Pracoholizm na pokaz, czyli o szkodliwości kultury hustle

Do niedawna mogło się wydawać, że uzależnienie od pracy to udręka rodem z poprzedniej epoki, a dzisiejsi dwudziestolatkowie są tym beztroskim pokoleniem, które chciałoby pracować jak najmniej, zarabiając przy tym kilkakrotność średniej krajowej. Okazuje się jednak, że zmutowany wirus pracoholizmu uderzył ponownie, choć tym razem zakamuflowany filtrem z Instagrama i modnym hashtagiem.  

Słowo hustle może być tłumaczone na język polski jako pośpiech, rwetes, krzątanina. Żaden z tych wyrazów nie oddaje jednak w pełni znaczenia swojego angielskiego odpowiednika, gdyż nie bez powodu w mowie potocznej funkcjonuje także określenie hustler i służy do opisu oszusta, wyłudzacza. Co więc kryje się pod sformułowaniem kultura hustle i dlaczego nie jest ono tylko synonimem pracoholizmu?

„Nie można zmienić świata pracując 40 godzin tygodniowo” – słowa wypowiedziane przez Elona Muska to nie tylko niewinny cytat motywacyjny, którym trenerzy osobiści karmią swoich wyznawców. To krótkie zdanie wypowiedziane przez założyciela Tesli jest swoistym manifestem pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków, powoli wkraczających na ekstremalnie konkurencyjny rynek pracy. Jak zaznaczyć swoją obecność w tym świecie, gdy wszelkie przełomowe odkrycia i wynalazki zostały już dokonane, a poprzednie pokolenie nawet w kosmos zaczyna latać z coraz to większą regularnością? Nie jest to przecież etap, gdy jesteśmy gotowi zaakceptować fakt, że czeka nas jedynie zwyczajne życie. Co więc zrobić? Jak uniknąć losu miliardów ludzi na całym świecie? Trzeba pracować o wiele dłużej i ciężej od innych.

Gdy inni kładą się spać, ty zaparzasz sobie kawę w swoim nowym, nad wyraz estetycznym, ozdobionym właściwym cytatem motywacyjnym kubku, otwierasz laptopa, wyjmujesz spisane perfekcyjnym charakterem pisma notatki, kilka stosów kolorowych kartek samoprzylepnych i zabierasz się do pracy. Pierwsze kłopoty pojawiają się już po 20 minutach. Nie dodałeś na Instagrama zdjęcia swojego perfekcyjnie przygotowanego stanowiska i kubka z kawą, z której już od jakiegoś czasu nie snuje się para i teraz na potrzeby zdjęcia musisz zaparzyć nową. Wszystko jest już idealnie przygotowane. Robisz zdjęcie, wybierasz filtr, dodajesz hashtagi: #nosleep, #hustle, #thankgoditsmonday i w końcu ze spokojną głową zabierasz się do pracy.

Najbardziej niepokojący jest fakt, że opisana powyżej scena została przerysowana w naprawdę minimalnym stopniu. Miliony osób na całym świecie funkcjonują w ten sposób, a kilkadziesiąt milionów innych z zazdrością obserwuje to za pośrednictwem social mediów, boleśnie uświadamiając sobie, że skoro oni o 3 w nocy śpią, zamiast nabywać nowe umiejętności, to nie mają najmniejszych szans na spełnienie swoich i tak już wygórowanych ambicji. Sami zaczynają więc zarywać noce, wlewają w siebie hektolitry kawy i z podniesioną głową, choć również potwornie podkrążonymi oczami, dołączają do grupy pełnoprawnych przedstawicieli kultury hustle.

Czy takie działania możemy w jakikolwiek sposób wiązać z produktywnością czy raczej z uzależnieniem od bycia wiecznie zajętym? Przede wszystkim sposób życia promowany przez kulturę hustle jest niezwykle szkodliwy dla zdrowia oraz kondycji psychicznej. Pomijając całą gamę efektów jakie niesie ze sobą niedostateczna ilość snu, wstąpienie do kręgu wyznawców maksymalnej produktywności, wiąże się ze zwiększoną częstotliwością odczuwania lęku, stresu i złości. Ponadto stałe porównywanie się z wyidealizowanym obrazem innych osób niekorzystnie wpływa na samoocenę. Nieprzypadkowo wszystkie z wymienionych wyżej czynników zalicza się do objawów depresji. 

Kultura hustle nie promuje efektywnej pracy. Promuje nieustającą potrzebę bycia zajętym oraz lawinę wyrzutów sumienia, gdy pozwolimy sobie na chwilę słabości. Badania pokazują, że długotrwała praca zabija zarówno produktywność jak i kreatywność. W rzeczywistości praca, którą wykonujemy bez przerwy przez 8-10 godzin, mogłaby zostać wykonana w 5 godzin, jeśli tylko pozwolilibyśmy sobie na chwilę beztroskiego odpoczynku i zrozumieli, że nie jest to powód, by czuć się gorzej od innych. Pracuj mądrze, a nie ciężko; to może i nieco wyświechtany frazes, jednak nawet on jest ignorowany przez zwolenników bycia wiecznie zajętym.

Być może poświęcenie się pracy jest próbą ucieczki przed czymś albo odnalezienia sensu swojego życia. Być może po rozłożeniu kultury hustle na czynniki pierwsze, ukaże się nam obraz starego dobrego pracoholizmu, jakże wygodnego dla patrzących krótkowzrocznie korporacji, postrzegających człowieka jako siłę roboczą, a nie wartość samą w sobie. I wreszcie, być może ubranie pracoholizmu w modne wdzianko jest na rękę firmom poszukującym pracowników, którzy nie tylko będą szczerze kochać swoją pracę, ale stanie się ona dla nich – często jedynym – sposobem na życie. 

Avatar

Mateusz Mazur

Jestem studentem I roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej na KUL. Moje największe pasje to psychologia społeczna, kino, geopolityka i historia. Uwielbiam literaturę faktu i dobre kryminały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *