, całkowicie przejmując kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami od pierwszych minut spotkania. Kevin De Bruyne mistrzowsko reżyserował grę w środku pola, regularnie nękając bramkarza rywali groźnymi strzałami i precyzyjnymi podaniami otwierającymi. Nowozelandczycy zdołali strzelić honorowego gola, nie potrafili jednak zatrzymać genialnie dysponowanej belgijskiej machiny, która tym efektownym zwycięstwem przypieczętowała awans do kolejnej fazy z pierwszego miejsca, w której zmierzy się z Senegalem.

Nowa Zelandia – Belgia 1:5 (Elijah Just 84’ – Leandro Trossard 28’, 50’; Kevin De Bruyne 66’; Romelu Lukaku 86’; Alexis Saelemaekers 90+4’)

Grupa H: Fatalny Urugwaj i sen Vozinhy i spółki trwa dalej

Przed 3 kolejką fazy grupowej Urugwaj musiał przynajmniej zremisować, a najlepiej wygrać jeżeli chciał awansować do 1/16 finału. Wyzwanie jednak było o tyle trudniejsze, gdyż przyszło im się mierzyć z Hiszpanią, która jest przynajmniej kilka półek wyżej od Arabii Saudyjskiej i Republiki Zielonego Przylądka, z którymi Urusi tracili punkty. Z La Furia Roja zawodnicy trenowani przez Marcelo Bielsę mieli sporo problemów, a gdy nawet tworzyli sytuacje to ich grę dobrze czytałą Unai Simon, który mimo jednej słabej interwencji i wypuszczeniu piłki w polu karnym, prezentował się dobrze i kilka razy przechwycił piłki od Urugwajczyków. Co gorsza dla dwukrotnych Mistrzów Świata, w 42. minucie  Hiszpania im strzeliła gola i to ponwonie po błędzie Fernando Muslery, który po strzale ALexa Baeny wypuścił z rąk piłkę, a ta przekroczyła linkę bramki. Tym razem Marcelo Bielsa już nie wytrzymał i po pierwszej połowie zmienił Muslerę na Sergio Rocheta. W drugiej połowie Urusi mimo przebłysków byli bezradni, a na domiar złego mecz kończyli w osłabieniu po czerwonej kartce Agustina Canobbio, z doliczonego czasu gry. Tak też się kończy ten mundial dla drużyny z Ameryki Południowej, która drugi raz z rzędu nie wychodzi z fazy grupowej. Co więcej po meczu, sam Marcelo Bielsa został poproszony o udzielenie wywiadu i przy okazji poganiając dziennikarkę, zdołał na nią nakrzyczeć co doskonale pokazuje jego poziom frustracji wywołany tym mundialem.

Urugwaj – Hiszpania 0:1 (Alex Baena 42’)

Ponownie świetny mecz zaliczyli bramkarze Republiki Zielonego Przylądka – Vozinha oraz Arabii Saudyjskiej – Mohammed Al. Owais. Bohaterowie swoich drużyn z pierwszej kolejki ponownie wykazali się swoim fachem i wybronili to spotkanie swoim drużynom. Jednak znacznie szczęśliwszy jest to remis dla popularnego ,,Cape Verde”, które po trzech remisach zajmuje drugie miejsce w grupie i kosztem Urugwaju zagra w 1/16 i to z Argentyną. Arabia Saudyjska natomiast odpada z turnieju.

Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska 0:0

Grupa I: Asystent Mbappe i bombardowanie Iraku

Sytuacja w grupie I przed drugą kolejką była dosyć klarowna, Francja i Norwegia walczyły o pierwsze miejsce, natomiast Senegal z Irakiem miały nadzieje na wyjście z 3 miejsca. No właśnie Norwegia walczyła o pierwsze miejsce, ale na papierze, ponieważ przed meczem z Francją, trener Stale Solbakken wymienił w pierwszej 11 aż 9 zawodników, podczas gdy Les Bleues dokonali 2 zmiany w porównaniu do pierwszego spotkania. Tak też od początku swoje tempo nałożyli Francuzi i już szybko, bo w 7. minucie objęli prowadzenie, po gole Ousmane Dembele. Zawodnik PSG jeszcze dwukrotnie w pierwszej połowie wpisał się na listę strzelców i skompletował hat-tricka. Przy dwóch trafieniach asystował mu Kylian Mbappe, a sam Dembele gole strzelał w niemal identyczny sposób, według schematu – zejście do środka i uderzenie przy słupku. W międzyczasie gola dla Norwegów strzelił Thelo Aasgaard. W 50’ Norwegia ponownie mogła mieć kontakt z rywalem, w 50. minucie Jorgen Larsen wykonywał rzut karny, po wcześniejszym faulu Theo Hernandeza. Jednak świetną interwencją popisał się Mike Maignan. Z końcem meczu wynik ustalił Desire Doue.

Norwegia – Francja 1:4 (Thelo Aasgaard – Ousmane Dembele 7, 20, 32’; Desire Doue 90+4’)

Kolejny mecz tej grupy to rywalizacja o życie na mundialu, zarówno Senegal jak i Irak miały po dwóch spotkaniach 0 punktów i musiały strzelić jak najwięcej goli aby wyjść z grupy jako trzeci. Tak też się stało i Senegal bardzo szybko otworzył worek z golami, a już w 4. minucie na listę strzelców wpisał się Habib Diarra. Na korzyść Senegalu wpłynął również fakt, że w 13. minucie z gry wykluczono Rebina Sulakę, przez co do końca meczu już grali w przewadze zawodnika. Tym też sposobem teraz to nie Amerykanie, a właśnie Senegal zaczął bombardować obronę Iraku. Na szczęście tylko na boisku, a nie na ich terytorium jak przeszło 20 lat temu czynił to jeden ze współgospodarzy tegorocznego mundialu.

Finalnie Senegal wychodzi z grupy i w 1/16 zagra z Belgią. Irakijczycy natomiast wracają do domu, jednak sam występ na tym turnieju był dla nich czymś, zagrali z mocnymi reprezentacjami i po 40 latach wrócili na ten czempionat.

Senegal – Irak 5:0 (Habib Diarra 4’; Ismaila Sarr 56’; Papa Gueye 59, 71’; Ilman Ndiaye 82’)

Grupa J: Spokojna Argentyna i szał w Kansas

Starcie Algierii z Austrią było niesamowitym spektaklem. Rywalizacji towarzyszyły wielkie podteksty historyczne, nawiązujące do słynnego meczu z 1982 roku. Na boisku kibice zobaczyli prawdziwą wymianę ciosów. Gdy wydawało się, że reprezentacja z Afryki dowiezie cenne zwycięstwo, w doliczonym czasie gry błysnął Sasa Kalajdzic. Napastnik zdobył bramkę w ostatniej akcji, ustalając ostateczny rezultat na 3:3. Ten szalony remis zapewnił upragniony awans do fazy pucharowej obu reprezentacjom. Lisy Pustyni zmierzą się z Szwajcarami, na Das Team czekają Hiszpanie.

Algieria – Austria 3:3 (Rafik Belghali 45’; Riyad Mahrez 60’, 90+3’ – Marko Arnautović 28’; Marcel Sabitzer 55’; Sasa Kalajdzić 90+6’)

Obrońcy tytułu podeszli do starcia w mocno rezerwowym składzie. Debiutanci walczyli niezwykle dzielnie i zdołali strzelić honorową bramkę. Kluczowym momentem widowiska było wejście Lionela Messiego w 60. minucie. Legendarny zawodnik potrzebował zaledwie dwudziestu minut, by popisać się genialnym uderzeniem z rzutu wolnego. Gol na 3:1 przypieczętował triumf Albicelestes, stanowiąc jednocześnie dziewiętnaste trafienie kapitana w historii jego występów na mistrzostwach świata. Następny mecz rozegrają z debiutantem Republiką Zielonego Przylądka.

Jordania – Argentyna 1:3 (Mousa Tamari 55’ – Giovani Lo Celso 19’; Lautaro Martinez 31’(k.); Lionel Messi 80’)

Grupa K: Costa broni Portugalię i Kongo w fazie pucharowej

W grupie K do końca o pierwsze miejsce walczyła Kolumbia i Portugalia. Te też się mierzyły ze sobą w ostatniej kolejce fazy grupowej. Lepiej wyglądała Kolumbia i to Ona tworzyła więcej klarownych okazji, najbliżej szczęścia była w doliczonym czasie gry, ale finalnie nie uznano trafienia Davinsona Sancheza i mecz zakończył się bezbrakowym remisem. Zespół z Ameryk Południowej kończy grupę na pierwszym miejscu, a następny mecz zagra z Ghaną. Na papierze ma całkiem „przyjemną” drabinkę i jeżeli wygra z Afrykanami to w 1/8 zmierzy się z wygranym meczu Szwajcaria – Algieria. Portugalia natomiast może być rozczarowana i poza świetnym meczem z Uzbekistanem (wygranym 5:0), wywalczyła jeszcze 2 punkty i z 5 punktami kończy grupę jako druga. Już w 1/16 musi mierzyć się z brązowym medalistą ostatniego mundialu – Chorwacją a po ewentualnym wygranym meczu z drużyną Zlatko Dalića zagra z wygranym pary Hiszpania – Austria.

Kolumbia – Portugalia 0:0

W tym samym czasie grały ze sobą Demokratyczna Republika Konga z Uzbekistanem. Faworytem wydawał się być zespół z Afryki. Jednak jako pierwsi na prowadzenie wyszli Uzbecy po trafieniu Eldora Shomurdova z 10. minuty. Wynik jednak nie oddawał przebiegu spotkania i to Kongijczycy przeważali. Jednak na pierwsze trafienie musieli poczekać aż do 68. minuty, gdy Yoane Wissa wykorzytsał rzut karny. Dziesięć minut później na prowadzenie wyprowadził ich Fiston Mayele, a 3 punkty zatwierdził im drugi gol Wissy, z 90+1. minuty, który strzełem po ziemi zaskoczył bramkarza. Tak też zespół Demokratycznej Republiki Konga po raz pierwszy w swojej historii wychodzi z grupy na mundialu i to jako najwyżej sklasyfikowana drużyna spośród trzecich miejsc. Następny mecz zagrają z Anglią.

Demokratyczna Republika Konga – Uzbekistan 3:1 (Yoane Wissa 68, 90+1’; Fiston Mayele 78’ – Eldor Shomurodov 10’)

Grupa L: Spokojne zwycięstwa faworytów

Mecz Panamy z Anglią zakończył się zwycięstwem Synów Albionu, co przypieczętowało ich awans z pierwszego miejsca w grupie L. Przez całą pierwszą połowę podopieczni Thomasa Tuchela bezskutecznie próbowali przebić się przez zorganizowaną defensywę rywali. Przełom nastąpił dopiero w sześćdziesiątej drugiej minucie, gdy Jude Bellingham skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Pięć minut później Harry Kane podwyższył wynik strzałem głową, zostając samodzielnym najlepszym strzelcem Anglii w historii mistrzostw świata. Drużyna z Europy zagra w 1/16 finału z Demokratyczną Republiką Konga.

Panama – Anglia 0:2 (Jude Bellingham 62’; Harry Kane 67’)

Starcie Chorwacji z Ghaną dostarczyło znacznie więcej emocji. Chorwaci objęli prowadzenie w trzydziestej pierwszej minucie dzięki bramce Petara Sucicia, jednak Ghańczycy wyrównali w siedemdziesiątej trzeciej minucie za sprawą Derricka Luckassena. Decydujący cios zadali Vatreni. W osiemdziesiątej trzeciej minucie Nikola Vlasić strzelił gola głową po dośrodkowaniu Luki Modricia. Wymęczone zwycięstwo zapewniło Chorwacji drugie miejsce, a w następnej fazie zmierzą się z Portugalią.

Chorwacja – Ghana 2:1 (Petar Sucic 31’; Nicola Vlasić 83’ – Derrick Luckassen 73’)

Obrazek wyróżniający: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *