Polacy nie gęsi, a o język nie dbają

Polacy nie gęsi, a o język nie dbają

Wczoraj, w naszym kraju obchodziliśmy 102-gą rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Patos tego dnia podkreśliło tradycyjne orędzie prezydenta do Polaków, a mieszkańcy Warszawy, nie przejmujący się nadmierną emisją smogu, zorganizowali zmotoryzowany marsz ulicami miasta. Nim jednak patriotyczny nastrój całkowicie opadnie, zatrzymajmy się na chwilę przy jednym, nieodłącznym elemencie naszej tożsamości narodowej – przy naszym pięknym i wzniosłym ojczystym języku… a konkretniej o tym, co się z nim dzieje.

 „Polacy nie gęsi, swój język mają” – szczycimy się owym sformułowaniem. Szkoda tylko, że coraz rzadziej o ten język dbamy. Owszem, ciężko wymagać od każdego biegłości profesora Bralczyka, jednak większość zgodzi się, że lapsus „wziąść” razi w oczy niczym reflektory samochodu nocą. Przeglądając Internet coraz częściej natrafiam na rozmaite błędy językowe. Użytkownicy atakują swoimi „ale bynajmniej nie jestem”, „ubrać sweter”, „w każdym bądź razie”. Wtórują im internetowe gazety (o zgrozo) szwadronem „okres czasu”, „poszedł po najmniejszej linii oporu” i „przekonywujący”. O błędach ortograficznych na social mediach nawet nie wspomnę – jest ich naprawdę dużo. Nie ma nic złego w pomyłkach podczas rozmowy towarzyskiej. W najgorszym wypadku ktoś cichym chrząknięciem uświadomi nam naszą gafę. O wiele bardziej niebezpiecznym zabiegiem jest publikowanie uchybień w przestrzeni publicznej, ponieważ to tylko utrwala je w naszych grzesznych zwyczajach. Jednak nie to jest najgorsze.

Ostatnimi czasy bardzo modna stała się celowa dewastacja języka. Słysząc z czyiś ust wiązankę: „Złapiemy się na callu bo wychodzę na shopping. Puść message do Piotra, że zbliża się deadline.” budzi się we mnie rządza mordu. Podobne zgorszenie czyni wiadomość od znajomego: czesc nie moge znalezc tych dokumentow bedziesz jutro na uczelni?. Na brak jakiejkolwiek interpunkcji, który może być manierą zaczerpniętą od Kochanowskiego, możemy przymknąć oko. Jednakże czy użycie polskich znaków rzeczywiście wymaga aż tak wiele wysiłku? Tych wszystkich uproszczeń, udziwnień i ewolucji naszego języka wiele, ale wszystkie są dla niego równie krzywdzące. Ktoś mógłby teraz pomyśleć „zgorzkniały felietonista lubi sobie ponarzekać” – celna uwaga! Jednak powód mojego wywodu jest nieco inny.

Co odróżnia Polaków od innych narodowości (oczywiście poza położeniem geograficznym)? Kolor skóry? Wyznanie? Mało szczegółowe informacje. Najlepszą odpowiedzią jest język. A nasz (w przeciwieństwie do angielskiego) używany jest tylko w Polsce. Nie będę powtarzał tej szkolnej mantry, że „język jest naszym skarbem narodowym” ale fajnie mieć coś, czego inni nie mają. Owszem, zrozumiałe są wszelkie zabiegi mające uczynić naszą mowę wydajną, ale z samochodu też można wyrzucić karoserię, byleby szybciej jeździł! Nie zapominajmy, że im bardziej upraszczamy nasz język, tym bardziej spłycamy jego wartość. A czy to nie poziom skomplikowania dyskursu czyni z nas ludzi inteligentniejszych? W końcu w chińskim alfabecie wciąż widnieje 50 000 znaków…

Avatar

Dawid Zapora

Informatyk, poeta i twórca ekscentryk. Pisanie to dla mnie chleb powszedni. Odkąd pamiętam pasjonowałem się tworzeniem niekonwencjonalnych form literackich i dziennikarskich. Na co dzień zgłębiam tajniki świata komputerów, a w wolnych chwilach oddaję się sztuce, muzyce i kinematografii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *